poniedziałek, 19 września 2016

Jestem...

Witajcie!


Uffffff... I znowu nastała dość spora pauza  na blogu. Przyznam się bez bicia, że wciągnęło mnie pewne miejsce w sieci, przed którym stałam nieugiętym murem, zarzekałam się i  wręcz rzygałam ogniem - Co?! Ja?!!! 
... nigdy w życiu!
... nie mam czasu!
... a po kiego?!
Ale... Najpierw to była ciekawość. W końcu tyle się słyszy w mediach, że Instagram wspiera karierę i takie tam inne bzdety. Była też ciekawość nad zachwytami zaprzyjaźnionych blogerek, i zaraz myśl - co one tam właściwie robią? Ot, i przed moim pierwszym letnim urlopem założyłam tam eksperymentalne konto, które w ostatni dzień mojego drugiego letniego urlopu miało być usunięte...  No i....?
...i istnieje do tej pory!
Nie tylko, że  tam przepadłam, to jeszcze przez to zaniedbałam bloga!
Ale... Instagram można rzec, że jest uzupełnieniem tego miejsca tutaj, czyli bloga, także spokojnie....
A teraz pokrótce co u mnie.
Pewnym sprawom jestem wierna jak pies Burek. Mimo, że na dworze coraz bardziej jesień się rozpanasza, u mnie w domu trwa nadal letni klimat... Ale to przecież już znacie u mnie, w każdym razie na pewno Ci, co są tutaj stałymi bywalcami... ;)
 


Czas wolny póki co ( i  się jeszcze da) spędzam na dworze, w ogrodzie. Niestety wysokie temperatury i susza sprawiły to, że niewiele jesiennych kwiatów z mojego ogródka znajdzie się w bukietach. Zeby zrobić pierwsze jesienne deko, będę po prostu zmuszona kupić w supermarkecie.


Aaaaaaa! I zmieniłam sobie w altanie firaneczki!
Mam teraz z Ikea te z suwaczkami. Napalałam się na nie już w tamtym roku, jednak cena mnie ostro powaliła na kolana. A teraz po sezonie udało mi się je kupić za.....?. 5 Euro! Założyłam też oryginalne zielone zasłony od altany (tylko z dwóch stron), żeby mieć więcej prywatności i nie być obserwowaną przez obóz wroga czyli sąsiadów -  znowu jestem z nimi na wojennej ścieżce.




...i jeszcze moja begonia albopicta.
Miałam ją wyrzucić, bo nędznie przeżyła zimę w piwnicy, a tutaj taka niespodzianka! Ba! Chyba wyczuła przez liście moje zamiary i oszalała w kwiatach... ;)



Było też malowanie mieszkania (prawie całego). Pokaże dzisiaj tylko parę zdjęć, żeby nie zawalić posta fotami i nie zmęczyć Was zaraz na starcie.... ;)
Zaraz po pokoju dziennym pod pędzel poszedł przedpokój. Jest mały, ciasny nieustawny i przyznam się szczerze, że mimo jego wielkości najwięcej czasu na niego poświęciłam (sporo obklejania drzwi, listw przypodłogowych, odkręcania śrubek, etc.). Moją zdobyczną szafkę na buty i jej metamorfozę pokazywałam już na blogu. Tym razem pod pędzel poszły jeszcze dwa wieszaki, które widzicie na zdjęciu niżej. Były stare jak świat i towarzyszyły nam od początku jak mieszkamy na tym mieszkaniu. Dłuższy wieszak dostał też nowe białe ozdobne gałeczki, ale to tylko bardziej dla ozdoby, bo były tam brzydkie trzy dziury po wkrętach. Za wieszakami była pomarańczowa ściana, dostała jak widać jedyny i właściwy kolor jaki powinien tutaj być... ;)




Sypialnia też została częściowo odmalowana.
Na łóżku przybyła mi nowa narzuta, która wyczaiłam za połowę ceny. 



