Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 20 grudnia 2015

Jeszcze tylko trochę...

Hej!


Coraz bliżej, bo już zaledwie malutki kroczek dzieli nas od świąt...
Choinka u nas już stoi!
Nie ubieram jej w dzień Wigilii, bo w ten dzień jeszcze będę pracować. Także gdybym chciała wszystko robić jak nakazuje tradycja, kolację jedlibyśmy chyba o północy...
W tym roku podobnie jak w zeszłym postawiłam na jodłę kaukaską. Nie kłuje i jest naprawdę wytrzymała. U nas w Niemczech jodły są  najbardziej popularnymi drzewkami na ten czas.


Jaka będzie oprawa stołu?
Będzie błysk, srebro, biel i czerwień...


Jedynym dodatkiem na stole jest srebrna taca, którą w samą Wigilię wyprą wszelkie półmiski i talerze...










...jeszcze ostatnie pieczenia, gotowania czy sprzątania przed (prawie) każdą z nas.
Dlatego... 
To będzie mój ostatni  post w tym roku. Nie będę pisać żadnego nowego w Wigilię, czy robić podsumowania roku blogowego w Sylwestra . Czas między świętami a Nowym Rokiem chcę spędzić spokojnie z rodziną i przyjaciółmi...

Także życzę Wam...

Aby przy świątecznym stole nie zabrakło światła i ciepła rodzinnej atmosfery, a Nowy Rok niósł ze sobą szczęście i pomyślność...

Dorota

niedziela, 13 grudnia 2015

Czerwień...

Hej!



Taaaak...
Rozlewam czerwień po domu i jest jej coraz więcej, chociaż założeniowo miała być tylko przysłowiowa kropla... Chyba jakoś podświadomość bierze górę i w trakcie zbliżania się świąt (wielkimi krokami już!),  założenia strzelają w łeb, bo wewnętrzna potrzeba zwycięża. Także nawet nie planuję jak będzie wyglądać choinka w tym roku. Myślę, że jak już stanie w pokoju i zacznie się ubieranie, wtedy właśnie wszystko się ostatecznie wyjaśni. Tak samo z oprawą stołu. Nie mam jeszcze ostatecznej wizji. Obecnie bawię się różnymi wystrojami, w końcu czas Adwentu sprzyja kawkowaniom, pieczeniu ciasteczek, etc. Raz jest srebrzyście-biało... Raz czerwono... Innym razem znowu mieszanka tych trzech kolorów. Pozwalam poszaleć fantazji. Raz gęściej na stole, innym razem znowu skromniej. Jedno jest pewne - na samą Wigilię nie będzie u mnie na stole wiele dekoracji (ozdobą samą w sobie będzie tylko wiszący nad stołem świecznik).I chociaż nie będę robić 12-stu potraw, to wszelkie półmiski, miski zajmą niemiłosiernie wiele miejsca. Skoncentruję się głównie na zastawie stołowej, serwetkach, podkładkach... To MUSI być dla mnie idealnie dobrane.
Wystrój stołu jest dla mnie ważny, ale bez przesady.
Czego nie lubię?
Nie cierpię jak ktoś poda mi kawę w wyszczerbionym kubku ( i to jeszcze może bez ucha!), a w witrynach kurzy się sama najlepsza porcelana na te "lepsze okazje". Pytam się JAKIE? Czy nie lepiej celebrować każdy normalny dzień pijąc zwykłą kawę z pięknejnej filiżanki? Nasi goście poczują się także WYJĄTKOWO, jak zaserwujemy im pięknie nakryty stół, nawet jak będzie na nim zwykły jabłecznik. Nie lubię (bardzo nie lubię)  jak na stole jest każda rzecz "z innej parafii". Zle się czuję także, kiedy za dużo jest krzeseł przy stole. Wiem, wiele osób (Ja też!), ma problem z miejscem, a raczej jego brakiem. Ale... Naprawdę nie jest fajnie siedzieć przy stole na sześć osób w... dziesiątkę! Może to i jakieś moje osobiste skrzywienie, ale drażni mnie to.
W sieci jest wiele inspiracji pięknie udekorowanych stołów, ale myślę, że niewiele one mają wspólnego z naszą polską tradycją, bo przygotowane są na...
... zupę, danie główne i deser.
W  DE ludzie robią wielkie oczy jak opowiadam o naszych polskich tradycjach na ten czas. Niemcy jedzą na Wigilię głównie jakąś pieczeń (najczęściej jest to gęś), dwanaście potraw wzbudza u nich sensację... hihi! ;) I zaraz pada pytanie - jak wy to dacie radę zjeść? ;)))
W same święta (pierwszy i drugi dzień) mogę na stole już poszaleć z deko, tak na czas obiadu, czy kawy. Ograniczamy się z jedzeniem, bo jesteśmy już wszyscy tak opchani, że posiłki są w sumie grzecznościowe.

