Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


piątek, 28 marca 2014

Ciasto "Leśny mech"

Witajcie wiosennie!


Wreszcie zrobiłam!

Ciasto to chodziło już za mną od jakiegoś czasu. "Leśny mech" widziałam już w "Baśniowym domu", "Przyjemności z pieczenia", oraz u Natalii...
Na pierwszy rzut oka, pomyślałam sobie, że ciasto jest z dodatkiem pistacji (to przez ten kolor), ale jak poczytałam listę składników, to już wszystko było jasne!
Otóż ciasto to, kolor swój zawdzięcza szpinakowi!
W tym momencie, może wielu z Was ślinka i przestanie lecieć, ale rzeczywiście, głównym składnikiem jest szpinak. Jakoś nigdy nie kojarzył mi się z niczym słodkim, bo szpinak najczęściej gości u nas na stole z dodatkiem soli i czosnku. To tym bardziej mnie ten przepis zainteresował i zaintrygował, bo komentarze u dziewczyn były zachęcające.





Ciasto jest bardzo proste w składnikach, tak samo w przyrządzeniu, także nie ma prawa się nie udać!

Pozwoliłam sobie skopiować przepis z bloga "Przyjemność z pieczenia", od piekarniczek75
Oto on:

  • 450 g mrożonego szpinaku ( drobnego, nie w liściach )
  • 1 1/3 szkl. cukru
  • 3 jajka
  • 1 1/3 szkl. oleju
  • 2 szkl. mąki krupczatki
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 300 ml. śmietany 30%
  • 2 śmietan-fixy
  • cukier wanilinowy
  • owoce granata do ozdoby

Rozmrażamy szpinak i odsączamy z  wody.
Miksujemy jajka z cukrem, wlewamy powoli olej dalej mieszając.Wsypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia. Po połączeniu całej masy dodajemy szpinak i mieszamy łyżką.Wlewamy do formy , pieczemy ok. 1 godz. do "suchego patyczka" w temp. 180 °C.

Po wystudzeniu obciąć nożem wierzch ciasta i  rozdrobnić je na talerzyku.
Ubić śmietanę dodając pod koniec śmietan-fixy z cukrem wanilinowym i odrobiną cukru pudru (do smaku).
Na ciasto wyłożyć ubitą pianę, posypać okruszkami ciasta i obłożyć owocami granata leciutko dociskając je dłonią.


Ciasto smakuje dość oryginalnie, jest wilgotne w środku, praktycznie nie wyczuwa się smaku szpinaku. Bardzo dobrze pasują na nim owoce granatu i przede wszystkim krem z bitej śmietany.
Z moich uwag co do przepisu, to przekroiłabym dół i dodałabym jeszcze jedną warstwę bitej śmietany, bo akurat spód moje dzieciaki pozostawiły na talerzu.

A tu przymiarka w wersji wielkanocnej...
Wygląda również ciekawie, nie uważacie?





Jak to dobrze, że dzisiaj piąteczek!!!!!
...także cieszę się jak nie wiem co i nadrabiam zaległości w domu.
Zyczę Wam miłego wiosennego Weekendu i do następnego razu...............
:)

piątek, 21 marca 2014

Powrót do przeszłości

Moi drodzy!!!


Na Blogerze dzieją się ostatnio dziwne rzeczy, nie tylko Wy nie możecie dodać mój blog do obserwowanych, Ja mam ten sam problem. Myślałam z początku, że to wina mojego komputera, gdyż Tim reanimował go jakiś czas temu i stwierdził, że nic mu już nie pomoże, bo... starość nie radość i czas na nowy.
Jednak jak skorzystałam z jego laptopa, działo się to samo - nie mogę dodać nowych blogów, bo wyskakuje mi okienko, żeby się na nowo zalogować, a przecież Ja jestem już na zalogowaniu! Potem pojawia się  informacja o jakimś błędzie.Raczej nie moim, bo robię wszystko, jak dotychczas. Próbowałam być cwańsza i dodać nowe blogi na boczny pasek, ale to też nie funkcjonuje! Masakra! Wiem, że niektórzy z Was już mieli problemy na Blogerze. Mnie też się to zdarzyło i owszem, bo nie mogłam kiedyś dodawać zdjęć i komentarzy. W tym wypadku pomogła zamiana przeglądarki, ale tym razem myślę, że są to jakieś problemy odgórne i pozostaje tylko odczekać.Także moi drodzy zainteresowani Candy,  nie przejmujcie się i bez obaw możecie nadal się dopisywać w komentarzach (bez dodawania się do obserwujących!), czasu jeszcze trochę zostało! ;)))


