Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 29 września 2013

Sernik "jabłkowa róża"

Hej!


Witajcie niedzielnie!
Przy takim wolnym dniu, oczywiście muszę zabłysnąć (ale jestem nieskromna! hihi!) czymś słodkim...
Ostatnio testuję wiele przepisów z sieci (także Waszych!), na ten sernik natknęłam się na blogu "Szóste niebo". Sernik zachwycił mnie tym cudownym wzorem ułożonym z jabłek w kształcie róży.Ciasto nie jest w sumie trudne, tylko nieco pracochłonne.... Zresztą dla ułatwienia powiem, że  każda z was może wykorzystać własny ulubiony przepis na sernik i tylko ubrać go w takie właśnie misternie ułożone jabłuszka... :)
Podaję przepis na karmelizowane jabłka:

Karmelizowane jabłka:

3-4 duże jabłka
80g masła
1/4 szkl.wody
8 łyżek cukru brązowego
1/2 łyżeczki cynamonu (ewentualnie, jak ktoś lubi)

Obrać jabłka, wydrążyć gniazda nasienne i pokroić w ćwiartki i następnie  w plastry.
Połowę masła rozpuścić, dodać 5 łyżek cukru i cynamon.
Jak cukier się roztopi, dodać wodę, wymieszać i dodać jabłka.
Delikatnie wymieszać, przykryć przykrywką i na minimalnym ogniu trzymać do chwili, aż jabłka lekko zmiękną.Nie mogą się rozpadać!
Wyjąć jabłka z rondla, by obciekły z nadmiaru soku i wystygły.Resztę sosu zachować.
Układać plastry jabłek na  z i m n y m  serniku, formując różę.Najlepiej jest zaczynać od zewnętrznej krawędzi i kierować się do środka.
Do pozostałego w rondlu sosu dodać resztę masła i cukru. Trzymać na ogniu do czasu, aż zrobi się gęsty i przybierze ładny kolor.
Łyżką nakładać karmel pomiędzy jabłka. Schłodzić.
I gotowe!




Tak sernik wyglądał jeszcze przed polaniem sosem:


Mniaaaammmmmmm....


 Trzymajcie się cieplutko!!!
:)))




niedziela, 22 września 2013

Jesienne C A N D Y !!!

Witajcie!!!

...i oto nastąpił ostatni dzień mojego urlopu! :(
Co zrobić... Przeminęło z wiatrem nie wiadomo kiedy, a do następnego rok muszę poczekać...
Nie chcę brać  we wcześniejszym terminie niż lato, bo urlop zaplanowany już na Mazurach... Także będę z zaciśniętymi ząbkami oszczędzać wolne dni, właśnie na ten czas.... ;)
Tak więc teraz to tylko człowiek Weekendów będzie wyglądał i jakichś tam dni świątecznych...
Ale co tam!
Na zakończenie mojej laby,przygotowałam niespodziankę, małe jesienne Candy...
Są to DWIE metalowe sowy - lampiony, czyli wylosowywane będą DWIE osoby!
Każdą sówkę można zawiesić, postawić.... Jak tam komu się widzi...

Zasady zabawy są raczej wszystkim znane, ale dla przypomnienia:

-chętni do wzięcia w zabawie proszeni są o potwierdzenie udziału w komentarzu pod postem;
-ustawienie podlinkowanego zdjęcia z "Candy" w banerze u siebie na blogu;
-jeżeli nie śledzisz mojego bloga, miło mi będzie, jak zostaniesz moim obserwatorem, ale to nie jest konieczne... :)






Zapisywać się można do 18-ego października, wyniki podam następnego dnia, w miarę możliwości oczywiście...
Zyczę miłej zabawy i cudownej niedzieli!
U mnie taka, jaka widać na zdjęciach - ciepła i słoneczna....
Znikam!
Bye, bye!

sobota, 21 września 2013

Kuchenne okno w jesiennej naturalnej dekoracji...

Echhhhh...


Oj, chyba mnie wzięło! Nie wiem dlaczego, ale z każdego spaceru nie wracam ostatnio z pustymi rękoma.... Zawsze coś przytaszczę, coś przywlokę... A koło krzaków dzikiej róży to już w ogóle nie przejdę obojętnie....
 Także strzeżcie się wszelakie krzaki tego (zagrożonego przeze mnie) gatunku!!!!!
Bo jakoś do nich mam ostatnio sentyment przeogromny... :)
Tą oto gałąź wyniuchałam przypadkiem idąc po Josha do szkoły... Czyż nie jest piękna?
Zdjęcia trochę kiepskiej jakości, bo mi mocno słońce biło w aparat, także wybaczcie jakość.



I tak oto wisi sobie na kuchennym oknie....


