Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


środa, 8 maja 2013

Czy pamiętacie lata 80-te, lata 90-te?

Wpadłam ostatnio w sieci na coś takiego: tutaj. Uśmiałam się do łez.... Większość z Was na pewno nie pamięta tego czasu, z racji wieku (nie to, żebym znowu jęczała...  haha!), akurat te lata to był czas mojej młodości i znam te wszystkie paradoksy życiowe z tamtych czasów, które tak naprawdę nie zawsze były takie złe... ;)
Tak, tak... Moje dzieci mają całkiem inne życie, niż Ja wtedy.
Czy lepsze?
Ba! Tak jak pisze autor tekstu - nie było wtedy Playstation, komputerów, komórek... Teraz idąc do pracy mijam przystanek metra i co widzę? Co druga osoba trzyma w ręce smart fona i albo słucha muzyki, albo siedzi w internecie, gra w gry, bądź rozmawia o sprawach ważnych, bądź wręcz banalnych...
W moich czasach było coś takiego nie do pomyślenia. Wydarzeniem było wtedy  video i magnetofony "jamniki", a jak już ktoś miał odtwarzacz CD, to był pierwszy najważniejszy we wsi  zaraz po sołtysie! hihi!
Naprawdę nie pamiętam, żeby z mojej szkoły wysyłano kogoś do psychologa, albo żeby ktoś był hiper aktywny... Z tym drugim to rodzice radzili sobie chyba za pomocą pasa, a nauczyciele w szkole za pomocą linijki, czy wskaźnika......
Obecnie to aż dostaję gęsiej skóry, jak widzę mój kalendarz i co to Ja  jeszcze  m u s z ę  z moimi dzieciakami zaliczyć - bo dziecko musi na ergoterapię, bo dziecko musi do logopedy etc. Ale czy to wszystko nie przesada? Z logopedy udało mi się narazie wymigać, bo wytłumaczyłam pani przedszkolance, że synek mój będzie i tak nadal seplenił, gdyż nie ma jednej jedynki w uzębieniu  - ząb urośnie - to wtedy mogę z nim do logopedy pochodzić ( jak mu to w ogóle wtedy będzie jeszcze potrzebne).
Pamiętam sklepy w tamtych czasach i to co w nich było - towarem nadwyżkowym był ocet i powietrze na półkach... Ludzie stali w kolejkach po papier toaletowy, bądź owoce cytrusowe na święta. Czekolada była marzeniem, bo była na kartki...Ze słodyczy można było nabyć takie coś o nazwie -"wyrób czekoladopodobny". Normalnie szok! Człowiek cieszył się z jakiegoś lizaka czy oranżady czerwonej, która później została wycofana ze względu na szkodliwy barwnik. Przebojem była guma Donald, którą żuło się przez pół dnia i nawet co niektóre dziewczyny pomalowały ją sobie kredkami, żeby zmienić kolor (ot, i niby była inna! haha!). Zbierało się również tak zwane "historyjki" z tych gum oraz wszystkie opakowania z zagranicy. Niektórzy mieli pokaźne zbiory puszek po coli, piwie, opakowania po czekoladach... Stało to dumnie na meblościankach, które gdzie się nie poszło wyglądały podobnie - wnętrzarsto w tamtych czasach było dosyć ciekawe, no nie? Segmenty, segmenty i jeszcze raz segmenty... hahahahahaha! ;)
Niektóre dziewczyny miały rodzinę za granicą, także "achy" i "echy" były dla tych, co mieli takie szczęście, bo zaraz była rewia mody w szkole, oglądania kolorowych katalogów a jak już kiedyś jedna przyniosła krem do rąk marki "kamille", to wysmarowałyśmy się nim wszystkie i to nie tylko na racach! ;) (pachniał naprawdę bosko).Zbierało się także torebki foliowe, bo były kolorowe i z nazwami zagranicznych supermarketów, no bo jaki to był szpan, jak się taką pod pachą miało - teraz to nie do pomyślenia!
Program telewizyjny nie był kiedyś tak rozbudowany jak teraz. Dzieciaki miały swoją Dobranockę i coś tam raz dziennie po południu. Teraz bajki lecą na okrągło i to takie typu "Spongebob", czy "Pokemon", że rodzice naprawdę są zmuszeni blokować oglądalność dzieciom w telewizorze.
Autor tekstu, na końcu zapytuje się, jak udało nam się przeżyć... Dla mnie to były cudowne czasy -  mimo wszystko;)))

A dla Was?