A teraz o czym innym.
Post zainspirowany w sumie postem Sylvii, która zrobiła coś, na co nie wiele blogerek by się zdecydowało (wystarczy poczytać komentarze...hihi! /pisk!/ ), także wielki  ukłon w Twoją stronę.
Wielokrotnie potykam się na blogach o zmianach w mieszkaniach, ale są to zmiany typu: z wczoraj na dzisiaj. Sylwia pokazała swoje mieszkanie jak wyglądało parę lat temu i pisze dlaczego nie lubi kolorów.
Ja napiszę Wam może trochę odwrotnie - dlaczego nie lubię koloru czarnego i szarego.
W ruch poszło domowe archiwum ze zdjęciami. Nie są to bynajmniej zdjęcia wnętrzarskie, bo robione przy różnych tam okazjach. Z racji, że są na nich osoby trzecie, twarze są ukryte.
Zdjęcia  nie są też najlepszej jakości,bo w tamtych czasach raczej jeszcze nikomu nie śniły się cyfrówki.

Zapraszam więc w podróż do przeszłości osiemnaście lat wstecz!

 Rok 1997


Ta meblościanka, to już historia sprzed osiemnastu lat. Była naszym pierwszym konkretnym meblem na nowym mieszkaniu.
Kolor czarny z szarymi frontami był wtedy bardzo trendy, także możecie sobie wyobrazić, jaka duma serce rozpierała... ;))))
Na podłodze w salonie była szara wykładzina dywanowa, był też czarny stół i szare poduszki na narożnej sofie.
Oprócz nowoczesnych na ówczesne czasy czarnych mebli, królował wtedy także kolor niebieski (najczęściej niebieski chabrowy) w dodatkach i koniecznie każdy musiał (absolutnie każdy!) mieć sofy i fotele w ciapki, noooo...
...bo się inaczej nie byłoby modnym! ;)))


 Oczopląsu można było dostać, ale co tam, byłam "na czasie"! ;))))



Z tamtych czasów zostało mi nie wiele.
W szafie leżą jeszcze zasłony, przetrwała też kolekcja szkła, którą pokazywałam już kiedyś u mnie na blogu:


Niestety nie jest już wyeksponowana tak jak kiedyś. Ale kto wie, mody wracają, pierwszym przykładem jest zdjęcie na dole.
Będąc ostatnio na stronie Ikea, wpadłam na coś takiego:

źródło: Ikea
Ludzie!!! Przecież to moje meble sprzed osiemnastu lat!
Te samiusieńkie fronty, co prawda, że nie ma tutaj strzelistej witryny i te są bardziej klockowate, ale już współczuję tym, co się na takie zdecydują.Faktem jest, że kurz na wszystkim siada tak samo, ale na ciemnym bardziej go widać. Ale co tam amatorom żałować latania ze szmatką! ;))))

Moją nową białą kuchnię mam od dopiero dwóch lat. Kiedyś była taka:


