Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 23 lutego 2014

Stoliczku nakryj się!

Witajcie!


 Najdroższy miał kiedyś w założeniach:

1) jego przyszła żona musi mieć zmysł matematyczny ;
2) super grać w szachy ;
3) pływać niczym syrenka.

A tymczasem:

1) Matematyka.
Z matmy byłam i jestem nogą do kwadratu.
Matematyk był moją zmorą w czasach wczesnej edukacji szkolnej. Przed ową godziną lekcyjną byłam na pograniczu traumy, zresztą nie tylko Ja. Pamiętam pewien dzień, było to przed zakończeniem roku szkolnego, jak to wywołał parę osób na środek sali lekcyjnej, w tym i mnie.... i to uczniowie mieli wybierać , kto zda do następnej klasy!
Miałam szczęście, że byłam w tych co przeszli, inni mieli go mniej.Takie metody edukacyjne były na porządku dziennym.
Po wyjściu ze szkoły podstawowej mogłam wreszcie odetchnąć, bo następna pani matematyczka na mojej drodze życia, dała mi spokój. Zauważyła, że mam większy talent do rysunków, języka polskiego i języków obcych (czyt. rosyjskiego) i nie męczyła mnie wiele.
2) Szachy.
Grać w szachy nie umiem, a i nawet nie chce mi się uczyć. Jakieś to takie nudnawe dla mnie było. Czasami się przyglądałam , jak Najdroższy przyuczał moje dzieci. Już po paru zdaniach , słyszałam tylko "bla, bla, blaaaa", i tyle z zainteresowania mojego w tym kierunku. Aczkolwiek dodam, że moje dzieci (łącznie z najmłodszą pociechą, grają w tą grę bardzo dobrze. Przypuszczam, że to za sprawą przewagi genów po mojej brzydszej połówce... ;)
3) Pływanie....
Echhhhh...
Pamiętam jak Najdroższy dobrych parę lat temu wyciągnął mnie na  głębszą wodę. Protestowałam, krzyczałam.... i muszę tu potwierdzić oklepane powiedzenie, że "tonący brzytwy się chwyta"...
Z braku gruntu pod nogami wlazłam mu na głowę i nie pozostawało mu nic innego, jak tylko mnie puścić, bo utopiłabym nas oboje.
Ba! Nie wiem jak, ale jakoś udało mi się dojść na piechotę po dnie do brzegu... ;)))
Ja , dziewczyna z Mazur i pływać nie umię! Dla wielu szok, ale mój Najdroższy już się przyzwyczaił.
Cóż, Ja też nie planowałam męża łysego i w okularach - a mam! ;)))))

Ot, i wzięło mnie na wspomnienia, a to względem jednej rzeczy, która przetrwała wiele lat w piwnicy - stół do szachów (szach? jak to się w ogóle wymawia? po tylu latach w DE już mam problemy... hihi!) Zrobiony własnoręcznie (blat), przez mojego Najdroższego.


Zaczęło mi brakować czegoś przed sofą, żeby odłożyć czasami jakiś kubek z kawą, etc.
Także zrobiłam - stoliczku nakryj się!
Ta kolorowa kurka przyleciała do mnie od Basi z "Pięć pór roku".
Jeszcze raz serdecznie dziękuję! A tak a propo's Basia to też matematyczka... hihi! Ale to z tego innego gatunku... :)))


Zastanawiam się, czy zostawić ten stolik, bo mi trochę miejsca zawala. Myślałam o czymś lżejszym, może i nawet składanym jak taca - stolik. 
Co o tym sądzicie?

źródło: internet
źródło: internet
Jestem ciekawa Waszych opinii.............
Miłej upływającej niedzieli!
:)




niedziela, 16 lutego 2014

Wieszak na zioła


Hej!


Marzył mi się dawno!
... jednak rozważając gdzie bym go powiesiła, zawsze następowała pustka w umyśle.
Bo w sumie gdzie?
Kuchnia sama w sobie jest mała (dla przypomnienia :  tutaj ). Nie mam tam typowego stołu (nad czym ubolewam!), że już nie wspomnę o wyspie, gdzie najczęściej wieszak na zioła ma miejsce docelowe.
I wtedy pomyślałam sobie - a czemu by go nie powiesić w oknie?
Od pomysłu do realizacji trochę czasu upłynęło. Pasowny wieszak znalazł się szybko, tylko... No właśnie, był w kolorze brązowym. Zeby nadać mu lekkości,  przemalowałam  go na biało.
Mój Najdroższy obejrzał krytycznie i skwitował to tylko tak:
- "...i to ma tak zostać???"
- "Jasne! Przecież to ma tak być! Styl tego noooooo... Vintage!"
A tak naprawdę, to poprawiać już mi się nie chciało.
Efekt taki:


Zdjęcia trochę nie najlepszej jakości, bo robione pod słońce, także przymknijcie oko.
Pasuje, czy nie pasuje?


A tutaj jeszcze w Walentynkowych nastrojach...hihi!
U mnie nie celebrujemy  tego dnia z wielką pompą.
 Ot, przez żołądek do serca... Chociaż ostatnio mam jakąś okrutną niechęć do gotowania...
 ;)

Nowym nabytkiem jest też maszynka do kawy na kapsułki.