Udało mi się kliknąć parę fotek z rzeczy co pozostały mi z tamtych czasów.
To jest mały imbryczek. U mnie w domu Mama parzyła herbatę w bardzo podobnym. Robiło się esencję i tylko nalewało trochę do szklanki. Następnie zalewało to gorącą wodą. Nie wiem czy ktoś z Was parzy tak jeszcze herbatę, raczej wątpię, bo takie gadżeciki wyparły herbatki expresowe. Ten imbryczek przyjechał za mną do Niemiec 21 lat temu. Kupiłam go jako nastolatka w wioskowym sklepiku na Mazurach...











































Ten porcelanowy komplet dostaliśmy w prezencie ślubnym od mojej Teściowej (1992):


A ten komplet na 12-naście osób przytargałam po pierwszym urlopie w Polsce. Obecnie już nieco rozkompletowannym zresztą... ;)


Kiedyś nie cierpiałam różyczek... Ostatnio jednak jakoś przychylnym okiem zaczęłam patrzeć na takie floralne motywy... To jednak prawda, że ludzie z wiekiem się zmieniają... ;)

Zyczę Wam spokojnego wieczoru i zapraszam do napisania własnego "widzimisię" pod postem............:)))

50 komentarzy:

  1. ...jak ja bym Cie wysciskala za ten post, powiem ci , ze juz od jakiegos czasu tez mnie korci powspominac... Dorotko - tak samo bylo i u mnie, to sa takze moje wspomnienia- takie barwne czasy... ja np. pamietam mase ciuchow szytych z pieluch i farbowanych w wielkim garze na kolorowo, pamietam czeste wyjscia do kina i nierzadko bilety kupowane od konikow, pamietam kioski RUCH- gdzie kupowalo sie Dziennik Ludowy przez wzglad na plakaty, pamietam BRAVO z wydartymi naklejkami...kupowane za ciezkie pieniadze, pamietam dresy z DDR i ciastka korzenne z RFN :O), pamietam Teleranek, Zwierzyniec, 5-10-15, pamietam "07 zglos sie" i moj rower - skladak WIGRY 2 - pewnie teraz by byl trendy bo mial kolor mietowy...pamietam butelki mleka przynoszone pod drzwi przez mleczarza-echhh pamietam duzo fajnych rzeczy!!! Byly to wbrew pozorom bardzo barwne czasy,jedzenie smakowalo jakos inaczej, mialam prawdziwych przyjaciol, byly fajne imprezy... zylo sie dobrze!!!
    buziaki
    ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj.... Ja często wspominam tamte czasy... :)Szczególnie z moją Elunią, albo z Basią... Możemy opowiadać bez końca, a ile jest przy tym ubawu........ Fiuuuuuuu, fiuuuuuuuuuu!
      Kino u mnie było rzadkością, jak cała klasa jechała na wycieczkę, to wtedy i owszem. Mieszkałam we wiosce i to takiej zabitej, także sama rozumiesz...hihi! Kioski Ruchu pamiętam. Kupywałam tam "Swiat Młodych", ale to bardzo rzadko. Trzeba było też być przynajmniej w Gminie, żeby się o taki kiosk otrzeć. A Bravo?! To byłaś bogaczką! Jedną gazetkę siostra mi przywiozła, obejrzałam chyba ze 1234 razy.... hihihi! A potem powklejałam do zeszytu co fajniejsze zdjęcia. Ten zeszyt mam do tej pory! Są tam wierszyki o miłości, psychotesty, pytania z cyklu "czy mnie lubisz?" I każdy mógł tam się powpisywać...Obklejony obrazkami, naklejkami...Echhhh........ ;)
      Pamiętam te wszystkie programy telewizyjne... Po 5-10-15 leciał "Hi-men" i to akurat w czasie jak msza w kościele była! Ubolewałam strasznie nad tym, ale czasami udało mi się zgrzeszyć i do kościółka nie iść...
      A co do jedzenia... Mmmmmmmmm... Było boskie! Może i nie było w sklepach potężnego wyboru, ale jak to wszystko smakowało! Teraz jeżdżąc do Polski, półki uginają się od towarów, ale jakoś nie mogę złapać tego smaka....Za dużo konserwantów chyba...Za dużo składników z symbolem "E"...


      Usuń
    2. no co Ty... mialam Bravo i POP-CORny za uzbierane kieszonkowe- bylam przeszczesliwa, bo mialam..., a ze niekompletne...
      Dorotko, powiem Ci, ze jak teraz pomyle sobie, ze wtedy to nieszczesne Bravo ktos pewnie wyciagal ze smietnika i potem sprzedawal...- to jest mi jakos smutno :O(

      Usuń
    3. Widziałam takie gazetki na rynku.Możliwe, że ludzie co je sprzedawali w taki akurat sposób byli posiadaczami tych "dóbr"... Były katalogi Otto, czy też Neckermanna... Ale co tam! Jak ktoś miał mamę krawcową - to te kolorowe zdjęcia były wskaźnikiem , jakie trendy mody akurat panują... ;)
      Widzisz... Teraz w większości te wszystkie meble antyczne i drobiazgi zciągane z Niemiec, leżą najczęściej na tak zwanych "wystawkach" (spermüll).Są to klamory do wyrzucenia, czekające na śmieciarkę następnego dnia... Widzę często samochody na polskich rejestracjach, co zbierają ten dobytek. Później pojawia się to na wyprzedarzach staroci i to często za duże pieniądze. Czy się kupujący nad tym zastanawiają, że rzeczy te lażały na kupie śmieci??? Chyba raczej także nie, tak jak kiedyś i My o tym nie myślałyśmy... hehehe! ;)

