Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


środa, 22 marca 2017

Siedem dni, siedem sałatek #4

Witajcie!


Dziś krótko...
Bez żadnych moich długaśnych wywodów - następna porcja zdrowego jedzenia...
Zapraszam na ucztę dla oczu i kto wie, może i żołądka... ;)))

1. Sałatka owocowa
Pierwsza z sałatek to sałatka owocowa. Jest mi znana od dość dawna, ale dzięki Magdzie sobie o niej przypomniałam. Magda nazwała ją "zimową". Myślę, że nazwa owocowa jest bardziej uniwersalna, zresztą to zależy co się do tej sałatki doda, jakie owoce sezonowe (ja nie dodałam maku)

Sałatka owocowa
Potrzebujesz:
1 jabłko
2 kiwi
1 banan
2 mandarynki

Dressing:
3-4 łyżki syropu klonowego
sok z jednej cytryny

Jabłko kroimy w kostkę, banany w talarki, kiwi wg uznania. Mandarynki dzielimy na cząstki 
i każdą kroimy na pół. Dodajemy pestki granatu. Składniki dressingu łączymy ze sobą.  Najwygodniej zrobić to w słoiczku. Polewamy owoce, wszystko dokładnie mieszamy.


2. Sałatka warstwowa "Grzybowa polana"
Przepis pochodzi ze strony "Gotuj z cukiereczkiem"

Sałatka warstwowa "Grzybowa polana"
  • 1 duży słoik marynowanych pieczarek,
  • 300g piersi z kurczaka,
  • 3 jajka,
  • 3 ogórki konserwowe,
  • 3 ziemniaki,
  • 2 średnie marchewki,
  • 100g żółtego sera,
  • Sól,
  • Pieprz,
  • Słodka papryka,
  • Olej do smażenia,
  • Po pół pęczka szczypiorku i koperku/natki pietruszki,
  • majonez
Marchewki i ziemniaki gotujemy w mundurkach do miękkości. Po ostudzeniu obieramy je i kroimy w kostkę. Jajka gotujemy na twardo, obieramy i drobno siekamy. Ogórki drobno kroimy. Żółty ser ścieramy na grubych oczkach tarki. Pierś z kurczaka kroimy w drobną kostkę, oprószamy solą, pieprzem i słodką papryką. Obsmażamy mięso na oleju na rumiano.
Pieczarki odsączamy na sicie. Zieleniną drobno siekamy. Tortownicę o średnicy 18-20cm wykładamy folią spożywczą. Na dnie tortownicy układamy ciasno pieczarki łepkiem do dołu. Pieczarki posypujemy posiekaną zieleniną. Starajmy się trafić w dziurki powstałe między pieczarkami. Następnie wykładamy marchewką, lekko dociskamy do reszty. Marchewkę oprószamy solą i pieprzem i smarujemy cienką warstwą majonezu. Kolejną warstwę stanowią ziemniaki. Ziemniaki również oprószamy solą i pieprzem i smarujemy cienko majonezem. Na ziemniakach układamy podsmażone i wystudzone mięso, smarujemy je majonezem. Na mięsie układamy ogórki i znowu smarujemy majonezem. Na ogórki wykładamy jajko, oprószamy je solą i pieprzem i smarujemy majonezem. Ostatnią warstwę stanowi żółty ser, który także smarujemy cienko majonezem. Sałatka jest już gotowa. Przykrywamy ją folią spożywczą i odstawiamy do lodówki na całą noc. Następnego dnia sałatkę wyjmujemy na talerz odwracając formę do góry dnem i delikatnie odpinając obręcz tortownicy. Ostrożnie zdejmujemy folię spożywczą.

3. a) Surówka z białej kapusty i marchwi (jak u chińczyka)
Przepis zaciągnęłam z bloga "Domowa kuchnia Aniki"


Surówka z białej kapusty i marchwi (jak u chińczyka)

  • pół główki białej kapusty ( średniej wielkości )
  • 2 marchewki
  • ząbek czosnku
  • 1/3 szklanki octu winnego
  • 1/2 szklanki oleju
  • łyżeczka soli
  • pół szklanki cukru
Sposób wykonania:
  • Kapustę obieramy z wierzchnich liści i cienko szatkujemy
  • Marchewkę obieramy, myjemy i ścieramy na tarce o dużych oczkach 
  • Kapustę mieszamy z marchewką
  • Przygotowujemy zalewę: zagotowujemy olej, ocet, przeciśnięty czosnek oraz cukier i sól.
  • Wrzącą zalewą zalewamy kapustę z marchewką, mieszamy i ugniatamy łyżką. Pozostawiamy do ostudzenia i przykrytą odstawiamy do lodówki.


