Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 20 lipca 2014

Przerwa w blogowaniu...

 Witajcie!


Jestem, żyję, nigdzie nie przepadłam...

Długo mnie tutaj nie było, rzadko też coś u Was ostatnio pisałam. Nałożyło się na to parę spraw prywatnych, które wszystko przyćmiły i spowodowały brak weny twórczej oraz chęci na cokolwiek w świecie wirtualnym.
Przytrafiają się w życiu czasami takie zakręty, kiedy to zmienia się wiele i trzeba na chłodno podejmować decyzje, czasami nie są to decyzje dobre dla wszystkich, ale są konieczne.Dla wtajemniczonych chcę tylko powiedzieć, że już wszystko jest o.k. , w każdym bądź razie tak mi się wydaje... :)

Cóż u mnie z nowości wnętrzarskich?
Są zmiany w kuchni!
Wreszcie się ludzie doczekałam!
Mam nowy piekarnik z płytą oraz lodówkę.
Nowe meble kuchenne mam już dwa lata, a piekarnik z płytą i lodówkę pozostawiłam stare, ze względów naturalnie ekonomicznych. Pomyślałam sobie, że będzie taniej, a nowe urządzenia elektryczne,kupię sobie w najbliższej przyszłości.
O Ja naiwna!
Moje drogie!
Nie dajcie się zwieźć pozorom i jak któraś z Was będzie planować nową kuchnię, to lepiej od razu kupcie sobie nowe klamory, bo później droga do nich będzie dłuuuuga (bynajmniej u mnie była wyboista i wcale nie usłana różami... hihi!)

Tak kuchnia wygląda teraz :


A tak wyglądała wcześniej :


Wcześniej  kącik lodówkowy był taki:


Teraz wygląda to tak:


Wreszcie pozbyłam się mojego osobistego śmietnika na lodówce!
Powiecie pewnie - a nie mogłaś wcześniej po prostu u góry  nic nie kłaść?
Jasne, że mogłam!
Ale w małych pomieszczeniach jakoś "samo się" kładzie i jest na prawdę łatwo się zagracić. 
Teraz przestrzeń u góry jest zagospodarowana na maxa.
Lodówka sięga mi praktycznie prawie pod samą szafkę. I takie były załorzenia, żeby wykorzystać niezagospodarowaną przestrzeń optymalnie.


Trochę straciła na urodzie moja jedyna odkryta półka, bo trzeba było ją powiesić wyżej, gdyż drzwiczki od lodówki nie można by było swobodnie otwierać.
A tak na marginesie te 29.3°C to orginalna temperatura!
Upał niesamowity, także praktycznie siedzę teraz rozebrana prawie do majtek... hehe!


Lodówka jest parę centymetrów szersza niż poprzednia.
Powiem Wam, że była akcja w sklepie z tego powodu. Standarty są 60 cm, a moja stara miała 56. Bałam się, że drzwiczki mi się nie otworzą przy nowej i trzeba będzie ciąć blat kuchenny. Byłabym z tego powodu niepocieszona, bo po pierwsze kupa roboty, a po drugie nie wszedł by mi mój mobilny koszyk na wszelakiej maści ścierki. Najdroższy swego czasu specjalnie skracał mu nóżki, żeby wszedł pod blat ("cieszył się" z tego powodu jak cholera! Oj, ten mój mąż to się ze mną ma! ;) )
Na szczęście wiele lodówek teraz ma nowoczesne zawiasy, i drzwi nie potrzebują miejsca na otworzenie od ściany, także kamień z serca był potężny.


Po tej stronie kuchni nie wiele się zmieniło (włącznie z nasłonecznieniem! hihi!) Jakoś zdjęcia wychodzą mi zawsze ciemne, bo robione pod światło, ale taki już urok tego okna, że słońce daje, oj daje...

 Na zmiany czeka  spiżarniana szafka. Po trochu dokupuję szuflady z wyciągami, ale to jeszcze  potrwa, a do moich urodzin też daleko, także widoków na szybsze wyposażenie jak nie ma tak niema...



 ...a tutaj piekarnik przeszedł chrzest bojowy!;)))



Apropo's wypieków...

Z ciast popełniłam niedawno sernik na zimno z melonem. Te kuleczki u góry, to nic innego tylko wydrążony miodowy melon i cantaloupe melon.
Zdjęcia umieszczam na specjalne życzenie Moniki z bloga " "Kolorowo w kuchni" , z którą to miałam przyjemność wczoraj się spotkać i pokazać jej trochę miasto Brühl.Spędziłam bardzo miło czas kochana, mam nadzieję, że się jeszcze nie raz spotkamy ( na marginesie, to moje wino w lodówce jeszcze się chłodzi! hihi! ;)

To jest ten sernik:


W tym celu potrzebna jest specjalna łyżeczka (wydałam na nią majątek w specjalistycznym sklepie!)


Przepis znalazłam kiedyś w jednej z babskich gazetek. Zdjęcie bardzo mnie wzięło,(oj wzięło!) i to na tyle, że z utęsknieniem czekałam na sezon melonowy. Ale...
...jak to często bywa z przepisami z gazet, wyszła mi kompletna  klapa! Sernik mi się rozpłynął i bynajmniej nie przypominał tego ze zdjęcia.
A że jestem w wielu sprawach bardzo uparta, to zrobiłam to ciasto jeszcze raz!
Tym razem jednak skorzystałam z jednego ze swoich ulubionych przepisów na sernik na zimno, a ozdobiłam tak jak w oryginale. A co! Dla chcącego nic trudnego...


No i ?
Powiem Wam, że dzieciaki były  średnio nim zachwycone. Ja osobiście też, bo to jest ciasto z cyklu - uczta dla oka, dla podniebienia już nieco mniej... hihi!
Najlepiej to by było melony zjeść oddzielnie, tak jak i sernik. Ale jak ktoś chce pobawić się w dekorowanie melonami  i tak jak tam pisze w gazecie : "Mit diesen Kuchen verführen Sie Ihre Gäste", tu przetłumaczę: " Tym ciastem uwiedziecie swoich gości" - to próbujcie!
W salonie  w sumie nie ma zmian. Utkwiłam w tym co było i powiem Wam, że jakoś mi z tym dobrze...
Kocham lato i jest u mnie cały czas wakacyjnie i urlopowo.



Nowym nabytkiem jest metalowe ażurowe serducho. Widziałam takie podobne u Beaty z bloga "Smak życia"...
... no i zachorowałam!


Mam też nowy dywan!
Nieco podobny kolorystycznie do poprzednika , ale jest większy.


I na tym tyle wnętrzarskich nowości!
 Dla tych co nie lubią zdjęć kwiatów, to będzie już koniec...

... dla tych jednak co kochają takie fotki, to proszę bardzo - pełen wypas ode mnie z ogrodu:




Droga Zosiu Samosiu, to jest ta truskawkowa kukurydza od Ciebie!
Wiem, że rośnie za gęsto, ale szkoda mi jest ją przerzedzić... :)))


Mam też nowy gatunek truskawek!
Te kwitną na różowo! :)



Dziękuję za uwagę tym, którzy dotrwali do końca! ;))))))

Do następnego razu!

A tak w ogóle to od jutra mam URLOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Także gęba mi się śmieje......... Oj, śmieje...

Paaaaaaaaaaaa!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)