A jak jest u Was z deko na stole ten czas?

Będąc ostatnio w Butler wpadła mi w oko nie tylko ta turkusowa aranżacja stołu (dwa posty do tyłu), ale i ta w intensywnym zaczerwienieniu. Zdjęcie zrobione komórką, także wybaczcie jakość:


Na stole jest baaaardzo dużo deko... ;)
Spodobało mi się połączenie czerwieni i bieli, a konkretnie pasków i kratki! 
I te cukierkowe talerzyki! Pooglądałam te rzeczy, serwetki, podkładki i... Mina mi zrzedła.
Tyle kaski za jedną bawełnianą podkładkę pod talerz?!
Przelicznik na "sześć osób" postawił mnie w świadomości, że nie "chyba", ale "na pewno" muszę sobie te dodatki darować, bo nie tylko cena powalająca, ale i w sumie to są dodatki wyciągane tylko na czas świąt.
Z racji jednak, że bardzo, ale to bardzo niechętnie odpuszczam sobie rzeczy które mi się podobają, poszłam po rozum do głowy. Jestem osobą, która wyjątkowo ceni sobie wielofunkcjonalność przedmiotów. Ot... to taka zaleta braku miejsca w mieszkaniu.
Pomyślałam i... ?

Wyszło mi to tak:






Drogie podkładki zastąpiłam...
...złożonymi na pół ściereczkami kuchennymi!


Do pasków i kratki dołożyłam dodatkowo jeszcze elementy groszków.
Pasuje, czy nie?








Na witrynach zmiana.
Doszła moja prastara podświetlana girlanda.


Czas Adwentu i świąt sprzyja też prezentom.
Zostałam obdarowana przez Izabelę i Zosię Samosię!
Dziewczyny zaskoczyły mnie niesamowicie. Izabela obdarowała mnie dwoma plastrami brzozy z własnoręcznie wykonanymi transferami (na zdjęciu tylko jeden). Zosieńka obdarowała mnie swoimi pracami ręcznymi, z których widać tutaj tylko choineczkę, ale...To tylko drobiazg z tego co się z przesyłki wysypało (Oj Ty kobieto szalonaaaaa!!!!!). Co tam było pokażę po Nowym Roku, bo akurat te rzeczy są na inny czas niż święta. Powiem tylko, że obydwie dziewczyny trafiły bezbłędnie w TO, co Dorotka lubi najbardziej! ;)))))
Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję!



Z kreatywnych spraw robię akurat girlandę z blaszek po teelightach. Miałam ją zrobić w tamtym roku, ale niestety moje łapki odmówiły mi posłuszeństwa (starość nie radość.... hihi!). Jeszcze tak... Hmmmm... Z trzysta? I girlanda będzie gotowa. Także pozostaje mi tylko rozświetlać dom teelightami, wycinać i kleić!

A teraz trochę ciasteczkowo.
Bardzo późno w tym roku zabrałam się za ich pieczenie, ale lepiej później niż wcale.