3. b) Surówka z białej kapusty i marchwi jako dodatek do zapiekanki na bułce
Pozostałości z tej sałatki wykorzystałam do zapiekanek - niebo w gębie! :)


4. Sałatka z tuńczykiem i awokado
Przepis pochodzi ze strony "Gotuj z cukiereczkiem"


Sałatka z tuńczyka i awokado
  • 1 puszka tuńczyka w kawałkach w oleju lub sosie własnym,
  • 1 awokado,
  • 1 łyżka soku z cytryny,
  • Pół czerwonej cebuli,
  • 2 jajka,
  • 1 łyżka majonezu,
  • 1 łyżka posiekanego szczypiorku,
  • Sól,
  • pieprz
Tuńczyka odsączamy dokładnie na sitku. Jajka gotujemy na twardo, obieramy i kroimy w kostkę. Cebulę drobno kroimy. Z awokado usuwamy pestkę, obieramy je i od razu skrapiamy sokiem z cytryny, aby nie ściemniało. Kroimy je w kawałki. Składniki sałatki umieszczamy w misce, dodajemy majonez i mieszamy, doprawiamy do smaku. Składniki sałatki możemy także ułożyć warstwowo w ozdobnych kieliszkach czy szklankach – serwując gościom porcje.


Rolada z awokado z jajkiem w środku
Awokado bardzo lubię, jest bardzo zdrowe, ale uwaga! Jest najkaloryczniejszym z owoców. W średniej wielkości awokado jest aż 41g tłuszczu, kiedy to inne owoce zawierają go w śladowych ilościach. Jest to jednak tłuszcz dobroczynny dla zdrowia. Ze względu na ten tłuszcz, można tym owocem  smarować pieczywo, a będzie równie smaczne jak posmarowane masłem. 
Owoc jest smakowitym dodatkiem w sałatkach, bądź też innych daniach, na przykład jako rolada z jajkiem w środku... :) Przepis według tego filmiku wypróbowałam:
ale zdrowsze, bo kwasy tłuszczowe obecne w awokado chronią serce

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/awokado-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze_42136.htmlChoć w awokado jest niewiele cukru
Awokado to owoc o dużej zawartości tłuszczu. Można nim np. smarować pieczywo, a będzie tak samo smaczne jak z masłem, ale zdrowsze, bo kwasy tłuszczowe obecne w awokado chronią serce.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/awokado-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze_42136.html

Awokado to owoc o dużej zawartości tłuszczu. Można nim np. smarować pieczywo, a będzie tak samo smaczne jak z masłem, ale zdrowsze, bo kwasy tłuszczowe obecne w awokado chronią serce.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/awokado-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze_42136.html



5. Sałatka z pak-choi z pomidorami i cebulą
Następna sałatka jest z chińskiej kapusty - pak choy. Nie mylić z pekińską! Podstawowa różnica polega na tym, że pak-choy prawie nie jest spokrewniona z kapustą. Jest soczysta, bardziej mięsista i zielona niż kapusta pekińska.

Sałatka z pak-choi z pomidorami i cebulą

 kapusta pak-choi
(potnij na kawałki - paski)

Cebula lub szczypior
(potnij w kostkę)

Pomidory
(potnij w ćwiartki)

ocet balsamiczny, olej słonecznikowy, sól, cukier, pieprz
(wszystkie składniki wymieszaj według własnego uznania smakowego, tworząc dressing)

6. Sałatka z gotowanego pora

Następna z sałatek pochodzi z bloga "Katalog inspiracji"

 Sałatka z gotowanego pora

Składniki: 
 *por (2 sztuki)
*sól
*pieprz
*odrobina musztardy
*kwaśna śmietana 18%
Wykonanie:
*zagotowujemy wodę w garnku
*kroimy pory w paseczki, które następnie wrzucamy na wrzątek
*gotujemy ok. 3 min.
*odcedzamy warzywo, studzimy i doprawiamy do smaku solą, pieprzem, musztardą i śmietaną.