Na zdjęciu niestety nie widać całości.Szafki były z masywnego dębu ( i bardzo dobrze!), bo inaczej by z nami tyle czasu nie przemieszkały.
Dlaczego?
Bo miałam te meble szesnaście lat! Ale to nie wszystko.
Kuchnię tą odkupiliśmy używaną. Na pierwsze mieszkanie była idealna. Co prawda nie przypuszczałam, że tak długo zejdzie z zakupem nowej, dlatego przełknęłam to, że była ciemna, (bo zawsze marzyła mi się biała).
Czasami czytając na blogach o wieku mebli kuchennych, parskam śmiechem jak ktoś pisze, że... : - "..ojej, jak na osiem lat, to jeszcze kuchnia dość fajna...."
Dlaczego się śmieję?
Bo przy wyrzucaniu starej dębowej, natknęłam się na poprzyklejane kartki z tyłu z... rokiem produkcji 1979!  Antyk jak cholera, bo 33 lata stary!

 I jakie wrażenia???  ;)





niedziela, 9 marca 2014

Wiosna!!! I nowe wcielenie świecznika

Witajcie!


Czy u Was też taka fantastyczna pogoda?
U mnie było dziś 20 stopni! Słońce w pełnej krasie, kwitną krzewy, drzewa... Rośnie trawa...
Powietrze pachnie wonią kwiatów i wiosną!!!!  Echhhh... Kocham to!

Zdjęcia z dzisiaj:








I wróciły ptaszyska!!!!!!!!!!!!



A teraz o zmianach w salonie.

Hmmmm... Miałam tego nie robić... ale jednak!
Przemalowałam mój świecznik na biało.
...i nie tylko.
Będąc w Ikea na dziale ze świeczkami, (a muszę Wam powiedzieć, że unikam tego jak ognia, bo nie znoszę tych wszystkich ulatniających się zapachów) ,wpadły mi w oko nowe lampioniki. Mam już w domu coś podobnego, ale w wersji nieco większej. Kupiłam więc tylko jeden mały biały "do towarzystwa"....
I tak wieczorkiem leżąc na sofie i patrząc na świecznik, dostałam tak zwanego "pomysła"...

...i była następna wyprawa do Ikea !
A oto efekt:


Na razie świecznik jest jeszcze  goły, bez żadnych ozdób, ale w sumie taki też mi się podoba.
Niedługo Wielkanoc, także będzie pole do popisu... :)


A tak wygląda nocą podświetlony świeczkami:

 Dla tych nie w temacie, tak świecznik wyglądał  przed metamorfozą:


I co na ten temat powiecie???


Lampiony zamocowałam na świeczniku. Można teraz palić wszelkie rodzaje świeczek.
Jakby co, to dla lubiących pastele, jest teraz w Ikea  spory wybór lampioników, osłonek, w takich właśnie kolorach:

źródło: Ikea

Na koniec chcę dodać, że jestem mile zaskoczona dość sporym zainteresowaniem  moim Candy, cieszę się z tego niezmiernie.
Dziękuję także za ciepłe słowa w komentarzach tam zostawionych. Nie odpowiadałam tam na nie, bo nie chcę robić zamieszania. Łatwiej będzie mi w taki sposób numerycznie dokonać losowania.
Zyczę Wam słońca, słońca i jeszcze raz słońca!!!!!!!!!!
Pa!











sobota, 1 marca 2014

Między niebem a ziemią... Oraz urodzinowe Candy

Hej!