Parę z Was pytało się o te ciastka.
Są to duńskie ciasteczka zwane "Napoleońskimi kapeluszami". Przepis mam z niemieckiej gazetki. Robiłam je drugi raz. Przyznam się, że za drugim razem wyszły mi o wiele lepiej (wygląd).
Na zdjęciach pokazałam przebieg dla ułatwienia.



Utrafienie formy kapelusza:



Wyszły praktycznie tak samo jak w gazetce:


A teraz przepis:

Duńskie ciasteczka "Napoleońskie kapelusze"

250g mąki
40g zmielonego maku
80g cukru, szczypta soli
1 waniliowy cukier
1 jajko
125g masła
200g masy marcepanowej
60g marmolady pomarańczowej słodkiej (można zastąpić np. morelową)
70 g białej kuwertury lub białej czekolady
ok. 100g złotej mini obsypki, perełek (Ja użyłam złotobiałą)

Mąkę, mak, cukier, sól, cukier waniliowy, jajko i masło -wszystko wymieszać.
Zagnieść gładkie ciasto.
Zawinąć w folię i odstawić na ok. godzinę w chłodne miejsce.
Ciasto rozwałkować na grubość ok. 3mm. Wyciąć 30 kółek (średnica ok.6 cm).
Z marcepana uformować 30 równej wielkości kulek.
Posmarować wycięte kółka marmoladą (nie przesadzać w ilości!).
Na środek każdego koła układać po jednej marcepanowej kulce.
Brzeg ciasta naciskać w trzech miejscach, żeby powstał "trójkątny kapelusz".
Ciastka piec w nagrzanym piekarniku (Normalny obieg: 180°C, Termoobieg:160°C, Gaz: Stopień 2) ok. 15 min.
Kuwerturę posiekać i rozpuścić w garnku zanurzonym w innym garnku z gorącą wodą.
Pędzelkiem smarować rozpuszczoną kuwerturę na brzegach kapeluszy. Maczać w posypce. Wysuszyć.

Następne ciastka to Malinowe kwiatki:



Podaję przepis:
Malinowe kwiatki

300g mąki
200g masła
100g cukru
szczypta soli
1 jajko
120g konfitury malinowej
2łyżki rumu (Ja użyłam pół olejku rumowego) 
cukier puder do obsypania

Mąkę, masło, cukier, sól i jajko - wszystko razem zagnieść i odstawić w chłodne miejsce na ok. godzinę.
Ciasto rozwałkować na ok. 3mm . Wykrawać kwiatki. Część z dziurką w środku. Ja akurat miałam w tym celu specjalną foremkę, ale moża także i bez niej się obyć.
Smarować konfiturą (wymieszaną z rumem) kwiatki bez dziurki. Nakryć drugim kwiatkiem z dziurką. 
Piec w rozgrzanym piekarniku (normalny obieg: 180°C, termoobieg: 160°C, gaz: stopień 2) ok. 12-20 min. Schłodzone opruszyć cukrem pudrem.
 


Następne ciastka to limonkowe choinki.



Przepis:

Limonkowe choinki
 

300g mąki
200g cukru
szczypta soli
1 jajko
2 bio-limonki
ewentualnie perełki i cukrowy pisak do dekoracji (Ja użyłam DR Oetkera)

 Gorącą wodą sparzyć limonki. Skórkę z jednej zetrzeć na tarce z drobnymi otworami. Z drugiej obrać i cieniutko pokroić (albo obydwioe zetrzeć, zależy kto lubi jakie kawałki).
Limonki przekroić na pół. Wycisnąć sok.
Odmierzyć 4 łyżki.
Mąkę, cukier, sól i jajko, skórkę i sok - wszystko razem zagnieść i odstawić w chłodne miejsce na ok. godzinę.
Ciasto rozwałkować na ok. 3mm (jeżeli będzie zbyt rzadkie i klejące, podsypać do niego nieco mąki).
Wykrawać choinki. Piec w nagrzanym piekarniku (normalny obieg: 200°C, termoobieg:180°C, Gaz: stopień 3). piec ok. 10 min.
Wystudzić. Ewentualnie przyozdobić cukrowym pisakiem.