      Usuń
    4. Ech,to Holandia nie ma czegos takiego,tu sa takie cyntusie,ze np.na pchlich targach nawet 20 centow nie obniza,o wystawkach nie ma mowy.Ale ale,zeby nie odbiegac od glownego tematu , ja tez to wszystko pamietamprzezylam i tesknie za tym,choc nie wiem,czy chcialabym wrocic do tamtych czasow,nie mialam szczesliwego dziecinstwa.
      Kiedys mialam lalke,pachniala pieknie,byla przebrana za zajaczka w przezroczystym pudelku,prawie wszystkie dziewczyny z bloku je mialy,czy mialyscie takie lalki?nawet nie wiem,skad je wtedy sprowadzono,kurcze,jakies 20 lat temu,dziecko z rodziny meza ja dmuchnelo,a byla ze mna tyle lat i tyle wspomnien sie z nia wiaze.
      Nieraz szukajac starych zabawek mam nadzieje,ze ktos podobna ma na sprzedaz,niestety,nie spotkalam podobnej.A kolezanki z bloku sie wykruszyly.
      Acha,kiedys i czas wolniej plynal.Pozdrawiam,Iwona

      Usuń
    5. Dużo zależy od sprzedających! Bo są osoby co po prostu żyją z takich wyprzedaży i tacy Tobie nie spuszczą, ale i są tacy, którzy po prostu chcą się pozbyć zalegających klamorów z piwnicy bądź strychu, szkoda im wyrzucić, oddadzą z przyjemnością za małe pieniądze... :) Z takich stoisk wymiata się wszystko w mgnieniu oka! Takiej zasady i Ja się trzymałam sprzedając ciuchy, czy niepotrzebne zabawki po moich dzieciakach - prawie wszystkiego pozbywam się w szybkim czasie za po prostu drobne pieniądze, zawsze jest wtedy pewna kaska na przyjemności dla moich chłopców.
      Nie wiem o jakiej lalce piszesz... Nie miałam zbyt dużo zabawek. Jedna co pamiętam, to była taka płacząca, wyżebrałam ją u mojej mamy, żeby kupiła, ktoś przywiózł ją z dawnego ZSRR i stała na straganie rynkowym.A drugą... Taką Baby, kupiłam chyba za moje pierwsze stypendium... hihi! Dziewczyny tu o chłopakach myślały, a Ja jeszcze w lalkach siedziałam...;))) Tak, taaaak.... Przytargałam ją nawet jakiś czas temu z Polski do Niemiec, także dobrze Cię rozumię........... ;)
      Patrz dalej na wyprzedażach, albo spróbuj może poszukać w internecie?
      Czas wolniej płynął, bo to nasi rodzice byli zaganiani... Teraz to My przejeliśmy tą pałeczkę... Taka chyba kolej rzeczy.
      Pozdrówka............

      Usuń
  2. Przeczytałam te cudowne wynurzenia czyjeś dwa razy! Dokładnie tak bylo! Było cudownie i zdrowo i nigdy ale to nigdy sie nie nudziliśmy! Najważniejsze jednak, że mieliśmy przyjaciół- dziś to już nie jest takie oczywiste. Dziekuję za przypomnienie dawnych czasów. Na moim blogu sadzimy kwiaty dla pszczół. Moze sie przyłączysz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak... Z tymi przyjaciółmi to prawda...
      Pamiętam jak skrzykiwaliśmy się przez CB-radio (bo takie coś miałam), piekłam najzwyklejsze w świecie ciasto, a jak wszystkim smakowało!!! Nie układałam sobie planu, (co i kiedy), po prostu spontanicznie się odwiedzaliśmy.Piliśmy kawę z fusami i to często nawet te fusy dwa razy były parzone w kubku (hahaha!).Nikomu to nie przeszkadzało i nie było źle widziane.
      Czytałam posta na Twoim blogu, jasne, że się przyłączę, tylko niech korespondencję odwalę... :)

      Usuń
  3. Coś czuję że jesteśmy w podobnym wieku,hihi,,,takie same wspomnienia o tym mówią!Masz rację,,było kiedyś wspaniale,każdą drobnostką potrafili się ludzie cieszyć,,,,Super że o tym wszystkim napisałaś!!Pozdrawiam CIę serdecznie bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, kochana... Całkiem możliwe! Jestem akurat w wieku, który jest przełomowy (przynajmniej dla kobiety... hehehe!)A ile to latek masz? (ale teraz jestem niedyskretna............... ;) )
      Pozdrawiam serdecznie... :)

      Usuń
    2. ech,,,64 rocznik,,tylko nikomu nie mów!!IHihi,,,serdeczności!