Są czasami w życiu takie momenty,  że nie wiadomo czy człowiek powinien się cieszyć, czy smucić... Takie jakieś zawieszenie emocjonalne między niebem a ziemią.
Ale w tendencji barometru odczuć i uczuć, akurat u mnie to ta wskazówka idzie w kierunku  - niepewność.
Otóż w tym tygodniu moje najstarsze dziecię mi oznajmiło, że...
... dostało stypendium!
Oraz, że załapało się na studiowanie poza granicami DE! Mają tam takie coś w programie. Mogą sobie wybrać jakiś kraj docelowy. Na ten przykład co niektórzy z jego klasy wybrali sobie: Miami, Hiszpanię, Hawaje czy inne ciepłe kraje. I co? Większość dostała odmowne! A moje dziecię wybrało sobie???
.... Norwegię!
 Także od przyszłego roku synuś wybywa tam na sześć miesięcy... Uuuuu...I tu Rodzicielka, czyli Ja poczuła niepokój i ukucie w okolicy serca... No bo jak to? Tyle miesięcy bez Tima?!
Przecież to moje Baby!!!!!!!!
I co z tego, że dorosły chłop.
Lukłam w Google, żeby sobie przedstawić obraz Norwegii, i muszę Wam powiedzieć, że wcale lepiej się nie poczułam.
Jak to kurcze dalekooooo!!!!!
Z ratunkiem przyszła niezastąpiona przyjaciółka Rodzicielki (T.) i rzuciła - " ...co tam! Odwiedzimy go na wiosnę! W Norwegii jeszcze nie byłam... )
Najdroższy tylko popatrzył na nas z politowaniem (najchętniej to chyba popukałby się w czoło!) i skomentował : "Jeszcze chłopak nie pojechał, a Wy go już odwiedzacie..."
Przedstawiłam ten pomysł mojemu dzięcięciu....
Ludzie....
Normalnie popłoch w jego oczach!
Ba! Mam jeszcze parę miesięcy , żeby oswoić się z tą myślą, że taka jest kolej rzeczy... Dzieci rosną, dorastają i kiedyś wyfruwają z rodzinnego gniazdka...
Ot, takie życie.


A teraz z innej beczki.
Zauważyłam, że  na blogach dekoracje wiosenne idą pełną parą, tak jak i wielkanocne, także i Ja już co nieco zaczęłam się rozglądać w tym kierunku.
Pod względem kolorystyki na Wielkanoc, wiele się u mnie nie zmieni. Pozostanie oczywiście biel, która jest moim ulubionym tłem do wszystkiego. Następnie kolor różowy, który dodaje radości i optymizmu. Będzie także mięta i turkus, które kocham...Zresztą wszystkie pochodne od niebieskiego, to moja miłość... :)
W oko wpadła mi też trawiasta zieleń, także pewnie i tej u mnie nie zabraknie. Dowodem są te jajka w zielone kropeczki. W ogóle jakoś kropeczki ostatnio za mną chodzą i odczepić się nie mogą... hihi! ;)
Oczywiście tam gdzie są jajka, nie mogło zabraknąć i kury... Posadziłam ją już na jajkach. Niech je sobie wysiaduje aż  do Wielkanocy! ;)










Moi drodzy! Kurek i jajek mam trochę więcej.
I z racji, że w lutym minął u mnie roczek blogowania, to ogłaszam Candy!
Dodam, że był to dla mnie bardzo przyjemny rok, bo poznałam wiele ciekawych osób, i to w głównej mierze o to mi chodziło zakładając bloga, poznać ludzi, z którymi nadaję na tej samej fali...
Może kiedyś i mi się to znudzi,całe to blogowanie, kto wie... Wcale tego nie wykluczam, ale póki co, blog daje mi sporo radochy...
I to dzięki Wam... :)
Wygraną będzie ta oto przepiękna biała kokoszka i trzy jajka w kropeczki.
Reguły zabawy są ogólnie znane, lekko je jednak przerobiłam. Także do zabawy zapraszam:
-osoby prowadzące regularnego  bloga  (chcę wiedzieć z kim mam przyjemność... )
-chętni do wzięcia w zabawie proszeni są także o potwierdzenie udziału w komentarzu pod postem;
-ustawienie podlinkowanego zdjęcia z "Candy" w banerze u siebie na blogu;
-jeżeli nie śledzisz mojego bloga, miło mi będzie, jak zostaniesz moim obserwatorem, ale to nie jest konieczne. 


Zapisywać się można do północy 1 kwietnia. Wyniki podam w dzień następny, albo nieco później.


Także....
...komu, komu!
...bo idę do domu! ;)))
Miłego Weekendu!
U mnie będzie dłuższy, bo karnawałowe szaleństwo trwa na całego w Północnej Westfalii!
:)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)