Trochę miałam wątpliwości, czy ta gałąź nie jest zbyt przyduża... Wiecie... Czasami samemu nie ma się takiego punktu odniesienia. Także czekam na Wasze opinie.... :)

czwartek, 19 września 2013

Jesiennie...

Witajcie....

...i u mnie wreszcie trochę jesiennych dekoracji w domu!
Bazuję najczęściej na tym co daje nam natura, także oto mój świecznik w nowym jesiennym ubranku:


Będąc wczoraj na spacerze, odkryłam cudowne krzaki dzikiej róży drobnokwiatowej. Oczywiście była zaraz wizja,do czego te gęste  gałązki z  owockami mogę wykorzystać...
 Także zbiory były natychmiast, i to dość pokaźne, bo to świetny materiał nie tylko na jesienne dekoracje , ale i zimowe.... Część zbiorów  podsusza się dlatego w piwnicy, w oczekiwaniu Adwentu... :)





Na moim świeczniku oprócz gałązek dzikiej róży zagościły jeszcze przejrzyste listki.Dodają lekkości i uroku. Kiedyś dostałam  cały ich pakiecik od zaprzyjaźnionej florystki. Są one produktem naturalnym, ale nie pytajcie się jak takie zrobić, bo nie mam pojęcia....





Część gałązeczek dzikiej róży wylądowała także w wazonie ....



Zrobiłam też jesienny mały świecznik z kolorowych liści...



Chcę się także pochwalić, że przybyło mi trochę komód.... Oprócz tej co kiedyś prezentowałam pod postem" Salon", przybyła mi identyczna tylko nieco krótsza.... Na razie stoi tu gdzie widać, chociaż to nie jest jej miejsce docelowe...  Ale niestety jakiś czas musi tutaj pozostać...



"Na razie" - to w sumie nie lubię tego wyrażenia... Bo przeważnie jak coś jest "na razie" to końca nie ma oczekiwaniom, ale miejmy nadzieję, że sprawa się pozytywnie rozwiąże i wszystko u mnie w domu będzie na swoim miejscu. A wszystkiemu winna  jest ta oto komoda:


W salonie stoi , a właściwie stoją, już jej dwie inne siostry. Ta jednak  jest wyższa i ma więcej szuflad. Jak jej rodzeństwo jest "zdobyczna", czyli dostałam ją za darmo. "Na razie" jest  wciśnięta w pokoju u Josha i Niklasa. Ma tam pozostać, ale w innym miejscu.
Mebelki te są z masywnego piniowego drewna, niesamowicie stabilne i co za tym idzie -  ciężkie .. Także moja brygada pomocnicza złożona z Tima, Yannisa i Ajhana nieźle musiała się naszarpać, żeby znieść ją do samochodu z trzeciego piętra...
 Oj, nóżki się chłopakom gięły, oj, gięły.... hihi! ;)
Mój najdroższy nie podzielał mojego zachwytu nad nowym nabytkiem wręcz przeciwnie, marudził, narzekał, a po co? a na co? Nawet  zapachniało już "cichymi dniami"... ;))) Ale w końcu zmiękł i nawet przyjaznym okiem spogląda na zmiany, które nie są jeszcze zakończone, bo szanowni państwo od których mebelki pochodzą, mają jeszcze do kompletu  nakładany regał na komodę (tą największą), który chcą oddać, ale kiedy to nie są pewni... Także jestem teraz nieco zawieszona w czasoprzestrzeni.... Echhhhh...
Jeżeli nasi dobroczyńcy regał oddadzą, to będzie kamień z serca, bo wiem już co gdzie będzie na stałe, a teraz "na razie" musimy się nieco przyzwyczaić do stanu obecnego.... No i czekać! Cierpliwie czekać!

Regał wyglądem nieco przypomina ten, tylko oczywiście jest z masywnej pinii i nie ma tyle przegródek:

źródło : internet

Jak już jestem w temacie jesieni (i chwalenia się), to kiedyś udało mi się kupić na jednym z bazarów staroci, takie talerzyki.... Na zdjęciach tego nie widać, ale te małe są cztery... Jest to bawarska porcelana.



Karczoch nadal świetnie wygląda, chociaż stoi w wazie bez wody! I pachnie!
Pokazuję go jeszcze raz w trochę innej scenerii, żebyście mogli mieć punkt odnośny jaki ten kwiat w rzeczywistości jest duży, bo wielu z Was go nigdy nie widziało (to tak względem waszych komentarzy w poście jemu poświęconym)



 Dostałam wiele prywatnych pytań po poście związanym z wynikami Candy na temat tej serwetki...
Kochani! Niestety szydełkowanie to nie moja substancja! Nie mam o tym zielonego pojęcia, może kiedyś i poczynię kroki ku temu, żeby się nauczyć coś tam dziergać, "na razie" zadawalam się zdobycznymi i obdarowaniami... ;)
Serwetkę tą zakupiłam oczywiście również na starociach, bo jest naprawdę piękna.... Jeżeli komuś to pomoże to  umieszczam zdjęcie serwetki (prawie) w całości.
Na drugim zdjęciu jest podobna, którą dostałam za darmo....... :)


Tak, tak kochani.... Jesień się rozgaszcza na całego...
Miejscami dojrzewają już orzechy włoskie...