      Usuń
  4. Ooooooooooo jak mi się fajnie ciepło na serduchu zrobiło:) Tak było,było cudnie :) jak sobie przypomnę smak lodów bambino jak rzucili do sklepu:) albo irysy zapakowane w taki rożek ukręcony z szarego papieru:))Paulina ma racje mieliśmy wtedy przyjaciół,dzieciaki z połowy wsi kręciły się po podwórkach,nigdy się nam nie nudziło , bo miałyśmy do dyspozycji kilka podwórek,a na każdym inna atrakcja-zabawa w sklep,zabawa w chowanego i wiele innych:)TO BYŁY CZASY!:))
    Dziękuję za miły powrót do przeszłości:)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LODY BAMBINO! Wow! Pamiętam ten smak! Do tej pory nie udało mi się go w żadnych innych odnaleźć...
      A iryski! Niby zwykłe "cucki", ale tamtych prl-owskich, żadne nie przebiją! Ten szary papier służył nie tylko do pakowania, ale i dla rachunkowości. Pani sklepowa wykonywała na nim skomplikowane operacje matematyczne, bo elektronicznej kasy u nas długo nie było, ale za to miała niezawodne liczydło!;)
      Zabawy były całkiem inne niż teraz...Nawet muszę powiedzieć, że nie widziałam osobiście tutaj w Niemczech,żeby dzieciaki ganiały się w berka.Ja grałam w gumę,dwa ognie,chowanego,podchody... Absolutnie inny świat niż teraz...

      Usuń
  5. No tak, tamte czasy miały swój urok ;) Może w sklepach nie było tylu towarów, może nie było takich fajnych rzeczy, gadżetów, sprzętów, itd. Ale wydaje mi się, że ludzie byli serdeczniejsi dla siebie nawzajem; nie było tyle zazdrości i zawiści. Ja w tych czasach dorastałam i bardzo miło je wspominam.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie uczucia jak zazdrość, czy nienawiść wtedy też były, ale to w całkiem inny sposób... Teraz ludzie gonią za pieniądzem, żeby nie tylko dorównać sąsiadowi, ale i go przebić! I tu się zaczyna stres, brak czasu na wszystko, depresje....

      Usuń
  6. Piękna porcelana, ja kocham różyczki ;) A lata 80-te, urodziłam się wtedy ;) ale muzyka z tych czasów jest najlepsza, nawet ostatni sylwester organizowałam na te lata, każdy się przebierał, słuchaliśmy muzyki, było cudnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecni popularni piosenkarze dużo zaczerpują właśnie z lat 80-siątych. Mój Tim czasami nagrywa mi na MP3 jakieś nowości muzyczne,i jakie jest jego zdziwienie jak mówię - "...i to teraz jest popularne? Przecież Ja to znam!".
      Do tej pory chętnie wracam do wykonawców z tamtych lat: Fancy,Savage,Alphaville,Bad Boys Blue...... i wiele innych!
      Pozdrawiam Cię serdecznie!:)

      Usuń
  7. Tak, tak ,tak, sama wkładam grafit z kredki do gumy ha ha ha , nawet niedawno ze znajomymi wspominaliśmy tamte czasy. I na osiemnastkę miałam sukienkę z pieluchy farbowaną na fioletowo. Ach i plakaty z Bravo, kochałam się w George MIchaelu i wieszałam jego plakaty na ścianach. Był Świat Młodych. A tenisówki granatowe na występ malowałam białą pastą do zębów.
    Czasami opowiadam o tym córce.
    A na podwórku graliśmy w piłkę, bawiliśmy się w chowanego po piwnicach, miałyśmy w wózkarni zrobiony pokoik gdzie się bawiłyśmy, aha i między blokami i balkonami miałyśmy takie sznurki przesuwane z pudełkami od zapałek i tam wkładało się list i przesuwało do koleżanki, takie to były sms y. Ach fajne to były czasy, takie nasze lata młodości , dzieciństwa dlatego z nostalgią się je wspomina.
    Ale jak pomyślę, że inni na zachodzie mieli w tym samym czasie kolorowe życie, i te wszystkie rzeczy których u nas nie było to mnie szlag trafia. pozdrawiam a herbatę parzyłam jeszcze kilka lat temu w takim czajniczku , buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz! Hahahaha! To fajny języczek później po takim gryfelku miałaś! Ale jak widać Ci nie zaszkodziło, bo żyjesz! ;))) Echhhhh... Pomysłowość dzieciaków w tamtych czasach była nieograniczona... Pamiętam jak pojawiły się chińskie gumki pachnące (do ścierania)... Jak one pachniały! Tak smakowicie, że nie jeden dzieciak spróbował taką nadgryźć (Ja zresztą też! hihi!)
      Akurat Georga Michaela nie adorowałam plakatami, ale za to ogromne wrażenie zrobił na mnie Patrick Swayze i to nie filmem "Dirty Dancing", czy "Duch", ale "Północ - Południe". Czekałam na te odcinki z niecierpliwością!
      Wcześniej oczywiście popularna była "Niewolnica Isaura". To był chyba jeden z pierwszych filmów, który zapoczątkował brazylijskie tasiemce.Patrząc tak teraz z perspektywy czasu, to aktorzy byli tam kiepscy, ale jak na tamte czasy, to był hicior! Na czas nadawania filmu życie we wsi zamierało... ;)))
      Poważnie? Parzyłaś herbatkę w takim czajniczku? To pewnie na Mazurach tylko takie zwyczaje panowały.Jakoś gdzie indziej się z tym nie spotkałam... :)))
      Sciskam! ;)))