7. Sałatka warstwowa "Gyros"

Przepis na sałatkę pochodzi z bloga "Mirabelkowy blog"

 Sałatka warstwowa "Gyros"
  • 2 filety z piersi kurczaka, 
  • 1 łyżka przyprawy kebab-gyros, 
  • 1 duża czerwona cebula, 
  • 1 puszka kukurydzy, 
  • 5-6 ogórków konserwowych, 
  • 1 czerwona papryka (opcjonalnie), 
  • ½ niedużej kapusty pekińskiej, 
  • 3 łyżki jogurtu greckiego, 
  • 3 łyżki majonezu, 
  • 6 łyżek pikantnego ketchupu, 
  • sól i pieprz, 
  • 1 ząbek czosnku, 
  • olej do smażenia  
  • Kurczaka pokroić w bardzo drobną kostkę, wymieszać z przyprawą kebab-gyros i usmażyć na niewielkiej ilości oleju. Odstawić do ostudzenia. 
    Cebulę drobno posiekać, ogórki konserwowe i paprykę pokroić w kostkę, kapustę pekińską poszatkować. Kukurydzę starannie osączyć na sitku. 
    Jogurt wymieszać z majonezem i przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku. Doprawić solą i pieprzem do smaku. 
    W misce (najlepiej przezroczystej) ułożyć warstwami: kurczaka, cebulę, połowę sosu majonezowego, połowę ketchupu, kukurydzę, paprykę, ogórka, pozostały sos majonezowy, pozostały ketchup i na wierzchu kapustę pekińską. 
    Sałatkę wstawić do lodówki na 1-2 godziny. 
    Sałatki nie powinno się przygotowywać na długo przed podaniem, ponieważ sosy mogą mieszać się ze sobą i z sokami ze składników sałatki, przez co sałatka traci nieco na swoim wyglądzie. 
  •  
    Do następnego miłego!
    Wasza "voncologne" :)  

wtorek, 7 marca 2017

Stoliczek...

Hej!

Wczoraj był lament!
Rozpadł mi się po raz setny już chyba stelaż z listew w łóżku sypialnianym!
I przybiła mnie po raz setny myśl,  że znowu będę musiała te cholerne listewki wkładać w te cholerne  plastiki i następnego ranka pewnie znowu "wpadnę" w głąb łóżka i historia się powtórzy! Stres, bo aż strach się było każdej nocy przekręcić na bok.  Przy kasie zbytnio nie jestem, także następny stres, bo kupić nowy pożądny stelaż listwowy to i pożądny wydatek. Opanowały mnie czarne myśli, ale nie na długo, bo światełkiem w tunelu okazał się pewien pomysł, a konkretnie wycieczka do lagru meblowego u mnie w pracy (dla niezorientowanych - używane meble po mieszkańcach Domu Spokojnej Starości). Lagier akurat w ten tylko dzień otwarty, czyli poniedziałek, więc? Chyba to jakiś znak z nieba, że powinnam się tam wybrać. I pojechałam razem z przyjaciółką. Weszłam i miałam naprawdę szczęście! Dorwałam superancki stelaż listwowy, pożądny, solidny, i widać od razu było, że do tanich nie należał i najważniejsze, że dostałam go za takie małe pieniądze, że po prostu śmiech...  Przy okazji rozejrzałam się po wystawionych tam meblach i szczena mi opadała coraz bardziej... Piękne stare witryny, komody i regały!
 Kto zna uczucie, kiedy coś podoba się w sklepie, a niestety cena powalająca? Pewnie pojawiłby się teraz las rączek.
A kto zna uczucie kiedy coś się podoba... Ba! Wręcz dużo rzeczy się podoba, są wyjątkowe, solidne i przede wszystkim DOSTĘPNE  FINANSOWO, ale w domu miejsca nie ma?!!!
MASAKRA!
To właśnie uczucie mi towarzyszyło oglądając zawartość lagru.
Ale...  Nie byłabym chyba sobą, jakbym wyszła stamtąd tylko z tym stelażem. Już od drzwi wejściowych wzrok mój padł na mały stoliczek, taki w sam raz wielkościowo do postawienia przy sofie.... Popatrzałam na niego i już wiedziałam -"...o mój drogi, ty będziesz mój!"
Na nic się zdały próby przemówienia mi do rozsądku przez moją przyjaciółkę, straszenia nawet Najdroższym...
Było -"Ja go CHCĘ i koniec!"

Ot, i mój nowy klamor:



Nie jest biały, tylko z drewna, a konkretnie z dębu. Ma też szklany blat, fajną szufladę...

Przemalować, czy nie przemalować?

sobota, 4 marca 2017

Różowy spontan...