Oraz półeczki na obrazy.
Wyobraźcie sobie, że pojechałam po dwie białe i już miałam je kupić, a tu w punkcie sprzedaży okazyjnej w Ikea za mniej niż połowę ceny były - jedna czarna, druga biała... Naturalnie że za nie złapałam! Mam wreszcie miejsce na rodzinne pamiątkowe obrazy. Przyznam się szczerze, że trochę się wahałam, czy wszystkie te obrazy powinny być tutaj w sypialni. Pierwotnie planowałam to pomieszczenie bardziej w morskich klimatach. Obecnie zawiało rustykalnością, ale w sumie zdążyłam już się przyzwyczaić...


I na zakończenie zajawka tego o czym będzie w następnym poście, bo mimo że w domu nadal u mnie letnio, to w altanie już rozgościły się dynie.... :)





Czyli.....?
Do następnego miłego! ;)

poniedziałek, 25 lipca 2016

Mazury (część2)

Witajcie!


Dzisiaj druga część zdjęć z Warmii i Mazur. Od razu na początku zaznaczam, że zawalę ten post zdjęciami natury, także  szukający inspiracji we wnętrzach czy aranżacji,  akurat dzisiaj nic tutaj nie znajdą.
Urlop nie był długi, bo tylko tydzień czasu, ale fotek narobiłam, że hooo, hoooooo... ;)
Łażenie po łąkach, mokradłach, rozlewiskach było dla mnie  fascynujące i powiem szczerze, że przez ten mój pobyt wolałam tam akurat spędzać czas z aparatem, niż nad jakimś jeziorem... Ba! Nawet przez ten tydzień nad żadnym nie byliśmy! Kto wie, może w następnym roku.
Na Mazurach zachwyca mnie zawsze powietrze! Jest o wiele lepsze, niż tu gdzie mieszkam, bo będąc tam na urlopie, oczy otwierałam już o trzeciej nad ranem i.... byłam wypoczęta! Cud!

Efektem są te zdjęcia wschodu słońca...Widok z posesji gdzie mieszkaliśmy.







W szarości świtu udało mi się uchwycić dzikie gęsi. Przylatują na rozlewisko, które jest w pobliżu domu mojej Mamy. Mimo, że byłam spory kawał od nich, przestraszyły się...


...i mogłam już je tylko zobaczyć na horyzoncie.


Oraz żurawie. Niestety zdjęcie kiepskiej jakości, bo zrobione z bardzo daleka. Są to ptaki bardzo płoche i sfotografować z bliska to nie lada wyzwanie. W ciągu dnia  słychać je często było (jak drą dzioby... hihi!), niestety ciężko jest podejść w ich pobliże.



Ci co mnie znają, wiedzą, że lubię fotografować insekty, a na Mazurach jest ich pełen wypas (łącznie z komarami, ale na te jakoś nie miałam chęci, a one na mnie wręcz przeciwnie...hihi!). Efekt na zdjęciach niżej. Niestety nie znam wszystkich nazw małych mieszkańców łąk... Może ktoś mi pomoże.

Rusałka osetnik


Rusałka pawik


Kraśnik pięciokropek (1)

Kraśnik pięcioplamek (2)

Rusałka kratkowiec

Polowiec szachownica

Czerwończyk nieparek (samiec)

Listkowiec cytrynek

Przestrojnik trawnik

Osadnik egeria

Karłątek ceglasty (1)

Karłątek ceglasty (2)

Lśniak szmaragdek







Pióronóg zwyczajny










Szablak krwisty




Szablak zwyczajny

I oto przykład, że do super zabawy dla dzieci niepotrzebne jest żadne Nintendo czy Play Station...


Joshua wybiegał się tutaj za wszelkie czasy.
(Na zdjęciu niżej w piżamie... A gumiaki to obowiązkowe obuwie jeżeli chce się spędzać urlop na wsi - informacja dla niezorientowanych mieszczuchów... ;) )


Rodzina łabędzi, która zadomowiła się na rozlewisku. Ciekawe, czy w przyszłym roku tam znowu będą...





Ulubiony porcelanowy komplet mojej Mamy...
Stary tak jak i Ja. Sękacz od Ali został skonsumowany właśnie w takiej atmosferze...


...i te zachody słońca!








I ten ostatni zachód, kiedy to zapakowaliśmy auto i ruszyliśmy w drogę powrotną tam gdzie te słońce zachodzi....


...z nadzieją, że wrócimy tutaj za rok!
(kto następny zaprasza?)  ;)))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Miło mi będzie jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)