      Usuń
    2. Mam ciocię w Warszawie, to od niej nauczyłam się parzenia, u mnie w domu zasypywało się herbatkę do szklaneczki hi hi hi. To siostra mamy, ale była dla mnie wiesz takim synonimem wybicia się , wiesz Warszawka, dalekie kraje. I ona parzyła , więc jak już mieszkałam sama to też tak robiłam hi hi hi . Och, te filmy , o których piszesz , pamiętam , oglądałam z zapartym tchem... Pamiętam tez taki serial młodzieżowy , chyba hiszpański , pierwszy pokazujący jak żyją inne dzieciaki, nie pamiętam tytułu, później B.H.90210 , ach ... . I tę radość jak dostałam na gwiazdkę magnetofon ! i przboje Trójki z Niedźwiedziem, i imprezki klasowe to już w ogólniaku , ach można by było wspominać !!!
      Nie przyjeżdżasz w te strony?
      A tak cichutko, pytałaś Kasię co to za meble w jadalni, czy z ikei, to jakby Kasia Ci nie odpisała, to ja powiem , że z Ikei, hi hi hi , śledzę jej domek dokładnie hi hi hi
      pozdrawiam i życzę milutkiego dnia, u nas dzisiaj lato !!!!!!!!!

      Usuń
    3. Ojjjjjjj.... Do szklaneczki sypanej herbatki nie cierpiałam! Jakoś zawsze dostałam obdarowana nazbyt mocną i chyba dlatego... ;)
      Hmmmmmm... Hiszpański film? A nie było to "Niebieskie lato"?
      Uuuuuuuuuu... B.H.90210! To był hicior!Zazdrościłam tym dziewczynom ciuchów, kosmetyków, superanckich pokoi w stylu amerykańskim,i te samochody cabrio......... Fiuuuuuuu, fiuuuuuuu!
      Mój pierwszy magnetofon dostałam jako nastolatka. Był to w sumie radiomagnetofon firmy Kasprzak, wcale nawet nie dwukasetowy, jakie akurat wtedy były modne.Ale co tam! Moja Mama nieźle i tak musiała się na niego wykosztować.A ile na moją kurtkę dżinsową!!! Przebojem były te z turkusowymi wywijanymi mankietami przy rękawach...
      A co do Kasi blogu, to tak właśnie mi się rzuciły w oczy te jakby moje znajome szafeczki... hehe! A jednak Ikea!
      Rzadko przyjeżdżam na Mazury. W tym roku to nie jestem jeszcze pewna, bo mam trochę obowiązków i urlop jest częściowo już w to wykorzystany... Ale kto wie, kto wie.. :)
      Znalazłam ciekawą stronę na Facebooku akutat na temat czasów życia w prl-u:
      https://www.facebook.com/BornInThePRL


      B.H.90210

      Usuń
    4. B.H.90210 to mi niepotrzebnie się skopiowało... ;)

      Usuń
    5. Och, co za czasy były, , można tak gadać o nich bez końca !!!! Dzięki za życzenia urodzinowe !!!! ♥ A tak myśle, że jestem trochę starsza od Ciebie, mimo hi hi hi półtorarocznego syneczka hi hi hi / późno zaczęłam hi hi hi / pozdrawiam i zapraszam nad jeziora, buźka !

      Usuń
    6. Ale Ty jestes..................... A to nie pochwalisz sie latkami??? Nu, nu Ali!!! A czego tu sie wstydzic? Ja nie ukrywam swojego wieku, czy na NK, czy na Facebooku... Eee tam....
      Pisze Ci to kobieta czterdziestoletnia, ktora ma wiecej pogody ducha,ze niejadna nastolatka moglaby pozazdroscic... hehehehehe!