Hej!


Wstałam rano i....?
Natchnęło mnie na kolor, który TYLKO i wyłącznie w jednym i jedynym odcinku roku jest mnie w stanie podniecić. Aż się sama zdziwiłam, jak ten mój naturalny cenzor funkcjonuje.
Pastele? Róż?! Hmmmmm...
Czyżby???
Tak, to już jest TERAZ!
SEZON WIOSENNY uważam już za otwarty!
Dzisiaj mało pisaniny, niechaj zdjęcia odzwierciedlą mój nastrój.
Dekoracje z wszystkiego różowego co udało mi się wygrzebać z domowych szuflad, reszta niestety spoczywa w piwnicy nietknięta. Niech tylko się ktoś nie sugeruje, że Wielkanoc będzie u mnie na różowo, NIC Z TYCH RZECZY! Dwa różowe jajka są tylko dopełnieniem dekoracji.

















Ktoś może powie, że za wcześnie?
Ale jak tu się nie radować  z wiosny, jak wszędzie się już rozkwieca, trzeba nawet uważać, żeby w nią nie wdepnąć... ;)





... a te zdjęcia to już z mojego ogrodu. Tulipany wybiły ostro.




Zegnam się z Wami pozytywną wiosenną energią...

...na zdjęciu jeszcze z wyprostowanymi włoskami, ale spokojnie, znowu powróciły mi loki ;)

Wasza "voncologne" :)

niedziela, 19 lutego 2017

Siedem dni, siedem sałatek #3

Witajcie!


Jestem jak zwykle spóźniona z tym postem. Przyczyna prosta:
 - czasami zamiast sałatki wieczorem chce mi się zjeść jakąś wypasioną w warzywka kanapkę,
- bądź  są powtórki przepisów już zamieszczonych,
- albo  zostanie czegoś więcej z dnia poprzedniego, a że jest jeszcze zjadalne, to wiadomo - nie ma sensu wyrzucać, na to jestem zbyt oszczędna.
Ważne, że trwam nadal w mocnym postanowieniu zmieszczenia się w te wąskie drzwi raju... ;)))
A teraz fakty.
Cała akcja  trwa już.....?
5 tygodni.
Bilans? 9 kg mniej!
Hormony szczęścia dopisują na tyle, że zadowolonym wzrokiem zaczęłam oglądać się w lustrze. Do ideału jednak droga daleka, ale co już jest, to JEST! ;)
Najdroższy zazdrości, bo sam ma sporego brzuchacza (do zgubienia? może i kiedyś tam...hihi!) i tak jak Ja się sobą zachwycam wysyłając lusterku zalotne spojrzenia - no i co tu wiele ściemniać, rządając odpowiedzi:
- "Lustereczko powiedz przecie, kto jest na idealnej diecie?"- to Najdroższy  mi tu różne przytyki robi:
- "Czy wiesz kochana, czyich zdjęć w naszym domu jest najwięcej?"- i tu mrugnął mi z uśmieszkiem okiem.
- "Nooooo... Dzieci, naturalnie"
-"A czy przypadkiem nie mojej bardzo kochanej i jeszcze bardziej nieskromnej małżonki?"
-"Co Ty pleciesz?! Przeliczałeś, czy co?"
Powiem szczerze, że....?
Ja przeliczyłam.
Cholera! Faktycznie! 50% wszelkich ramek to moja twarz! Ba! Ze SKROMNOSC to nie jest moje drugie imię, to już kiedyś pisałam na blogu. Kurde, ale to są stare zdjęcia! A kiedy będą świeże to nie wiem. Ot, zazdrosny czepialski! O nowe ciuchy się nie czepia, a o stare zdjęcia!
Miał ktoś podobną sytuację?


W ostatnim  tygodniu musiałam ostro przysiąść na tyłku i z sałatkami i z ćwiczeniami, bo dopadły nas wirusy. Także zamiast intensywnie się ruszać, wypacać...
...to intensywnie gorączka wyciskała ze mnie poty. Zresztą nie tylko ze mnie. Wszystkich nas w domu położyło. Obecnie wracamy do sił i jest na szczęście lepiej.



Na pierwszym zdjęciu nie sałatka, tylko prezent od Walentego... :))) Muszę przyznać, że Walenty w tym roku nieźle wyskoczył z kasy... ;) Storczyk bez żadnych kiczowatych serduszkowatych dodatków i taki właśnie ma klasę.