Wiele roślin usycha...
 Aczkolwiek nawet taki suchy badyl ma w sobie urok....



A tu parę inspiracji zaciągniętych z netu.
 Stroik poniżej bardzo mi się podoba. Chcę sobie taki uczynić, jednak kuzynka Ania nawala mi z dostawą kukurydzy, także jeżeli to przeczytasz droga Aniu - to trochę zrywniej kochana, zrywniej! ;))))) hehe!

źródło : internet



źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet


źródło: internet

źródło: internet



źródło : internet

Dzięki że dotrwaliście do końca..... Uffffff...Trochę sporo dziś zdjęć nawaliłam, ale myślę, że warte były obejrzenia.. :)

Miłego jesiennego dnia kochani!!!

Bye, bye! :)


sobota, 14 września 2013

Ciasto "Cygańskie ścieżki"

Hej!


Witajcie w ten deszczowy Weekend (przynajmniej u mnie)!!! Pogoda nie sprzyja ani spacerom, ani błogiemu lenistwu na łonie ogrodu. W takich momentach grzebię w sieci i nie powiem, wielokrotnie warto, bo trafia się na jakieś ciekawe przepisy kulinarne, bądź wypieki ku radości oczywiście najdroższych... hihi! ;)
 Wczoraj napaliłam się na ciasto o nazwie "Cygańskie ścieżki".... Nie wiem skąd taka nazwa, może ze względu na te nieregularne paseczki. Przepis znalazłam na blogu "Zapachy  Kuchni..."... Jak weszłam jeszcze dodatkowo na link, który podała Karmel  : tutaj , obślniłam się do pasa i wiedziałam już co będzie gościło u mnie do kawy...
Ciasto w sumie przypomina babkę zebrę i nawet tak się mniej więcej je robi. Przepis może i trochę wygląda skomplikowanie, ale jak przeczyta się dwa razy, wiadomo już o co chodzi....
Moje dzieciaki były zachwycone! Naprawdę, ciasto idealnie nadaje się na jakieś dziecięce urodziny, albo party....:)
Przepis pozwoliłam sobie skopiować, mam nadzieję, że nie dostanie mi się za to po uszach.... ;)))




"Ciasto cygańskie"

Składniki na ciasto:
- 9 białek
- 4 żółtka
- 1 i 1/2 szkl cukru
- 1 cukier waniliowy
- 1 i 1/2 szkl mąki + 2 łyżki mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 szkl oleju
- 1 łyżka kakao
- 3 łyżki suchego maku 
- 1 kisiel wiśniowy (Ja dodałam dodatkowo czerwony barwnik spożywczy Dr. Oetkera))

Białka ubijamy na sztywno z cukrem i cukrem waniliowym. Dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i mieszamy na wolnych obrotach, następnie dolewamy olej. Delikatnie wszystko łączymy i ciasto dzielimy na 4 równe części.
Do każdej z nich dodajemy kolejno:
do 1 - 4 żółtka i 2 łyżki mąki
do 2 - 1 łyżkę kakao
do 3 - kisiel (barwnik czerwony w tubce Dr. Oetker)
do 4 - mak

Tortownicę lub blaszkę prostokątną ( 25x35) wykładamy papierem do pieczenia i kładziemy na przemian po 2 łyżki każdego ciasta  na środek formy, tak jak przy pieczeniu "zebry", żeby powstały kolorowe kręgi.
Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni 40-45 minut.
Po wystudzeniu kroimy na dwa blaty.

Składniki na masę:
- serek waniliowy 400g
- 5 galaretek w różnych kolorach

4 galaretki rozpuszczamy - każdą w szklance gorącej wody. Kiedy zastygną siekamy w kosteczkę.
1 galaretkę również rozpuszczamy w szklance wody, studzimy i mieszamy z serkiem, dorzucamy pokrojone wcześniej galaretki, mieszamy delikatnie i odstawiamy, żeby masa zaczęła tężeć.

Tężejącą masą przekładamy na ciasto.Łatwiej jest ponownie umieścić w foremce i odstawić do lodówki, żeby stężało. 






...a tak wyglądało jeszcze przed pocięciem!



Smacznego!!! :)

piątek, 13 września 2013

Karczochy

Witajcie!