      Usuń
  8. U mnie w domu też parzyło się herbatkę w takim czajniczku :)) i a ostatnio moja mama wróciła do tego zwyczaju :))
    Super poczytać takie wspominki... ja pamiętam getry z "lajkry" musiała je mieć każda szanująca się mała dziewczynka :))Albo takie pianki do jedzenia, które wyglądem przypominały dzisiejszy kolorowy pumeks :))Uwielbiałam jej jeść.Była też chyba guma z której kolekcjonowało się naklejki aktorów Dynastii :)) Pamiętam, że pewna miła pani sklepikarka miała patent aby podejrzeć kto na tej naklejce jest, można było uniknąć podwójnych egzemplarzy w kolekcji :)) . Byłam też szczęściarą, która miała ciocię za granicą... przywoziła zawsze Haribo, albo całe paczki takich małych batoników Bounty, Snickers etc. Rarytas :)) Wtedy w ogóle było inaczej, super było... całe dnie spędzało się na dworku bawiąc się, grając w gumę... Jakiś czas temu dzieciak mój dał mi powód do zastanowienia się wlaśnie nad tym jak bardzo zmienił się otaczający nas czas, zadając mi pytanie: Mamo, a co to jest wideo?!! Kurczę, przecież jeszcze nie tak dawno ;) był to wyznacznik niemalże luksusu, a teraz jest zupełnie zapomniane, teraz wszyscy mają iPady albo inne eBooki. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze... Getrów z lajkry nie pamiętam! Za to takie dziane , z włóczki. Była też moda na długie swetry i to najlepiej kimonowe. Mama od jednej koleżanki, potrafiła taki przez noc zrobić na drutach!Z tymi jej pracami ręcznymi była genialna!
      O patentach na podejrzenie zawartości gum nie słyszałam! haha! Ale za to, że sprzedawczynie kiosku "Ruchu" przekłuwały z nudów prezerwatywy szpilką to i owszem! hihihi! Może i to prawda, bo "wpadek" w tamtych czasach było od groma! ;)))
      Haribo to jadłam pierwszy raz w szkole podstawowej. Raz na rok szkoła dostawała paczkę z Niemiec od kogoś, kto dawno temu mieszkał w tej wsi i wyjechał na zachód. Robiony był podział na wszystkich uczniów, także w udziale przypadły mi jakieś dwie gumki Haribo i może z dwie kostki czekolady. Czasami jeszcze herbatniki ewentualnie (oczywiście też po sztuce na łeb).
      Video? Teraz wszystko można załatwić dzięki małej komórce, bo wszystko w niej jest! Ja nawet nie umiem dobrze obsługiwać się pilotem od telewizora... Dawno już jestem "poza" tym światem, ale i jakoś wszystkie nowinki techniki mnie nie pociągają, bo to już inna era............. ;)

      Usuń
    2. Dorotko,getry to obecnie w PL legginsy-wiec zapewne chodzi o legginsy z lajkry... ja z "mlodosci" tez pamietam getry z welny, zakladane do waskich spodni

      Usuń
    3. Tak , tak też miałam takie leginsy z lajkry, potem nosiam je pod spodniami hi hi hi

      Usuń
    4. Ja czasami w zime tez zakladam legginsy pod spodnie, tylko juz nie z lajkry... Nie wyglada to zbyt moze i sexy, ale tyleczek za to nie marznie! ;)

      Usuń
  9. Ja bardzo miło wspominam tamte czasy, byłam dzieckiem, ale pamiętam. Mama dostała paczkę od koleżanki z USA były tam pasty do zębów marki Colgate i innej (nie pamiętam), ale wiem, że te kolorowe pudełka z tych past powiesiłam nad biurkiem na ścianie. Zbierałam historyjki z gum Donald i też wkładałam grafit z kredki do gumy-hahaha! Pamiętam też, że miałam stać w kolejce i powiedzieć "poproszę kg pomarańczy" :D Fajnie było, ludzie też chyba się bardziej szanowali. Pamiętam też oranżady w workach, "Ptysia" i saturatory na ulicach.
    Świetny post Dorota! Pozdrawiam cieplutko-D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz załapałam się przypadkiem na jakąś kolejkę w sklepie. Ktoś poprosił mnie, czy nie kupiłabym mu pomarańczy (sam oczywiście też stał).Jasne, że zrobiłam przysługę. Ale jak opowiedziałam to mojej Mamie, to w domu miałam dym! Mama mnie ochrzaniła, że dlaczego dla nas nie kupiłam, tylko komuś tam, bo nie wiadomo kiedy teraz taki towar rzucą......... ;)