Thanks YOU Walenty! :))))




Szał wypasionych kanapek.... :)


1.Sałatka z miodowymi pieczarkami

...i wreszcie sałatki! 
Ta jest wyjątkowa.

Sałatka z miodowymi pieczarkami
(porcja na 6 osób)


500g brązowych pieczarek
200ml pomarańczowego soku
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
500g roszponki
1 pomarańcz
miód
olej oliwkowy i masło
sól pieprz
ocet balsamiczny
olej oliwkowy (dodatkowo)
cukier

Umyj i oczyść roszponkę.

Z drobno pociętej cebuli oraz czosnku przygotuj kwaśny sałatkowy sos, mieszając te składniki z balsamicznym octem, olejem z oliwek. Przypraw solą i pieprzem według własnego uznania.

Obierz ze skórki pomarańcza i wyfiletuj.

Sok pomarańczowy wstaw na palnik i gotuj tak długo aż zmniejszy objętość o1/3 lub 1/4.

Grzyby potnij na ćwiartki. Rozgrzej patelnię. Wrzuć masło i olej oliwkowy. Smaż na tym pieczarki. Przypraw solą i pieprzem. Posyp dobrą szczyptą cukru. Dodaj 2-3 łyżki miodu. Mieszaj całość, aż zacznie się lekko karmelizować. Dodaj sok pomarańczowy. Jeszcze chwilę podsmaż.

Sałatę roszponkę wymieszaj z wcześniej wykonanym kwaśnym sosem.

Na sałatę wyłóż grzyby i obłóż kawałkami pomarańcza.

Dla chętnych pomocnicze VIDEO. Przepis pochodzi z niemieckiej strony www.chefkoch.de. Nieco recepturę zmieniłam, bo nie dałam parmezanu ,a to z prostego względu, bo po prostu go nie lubię. Zmianą jest też to, że sok pomarańczowy dodałam do reszty składników.


2. Sałatka z awokado i krewetek


 Sałatka z awokado i krewetek
(porcja na dwie osoby)

1 dojrzałe awokado
(obierz i pokrój w kostkę)

1/2 czerwonej papryki
(posiekaj w drobną kosteczkę)
1 opakowanie parzonych krewetek (dużych)
(są już gotowe do zjedzenia, tych nie trzeba wrzucać na patelnię)

pietruszka
sok z cytryny
olej oliwkowy
sól i pieprz
(przypraw według swojego uznania)


3.Sałatka z awokado, ogórka i jajek

Sałatka z awokado, ogórka i jajek
(porcja na 2 osoby)

1 dojrzałe awokado
(obierz ze skórki i pokrój w kostkę)

2 jajka
(ugotuj na półtwardo i potnij na ćwiartki)

pół ogórka sałatkowego
(potnij w kostkę)

sałata lodowa, ale może być inna o drobnych listkach
(lodową potnij w kostkę)

czarne oliwki
(potnij w krążki)

sok z cytryny, sól i pieprz
 (przypraw pocięte składniki według własnego uznania)

Na sos: 2 łyżki majonezu
2 łyżki oliwy z oliwek
1 i 1/2 łyżeczki musztardy
1 i 1/2 łyżeczki syropu klonowego
( wszystkie składniki wymieszaj według podanej kolejności. Wymieszaj z pociętymi składnikami)


4.Sałatka z kalarepy, marchwi i rzodkiewki

Sałatka z kalarepy, marchwi i rzodkiewki
(idealny dodatek do obiadu, czy do grillowania)

Kalarepa
(potnij na drobne paseczki, bądź zetrzyj na tarce z dużymi otworami)

Marchew
(zetrzyj na tarce z dużymi otworami)

Jabłka
(zetrzyj podobnie jak kalarepę i marchew)

Rzodkiewka
(potnij w paski)

Pietruszka
(posiekaj)

sól, cukier, olej,  kwasek cytrynowy
(dopraw wedle własnego smaku)



5. Sałatka nietypowa, czyli z roszponki, melona, winogron,  borówek i suszonych pomidorów

Tą sałatkę wyniuchałam u Moniki z "Katalog inspiracji". Okazało się, że post jest specjalnie dla mnie, także tym bardziej wypróbowałam przepis. Sałatka smaczna, o nocie bardzo owocowej.