Będąc dzisiaj w Netto wpadły mi w oko kwiaty karczocha....
Są niesamowite!
Ta wielkość, kształt, kolorek....
Oczywiście natychmiast zakupiłam jednego......
Będzie stał w wazonie i powoli się podsuszał...
Echhhhh... Natura jest doskonała!
Dlatego dekoracje jesienne są u mnie głównie na bazie tego co ona ofiaruje.... :)
Połaziłam też po innych sklepach...
Nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech już od początku września pojawiły się ozdoby na Boże Narodzenie! Tak samo świąteczne słodycze. Jakoś nie mogę się do tego przyzwyczaić, bo człowiek patrzy na to wszystko przez trzy miesiące, tak że jak przychodzą święta, to jakoś ta magiczna atmosfera rozchodzi się po kościach... Rozumiem, jakby takie rzeczy pojawiły się krótko przed Adwentem... Ale już we wrześniu??? Jak widać nie tylko już w naturze zima goni lato.... Ludzie durnowacieją... Ba! Komercja! Oprócz Mikołajków i bombeczek jeszcze ozdoby na Halloween!
Pewnie się wielu i narażę, ale nie jestem za tym świętem rodem z USA... Te wszystkie krwawe maszkary, kościotrupy.... Umarlaki leżące w trumnach.... Bleeeee! Nie wiem... Ale trochę jest to dla mnie niesmaczne....
A może jestem staroświecka?

Okey... Zamykam się już!

Czyż to warzywo- kwiat nie jest cudowne?
Ja jestem nim zachwycona! :)









Tym razem Was nie zamęczyłam długością posta.... :))) hihihi...


Pa!





poniedziałek, 9 września 2013

A mnie jest szkoda lata...

...i oto znowu mam urlop!!!

Witaj błogi wypoczynku! Witajcie wszelkie uciechy nicnierobienia!!!
Niestety ten urlop nie jest w pełni taki jakbym chciała, bo obowiązków nieco mi przybyło... Zaczęła się szkoła, a dla mnie to znaczy, że mam teraz obowiązek wyprawienia do szkoły dwóch moich młodszych  szkrabów. O trzeciego (studenta) się nie martwię, bo On to już ma własny świat... ;)
Tak, tak... Urlop jest, ale pora roku akurat taka trochę średnio odpowiednia na wylegiwanie się na leżaku, czy przesiadywanie w ogrodzie. Owszem, jesień ma też i swoje uroki, ale jakoś mi jest szkoda lata....
Czas jednak nie stoi w miejscu... Przyroda się przeobraża.

Liście już zmieniają kolor... Robi się czerwieniej....




Dojrzewają czarne bzy i inne owoce...


Dmuchawce zawsze zachwycały mnie tą swoją strukturą i lekkością...


....nawet taki goły ma swój urok ;)


W ogrodzie kwitną jeszcze róże, chociaż pogoda je nie rozpieszcza...


Trochę inne słoneczniki, ale  też urokliwe...



Jedyny jaki mi pozostał z tamtego roku wrzos... Nie tylko jak widać Ja go lubię... Ma i innych amatorów...


To jeden z moich ulubionych kącików w ogrodzie... Tu często kawkuję... :)Powój ozdobny rozszalał się wyjątkowo w tym roku. Częściowo musiałam go poskromić, bo już właził sąsiadce na balkon...
W przyszłym roku mam zamiar zrobić altankę i dać tam powojowi  pole do popisu... ;)




Dojrzewają jeszcze maliny...


Kwitnie jeszcze maciejka spóźnialska, którą podsiewałam w ogrodzie partiami... Niestety już tak nie pachnie jak latem...


Nie wiem jak nazywa się ta roślina. Przed dwoma laty przyjaciółka mojego najstarszego dziecięcia przywiozła takie mini maleństwo z Teneryfy...Oczywiście jest radocha, że roślina przeżyła i nadal się powiększa.... Obecnie urosła mi do pół metra! :)
Niedługo będzie musiała jednak wrócić z dworu z powrotem do domu, bo noce są już coraz zimniejsze..




 Z racji, że mi jest szkoda lata i mimo wszystko (chociaż w domu) chciałabym akcenty urlopowe jak najdłużej zatrzymać, zrobiłam wianek z muszel!
Było ich pełno u chłopców w pokoju i u Tima w słoikach. Jakoś mi się w szklanych naczynkach już opatrzyły, także......

.....tarraaaaaaaaaaa!!!




Wianek już znalazł miejsce docelowe. Zawisł u chłopców, na ich drzwiach do pokoju... Pasuje u nich, bo pokój jest bardziej w stylu marynistycznym...Jak się znudzi, to zawsze można w końcu wymyśleć coś innego...:)

Znikam już, bo Niklas mnie naciska (ciągle ta kolejka do kompa...ech!!!)
Pozdrawiam wszystkich do mnie zaglądających.... :)
Pa! :)))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)