      Usuń
  10. Skakałam w gumę, latem wyglądałam jak Cyganka (taka byłam opalona)i namiętnie zbierałam wszystkie papierki po słodyczach żeby bawić się w sklep. Jak zgłodniałam to zawsze wołałam mamę żeby mi zrobiła chleb z masłem i cukrem (taka moja nutella) i o zgrozo (hihihi) zrzucała mi go w papierowej torbie z 4 piętra a wodę piliśmy z kranu na ogródkach działkowych. To były czasy pełne kreatywnej zabawy nikt nie był lepszy ani gorszy bo wszyscy mieliśmy to samo. Z jednej strony to było dobre, ale z drugiej miało swoje wady . Ja też niestety mam kalendarz zapełniony różnymi zajęciami dodatkowymi dzieci. Mój syn chodzi do logopedy i powiem Ci, że uważam, że było to słuszna decyzja ;) pozdrawiam cieplutko Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chleb z masłem i cukrem też jadałam! Jeszcze lepszy był ze śmietaną zamiast masła!Ale to już był luksus. Z braku laku maczało się też czasami kromkę we wiaderku z wodą (cukier też się kleił)- to taka bardzej spartańska wersja... hihihi!
      Ja nie mówię, że logopeda to coś złego, ale ostatnio zaobserwowałam (tutaj u mnie przynajmniej),polecanie specjalistów jednych przez drugich, bo się znają i zawsze tam jakaś prowizja im wpadnie - chociażby skrzynka szampana na Nowy Rok, ale to już temat całkiem z innej beczki...

      Usuń
    2. Chleb za śmietaną i cukrem , taaaaaaaaak !
      A co do różnych specjalistów to jest coś takiego , że jeden drugiemu nabija kasę i często bez potrzeby

      Usuń
    3. ...o to mi wlasnie chodzi! Czasami mam wizje, ze sama bede niedlugo potrzebowala dla siebie samej jakiegos specjalisty! Bo to jeszcze to i owo, tamto siamto, a czlowiek to przeciez nie maszyna.......................... ;)

      Usuń
    4. tak!!chleb ze śmietaną i cukrem!!!!!!!!!!!!!!hihi,,,odjazd to był przecież!

      Usuń
  11. Tych czasów nie pamiętam, ale porcelana piękna;) Jestem nią zachwycona;) Pięknego weekendu i ślę pozdrowionka
    P.S. Zapraszam do siebie po przepisy na sałateczki;) Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a dzieki kochana, dzieki. Ta porcelana akurat przyjechala ze mna z Polski, to nie znaczy, ze tylko w takiej sie lubuje! ;) Gusta mam dosc szerokie... hehe!
      Bylam u Ciebie, ale przepisow nie widze... :(

      Usuń
  12. Ja też próbowałem podjadać te chińskie niesamowicie pachnące i wizualnie smakowite gumki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz... Kogo Ja tu widzę w komentarzach......... ;)
      Ludzie byli wtedy bardzo wynalazczy Stasiu!
      Pamiętam jak pojawiły sie pierwsze dezodoranty - "Derby", "8 razy 4" i "Claudia". To też był szał... Pamiętam też polskie bardzo popularne wtedy perfumy - "być może". Nie wiem czy są nadal produkowane, ale chyba raczej nie. Miały fiołkowy zapach.
      Dziewczyny pryskały się jedynym dostępnym na rynku lakierem do włosów o nazwie "Lotion", ewentualnie niektórzy stawiali włosy na cukier... ;)Jedna koleżanka z klasy wpadła na pomysł i wysmarowała łepetynę kremem Nivea i miała efekt mokrej włoszki! hehe!
      Zagraniczne proszki od razu dało się wyczuć u kogoś na ciuchach... Tak zwany "zapach zachodu" lub "Pewexu"... Co do tego ostatniego, to człowiek wchodził tam nie po to, żeby coś kupić (walutą płatniczą były dewizy) tylko nacieszyć oczy i nozdrza...

      Usuń
  13. Ale fajnie powspominać tamte czasy ... guma donald,farbowana kredkami :-)Skąd ja to znam :-)
    Pamiętam jak moja mama,jechała do "dużego miasta "i przywoziła z stamtąd ukochane wtedy parówki.Jadłam je parę razy dziennie :-)
    Fajne czasy!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, tak... Moja też jechała raz na jakiś czas. Oczywiście kupowała jakąś tam kiełbaskę, bułki z jagodami bądź słodkim twarożkiem.... I obowiązkowo(jeżeli byłam razem z nią)loda! Ale była wtedy wyżerka!!! ;)
    Teraz niby półki się uginają od wszystkiego, ale nie mogę odnaleźć tamtych smaków....Będąc w Polsce w sklepach , czuję się zagubiona...Stoję przed regałem z paprykarzami(wybór jak nie wiem co!), a wszystkie (jak spróbowałam )- nic nie warte! Bezsmakowe jakieś, ani pikantne to, ani nawet paprykowe (jak nazwa by wskazywała)... W paru puszkach jednego z producentów nawet piasek odkryłam... Echhhhhh....