Sałatka nietypowa (z roszponki melona, winogron, borówek i suszonych pomidorów)
 
*sałata - roszponka
*czerwone winogrona
*ser pleśniowy (u mnie "brie")
*suszone pomidory
*melon
*żurawina
*sos
(olej, ocet jabłkowy, sól, pieprz, cukier, musztarda - wszystko mieszamy)
Wykonanie:
*układamy sałatę
*ser, melon i pomidory kroimy w kostkę lub paseczki
*ziarna winogrona przekrawamy na połowę
*całość polewamy sosem i posypujemy żurawiną
 U mnie na zdjęciu akurat nie widać winogron, bo je zapomniałam dodać... ;))))

6.Sałatka improwizowana
Sałatka improwizowana, to nic innego jak zbieg okoliczności i  pomieszanie akurat tego co było pod ręką, czyli fasolki szparagowej, białej papryki, czerwonej papryki, kukurydzy, szczypiorku. Do tego sos.

7. Sałatka z gnocchi, rukoli i suszonych pomidorów
Ostatnia z sałatek to przyznam się szczerze, że nie zrobiła na mnie dużego wrażenia, ale może i ktoś i tak zechce przepis wypróbować, to proszę bardzo:


Sałatka z gnocchi, rukoli i suszonych pomidorów

Gnocchi
(Ja użyłam opakowanie suszonych. Ugotuj według przepisu na opakowaniu. Odstaw do wystygnięcia)

Rukola
(Umyj, oczyść, ewentualnie rozdrobnij na mniejsze kawałki)

Cebula
(potnij w drobną kosteczkę)

Suszone pomidory
(potnij w paski)

Piniowe orzeszki (Ja nie miałam, zamieniłam słonecznikiem)
(podpraż na patelni)

olej oliwkowy, ocet balsamiczny, sól, bazylia
(dopraw według własnego uznania)

Wszystko wymieszaj.


 I na koniec jeszcze wiadomości z moich wiosennych słoików.





Ze zakwitły posadzone tam szafirki i żonkile, to widzieliście w ostatnim poście.
Ale że zakwitły w domowych warunkach krokusy, tego się nie spodziewałam.... :)
Wiosno przybywaj!
I na tym kończę moją pisaninę!

Do następnego razu...

"voncologne"

sobota, 11 lutego 2017

Jestem jędzą! (część 2)

Witajcie!


Moje drogie panie, ze względu na popularność ostatniego posta, pociągnę jeszcze ten temat.
Przygód z domokrążcami  to Ja miałam, oj miałam... Wiele  mogłabym opowiadać. Dzisiaj opiszę Wam dwie inne sytuacje...
Pierwsza była dość niebezpieczna.
Typowy dzwonek u drzwi (i już nerwowo drży mi powieka) a Ja pędzę! Pędzę z  rozkudlonym włosiem, bo nawet uczesać się jeszcze nie zdążyłam. Ot, i stoi jakiś tłustawy, spocony typek, sapiąc łapie oddech, a pysk ma czerwony, jakby papryczkę chili połknął...
- "Uffffff... Dzień dobry... Przychodzę tu do pani w bardzo ważnej sprawie. Chciałbym porozmawiać o dzieciach wykorzystywanych seksualnie."
- "Wie pan co, jakoś mnie to nie interesuje..."
- "Jakim  człowiekiem trzeba być, żeby nie czuć współczucia dla ofiar! Jak to panią to nie interesuje! To biedne bezbronne dzieci!!! Wstyd!!! WSTYD!!!"
I tu się przestraszyłam, bo typ zaczął krzyczeć, a im bardziej ton jego głosu wzrastał tym gorzej robił się czerwony. Krople potu zciekały mu po twarzy, plus te jego rozczochrane długie włosy tworzyły widok coraz bardziej upiorny. Ale nic...
- "Proszę pana, Ja współczuję takim dzieciom, tylko nie rozumiem powiązania. Co Ja mam z tym wspólnego, co pan ma z tym wspólnego?"
-" Bo pani może pomóc! Wystarczy tylko zaprenumerować gazetę (i tu pada jej nazwa), a część dochodu jest przeznaczona na ten cel."
-"Wie pan co, Ja nie czytam żadnych gazet. Jedyną gazetą co oglądam to jest "Schlossbote" (darmówka dla każdego mieszkańca Brühl) I wie pan po co oglądam? Zeby te spłachcie poukładać na  górnych szafkach kuchennych, żeby zaoszczędzić sobie na sprzątaniu. Nie widzę w ogóle sensu prowadzenia dalej tej rozmowy. Może ktoś z sąsiadów będzie i zainteresowany prenumeratą, Ja niestety nie jestem."
I tu typ poczerwieniał tak, jakby miał tuż, tuż wybuchnąć, więc Ja czym prędzej zamykam drzwi.......
A On?
Postawił mi nogę między drzwiami a futryną!!!!!
I w tym momencie usłyszałam w głowie bicie własnego serca,  bo nie wiesz człowieku, czy facet ma po kolei w głowie i co zamierza... A Ja w domu jestem SAMA! No nie... Pozostało  drzeć gardło ile dała fabryka! Powiem Wam tylko tyle, że na szczęście w tym momencie otworzyły się gdzieś na klatce schodowej drzwi i zaczął ktoś schodzić. Domokrążca cofnął nogę, Ja trzasnęłam drzwiami i tylko usłyszałam jak odchodząc mi rzucił: "- Dumme Kuh!" ( czyli "Głupia krowa!")