Stary automat jednak zostawię. Jest nadal w użytku. Nie wyobrażam sobie z rańca (5.30) włanczać mojego nowego cacka.
Strasznie głośne!
Poza tym cena kapsułek jest także  potężnym minusem dla tych maszynek. A przecież kawa to mój jedyny i ulubiony nałóg... ;) Także w domu musi być zawsze.
Wiem, wiem - niezdrowo jest pić. Ale każdy przecież musi na coś umrzeć... ;)



Wzbogaciłam się także o nową etażerkę...



Będąc ostatnio w Ikea, wpadło mi coś w oko.
Fantastyczna sprawa, żeby ściana się nie brudziła, a przy okazji sposób na odłożenie książek, czy innego drobiazgu:


A u nas śniegu jak nie było tak nie ma!


Rozszalały się krokusy w ogródkach....


A mamy dopiero luty.
Wiosna???

...do następnego razu!
Pa!

sobota, 8 lutego 2014

...a w pokoju u chłopców zmiany!

Hallo!


Tak!
Są wreszcie zmiany u chłopaków w pokoju!
I mogę odetchnąć.
Dla przypomnienia było tak : tutaj
Pozbyłam się sosnowego regału, który wylądował w piwnicy i tam się też ogromnie przydaje.
Na ścianie przybyła mała dekoracja pasująca do klimatu właściwie całego naszego mieszkania:


Pisałam kiedyś, że u chłopców pojawiła się też komoda i że czekam jeszcze na nakładany regał do niej.... Niestety się nie doczekałam, bo dobroczyńcy, od których przyjechała komoda, po prostu się rozmyślili.
Ba! Pewnie jak patrzeli na ten regał, to było im go coraz bardziej szkoda i szkoda... Echhhh... Wcale im się w sumie nie dziwię, mnie też by było... ;)
No i co teraz? Pomyślałam sobie.
Ba!Teraz to będę szukać innego takiego regału!
Powiedziałam - zrobiłam.
Na pierwszy ogień poszła oczywiście moja ulubiona Ikea. Owszem, podobne do poszukiwanego regału to meble i były, ale niestety nie w takim rozmiarze, ani nawet nie z piniowego drewna.
Ba! Co tam! Stwierdziłam, że koniecznie pinia to nie musi być, może być i biały regał. Rzuciłam się w wir poszukiwań online.Okazało się to nadal jednak nie takie łatwe, bo idealnego względem szerokości i długości do  komody regału  nie znalazłam. Ale... Stwierdziłam, że wcale idealnie nie musi być, byle tylko był na dziewięć przegródek.
I znalazłam! Nie ma to jak Amazon... Zobaczcie sami:




W pokoju przybył też stół z piłkarzami!
To jest świąteczny prezent Niklasa. Pisałam wcześniej, że w tamtym roku Tim zobowiązał się do zakupienia podarków. Wszystkie zamówił online i z wszystkimi trafił w dziesiątkę. Tak na marginesie, to ten zapakowany prezent dla Niklasa ważył ponad dwadzieścia kilogramów, i był...
...większy od niego!
Także możecie sobie wyobrazić jego  minę... hihi! 
Stół jest składany, z łatwością można go postawić bokiem. Jest nie tylko świetną zabawą dla dzieciaków, Tim lubi sobie też pograć z moim Najdroższym. Nawet mnie próbowali wdrożyć, ale Ja jestem odporna na piłkę,  i tak w ogóle to mogłoby dla mnie jej wcale nie być... hahaha!

 

Zmieniło się też ustawienie stołu/biurka pod oknem.
Na zdięciach tego nie widać, ale teraz stoi najczęściej w kącie między łóżkiem i oknem. Jeżeli jest potrzebny, to wyjeżdża pod okno, bo... dokręciliśmy mu kółka! W ten sposób nie zawala pokoju, a i dzieciaki mają więcej miejsca do zabawy.

Przeglądając wielokrotnie pokoje dziecięce na blogach, szczena mi często opada...
No bo cóż to Ja widzę? Dwa misie na półce i trzy książeczki.... Aranżacje typowo jak ze sklepu meblowego.
Ale czy takie są realia w pokojach naszych pociech?
Hmmmm... W takie coś jestem może i w stanie uwierzyć, jeżeli jest to pokój małego bobasa.
Myślę, że nasze dzieci same wiedzą najlepiej jakie kolory im się podobają i co chcą mieć wyeksponatowane  na półeczkach.
Powiem Wam, że moje dzieciaki w nosie mają wnętrzarskie zapatrywania swojej rodzicielki! Z początku chciałam wnieść im trochę marynistycznego stylu, ale to utopia. Bo Oni chcą żeby było dzieciowato!
Co jednak wniosłam, to duża ilość wszelkich szuflad, szufladeczek i zakamarków, gdzie z łatwością można szybko pochować zabawki i wszelakie skarby. A mają tego dobra dość sporo!
Ile w sumie powinny  mieć zabawek dzieci?
Mój Najdroższy kiedyś powiedział, że tyle ile dzieci są w stanie same posprzątać! Mądry człowiek! :)

...a u nas jak śniegu nie było tak nie ma! I to już luty!
Wyrasta i kwitnie to co wiosenne...



...i to co letnie

Pomieszane to wszystko...
Coś mi się wydaje jednak, że zima zaskoczy nas jeszcze w momencie, kiedy najmniej będziemy się tego spodziewać...
A miałam się nie rozpisywać...................................... ;)

Miłego Weekendu!













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)