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna porcelana. Komplecik od teściowej to moje wspomnienie z dzieciństwa :) Babcia lubuje się właśnie w takiej porcelanie( Kwiaty to podstawowy dekor na jej zbiorach ). Podobny komplet stał zawsze w jej dziennym pokoju, a ja nie mogłam od niego wzroku oderwać. Marzyłam o delektowaniu się herbatką z tych kruchych filiżanek. Teraz mieszkam z babcią, komplet nadal stoi w gablotce. Nigdy go nie użyła i zapowiada, że tego nie zrobi :) A ja zbieram wszystkie pozostałości z kolekcji jej mamy. Myślę, że porcelanowe zbieractwo odziedziczamy w genach :) A lata 90-te były cudne i wracam do nich z sentymentem (z racji wieku nie pamiętam wiele z lat 80-tych). Szczególnie początek kojarzy mi się z takim otwarciem na nowości. Guma turbo, getry i chleb z cukrem. Latem szaleliśmy na dworze do godz. 22 i mieliśmy na to siły nawet w czasie żniw :) Wystrój wnętrz był zdominowany przez kolekcje kryształów. Fajnie powspominać :) Dzięki za przypomnienie beztroskich lat dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja Mama ma podobnie... Od czterdziestu lat trzyma w szafie serwis obiadowy, a w witrynie serwis do kawy. Ten pierwszy wyciąga tylko na święta Bożego Narodzenia, bądź jak jacyś ważni goście zawitają. Drugi podobnie. Mogłabym na palcach jednej ręki policzyć, ile razy Mama z tych filiżanek kawę piła. Było jej zawsze za szkoda...
    O tak! Kryształy! Były statusem zamożności. Obecnie nie są tak popularne. Słyszałam niedawno w TV, że ołów, który czyni kryształ takim przejrzystym i daje ten dźięk - przy piciu z takich szklanek czy kieliszków nieco się uwalnia... Trochę mnie to zszokowało, ale co tam, akurat Ja z takich rzeczy nie pijam....
    Jak to powiedział Stanisław Jerzy Lec?
    "Można oczy zam­knąć na rzeczy­wis­tość, ale nie na wspomnienia"....

    OdpowiedzUsuń
  17. Uśmiałam się do łez ,a teraz zastanawiam się jak to możliwe że nadal żyjemy!!! Autor tekstu ma rację ,teraz jak sobie wszystko przypominam ,jak by nie patrzec żyliśmy w ekstremalnych warunkach hi hi.
    Pamiętam jak w owych pieknych czasach stalismy po meblosciankę do dużego pokoju,były zapisy ,stało się kilka dni (dzień i noc ) i na dodatek kupowało się kota w worku.Mama ma te meble do dziś,a są tak brzydkie ,że szkoda gadać! Dzieki Ci kochana za te wspomnienia,a rózyczki dla mnie za małolaty były obciachem ,teraz wręcz przeciwnie :);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam dokładnie okoliczności w jakich moja Mama kupiła meblościankę, ale też ma ją do tej pory... ;) W każdym bądź razie byłam wtedy nastolatką i jak segment stanął u mnie w pokoju (zajmowałam największy w domu)- kwitłam jak kalafior!!! Raczej nie przypuszczam, żeby moja Mama miała konkretny zamysł jaki chce kolor - po prostu wzięła to co było w sklepie... ;)
      A różyczki to fakt... Takie motywy były dla mnie też obciachem. Na sam widok cała się opluwałam od "fuj!" i "bleeee!". Kojarzyły się z wiochą i starymi babami z różańcem w ręku! hahahahahahaha! Jak widać sama już teraz jestem chyba tak daleko...... :)))

      Usuń
  18. Dziękuję za odwiedziny... stare wraca... ja mam słabość do glinianych i cynowych dzbanków.. Mam ich trochę, a jak gdzieś widzę na targu staroci za grosze- nie potrafię się oprzeć...

    OdpowiedzUsuń
  19. Gliniane uwielbiam! Mam ich parę. Pasują mi dobrze do kuchni. Cynowych naczyń nie posiadam, ale jako dekorację, cenię sobie mosiądze. Mój "m" swego czasu nazbierał tego pokaźny arsenał.Nie są może i teraz popularne, ale i na nie przyjdzie kiedyś znowu czas...

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytam te wszystkie wspominki już któryś raz . Przez wszystko to przeszłam, ale najgorsze były kolejki po wszystko. Pamiętam je do dziś. Dla mnie były koszmarem. Pozdrawiam i czekam na następny wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że ten post jest dosyć popularny........ ;)

      O tamtych czasach można by mówić do białego rana, bo to temat niewyczerpalny...
      Czasy, które są już przeszłością odległą, ale nieźle się to wspomina.
      Akurat Ja miałam takie szczęście, że w kolejkach zbyt wiele nie stałam.Wkurzało mnie tylko czekanie na chleb w sklepie, bo nie wiadomo było, o której godzinie go przywiozą....Czasami było to i krótko przed zamknięciem. Oj, wtedy to mnie nogi bolały...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)