Inna sytuacja.
Nie wiem kiedy się to zaczęło i jak długo to już trwa. Grzebiąc w pamięci nie mogę dokopać się do tego tego dnia, kiedy to w moich drzwiach stanął pierwszy raz barczysty, uśmiechnięty blondyn z niebieskimi oczami i radośnie wyrecytował:
- "Nie potrzebuje pani przypadkiem ziemniaków?"
I tu muszę  niektóre z Was ( te co są u mnie na blogu krócej) uświadomić - ziemniak, to moje ulubione warzywo. Nic mu nie dorówna! Już od dziecka uwielbiałam placki ziemniaczane (tych nigdy u nikogo nie odmówię, można mnie na nie najłatwiej złapać). Mieszkając jeszcze na Mazurach potrafiłam wstać o czwartej rano, pójść na pole i ukopać sobie kartofelków, żeby po nieprzespanej nocy (książki czytałam wtedy namiętnie do rana) zrobić sobie na śniadanie fryteczki z sadzonym jajeczkiem.... Te nasze własne ziemniaki były najlepsze, bo wiadomo, wiejskie, takie prawdziwe "bio". Także jak gospodarz z niebieskimi oczami polecił własne, z własnego pola to oczywiście zaczęłam kupować, bo przecież są o niebo lepsze niż te ze sklepu.  Czasami wzięłam worek, czasami nie...Zdarzało się, że bardzo długo nic nie kupowałam u Kartoffelmanna ( tak jest nazywany tutaj sprzedawca ziemniaków). Nie wiem ile razy odesłałam go z kwitkiem, mówiąc oschłe "NIE", wkurzone "NIE", zmęczone "NIE"...  I ile tych "NIE" było. A On z uśmiechem polecał się na przyszłość. Ba! Nawet regularnie po tym kwitku potrafił zadzwonić jeszcze raz, żeby wcisnąć mi gratisiki - jakieś jabłuszka, cebulkę, nawiązując przy tym próby jakiejkolwiek rozmowy, na ten przykład?  Ze mam fajną podłogę w przedpokoju. Hmmmm... Pomyślałam sobie - facet kompletnie się nie zna, podłoga jak podłoga, raczej jak dla mnie czerstwa i brzydka... I aż tu któregoś dnia moja  ś.p. już babcia-sąsiadka, pani A. wyszła na schody, bo też kartofelki potrzebowała i składając ręce rzuciła tekst:
-" Pani "voncologne"! Co to za mężczyzna! Echhhhh... Żebym Ja była młodsza pani "voncologne", to ale bym go brała! Brałabym, a co!"
I tutaj dała żartobliwego kuksańca niebieskookiemu. Taka była ta moja babcia sąsiadka, radosna, pełna pozytywnej energii, można z nią było na każdy temat pogadać, czy o gotowaniu, sprzątaniu, problemach z facetami, sexie... Była jedyna w swoim rodzaju i wiem, że takiej sąsiadki już nigdy nie będę miała... I tu ta moja wyjątkowa pani A. rzuciła  pewien  tekst, przez który rozjaśnił się mój jakże zaciemniony umysł:
-"Czy pani widzi, jak On na panią patrzy?! Piękna kobieta z tej mojej sąsiadeczki, coooo?"
I w tym momencie twarz Kartoffelmanna przybrała kolor różowego pudru, a Ja podniosłam wzrok i spojrzałam głęboko, ale to bardzo głęboko w te niebieskie oczy.....
O cholera! Ze Ja tego wcześniej nie zauważyłam! Teraz rozumiem te wciskanie w moje łapki jabłuszka, cebulki....


źródło: www.lavita.de

Najdroższy oczywiście także wyczaił pismo nosem,  miał niezły ubaw i ma do tej pory...
... bo sytuacja ta trwa nadal. Wyobraźcie sobie, jaki wydał rechot,  jak wróciłam sprzed drzwi z.......? Dwoma jajkami! Nie muszę tłumaczyć tych skojarzeń.
Jak tylko wyczai Kartoffelmanna przez okno od razu mi rzuca z uśmieszkiem:
-"Przygotuj się kochana, zaraz będziesz miała gościa!"
-"O nie... Ja nie otwieram!"
-"No idź........ Nie bądź jędzą! Przecież nadajesz sens życia temu człowiekowi..." - i tu Najdroższy mrugnął żartobliwie okiem.
Widząc, że nic z tego poszedł sam do drzwi, otworzył, spławił nieszczęśnika, po czym wrócił i prężąc dumnie pierś, niby ten rycerz, rzucił:
- "No! Uratowałem Cię!"
I zaraz dodał przewrotnie:
-"Co za to będę miał?"
Czasami bywa, że otworzę te nieszczęsne drzwi, czasami nie.
Na ogrodzie jest gorzej.
Leżę latem na leżaku i kiedy usłyszę już ten znajomy klakson, pierwsze myśli to:
-"O rzesz ty! Dzisiaj poniedziałek! KARTOFFELMANN! Uciekać! U-CIE-KAC!"
Nie zawsze to ma jednak sens, bo jak nie na ogrodzie, to złapie mnie w domu. Rzucam okiem na "obóz wroga" (dla niezorientowanych, to część ogrodu moich mniej lubianych sąsiadów), a tam już zebrała się publika i siedzą wszyscy niczym te wrony na linii wysokiego napięcia. Siedzą i czekają na spektakl. A ten, jak natychmiast nie dam nogi, to odbędzie się niezaprzeczalnie. Pani A. już mi daje znaki, robiąc dzioba niczym rybka i... wydając buziaczki, wzdychając i przy tym składając ręce...
Co tam. Zostaję. Wezmę to wszystko na klatę. I znowu pada pytanie:
- Nie potrzebuje pani przypadkiem ziemniaków?"
Odpowiadam, że nie, ale moi sąsiedzi to na pewno potrzebują.... Odchodzi. Słyszę jak z nimi rozmawia i o czym rozmawia i tak sobie myślę - kurcze, przecież on z nikim się nie spotyka, jeździ z tą swoją mamą ciężarówką (na marginesie mama jego bardzo mnie lubi, sama nie wiem dlaczego), jego klijenci to najczęściej renciści, rozprowadza towar. Oprócz setek hektarów pola i rogacizny w oborze nie wiele ma z tego życia i na nic nie ma czasu... I zaczynam liczyć... 1..., 2..., 3... 20...
- "Hej! Fajnie tu pani ma na tym ogrodzie..."
Wiedziałam! Zanim doliczyłam do dwudziestu już jest niczym ten bumerang. I zaczyna rozmawiać na tematy takie co....? Ja jestem naprawdę w stanie zrozumieć dlaczego do tej pory się nie ustatkował, bo  a to o nieudanych plonach, a to o zasiewach... Ale moje drogie panie! Pewnie inna kobieta w tym momencie przypomniałaby sobie gwałtownie o pozostawionym "mleku na gazie" i dała nogę, ale nie Ja. Przecież w końcu ukończyłam Sorbonę w Dźwierzutach, a z produkcji roślinnej i zwierzęcej byłam uczniem celującym (dobra, ostra szkoła pani profesor Olszewskiej). Nie muszę opisywać miny "domokrążcy" jak wykazałam znajomość tematu. I tak z tematu na temat przechodząc, wiem że na imię ma Thomas, znam wszystkie zawiłości życia jego rodziny, jakie szkoły pokończył, co uprawia, ile ma hektarów... I co Ja  tam jeszcze wiem!
I wiem na pewno też to, że domokrążca to też człowiek, i są tacy domorążcy co potrzebują czasami tylko z kimś pogadać...
:)


I na koniec migawki z dzisiejszego dnia. Wstałam rano i nie wierzyłam własnym oczom!
BIEL na dworze!
Zrobiło się bajkowo...















I to by było na tyle... Nadal się zdrowo odżywiam! :)

Wasza "voncologne" :)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)