 Piekłam też pierniczki. Przepis znajdziecie TUTAJ.


Mam nadzieję, że może ktoś z Was czymś się z tego posta zainspiruje... :)

Uściski!!!

D.



niedziela, 6 grudnia 2015

Wyniki rozdawajki...

Witajcie!


Dzisiaj niezbyt długi post. Miał być w sumie z ciasteczkami, ale...
... niestety nie dałam rady.
Jestem normalnie przerażona jak ten Weekend przeleciał mi niewiadomo kiedy. A na dodatek jutro znowu poniedziałek!
Albo Ja jestem źle zorganizowana, albo dni pędzą jak szalone.
Na szczęście domek właściwie już przygotowany do świąt. W tym roku postawiłam mimo wszystko na czerwone dodatki, chociaż ten turkus kusił mnie niesamowicie.
Jednak czerwień zwyciężyła!
Na tyle nawet, że pochowałam częściowo turkusowe misy, flakoniki, poszewki... Jednak twarda zasada - maksymalnie trzy kolory na święta ma swoje uzasadnienie. Już przy wstawianiu zdjęć w ostatnim poście, miałam nieco wątpliwości...
Może turkusowo?
A może jednak czerwono?
A może jedno i drugie?
Po krótkim czasie już wiedziałam - turkus z czerwienią zbyt ze sobą konkurują, co dawało niezbyt dobry efekt. Dlatego turkusy musiały częściowo zniknąć. Oczywiście nie wszystko, bo gdzie bym się z tą całą moją turkusową miłością podziała? Część wyniosłam do piwnicy, a część tylko postawiłam głębiej do witryn.
Przy wstawianiu zdjęć w Blogger (w ostatnim poście) stwierdziłam także dodatkowo, że... (o grozo!) na stole brakuje jednego widelca. Zawahałam się czy wstawić te zdjęcia, czy wyrzucić z wersji roboczej. Ale stwierdziłam - Eeee tam! I tak pewnie nikt nie zauważy! hahahaha! ;)
I co? Zauważył ktoś?

Także w tym roku panuje u mnie BIEL, SREBRO i CZERWIEŃ... .)




Kicz, czy nie kicz?
Nie mogłam się oprzeć tej krowie...



Szarlotkę z orzechami i borówkami znajdziecie u mnie TUTAJ, tylko zamiast kratki wycięłam gwiazdeczki... :) Zrobiłam jeszcze ostatnio (eksperymentalnie)  tort spekulatiusowo-pomarańczowy. Robiłam go pierwszy raz i...
...ostatni! Niestety nie wszystkie przepisy z gazetek smakują tak, jak wyglądają. Ba! Ryzyko... ;)







A teraz wyniki rozdawajki.


Trochę się napracowałam, zanim z napisanych komentarzy wyłuskałam tych, którzy wzięli w tym udział. Zgłosiło się 26 osób. Losowanie odbyło się tradycyjnie na karteczki. Maszynami losującymi byli moi dwaj chłopcy.


 Pierwsza gwiazdka poleci do Kamili N. dzięki Niklasowej łapce...


Joshua wylosował Katarzynę.


Gratuluję dziewczynom i proszę o kontakt na mój adres: voncologne@gmail.com
Reszcie uczestników dziękuję za udział w zabawie (jak nie tym razem udało się coś wygrać, to może następnym) i życzę mile spędzanego niedzielnego wieczoru...

Narazie!

D.

niedziela, 29 listopada 2015

Magia Adwentu...

Hej!


Nareszcie!!!
Zaczęło się i nadeszła pierwsza niedziela Adwentowa!
Na wianku zapłonęła pierwsza świeca i co za tym idzie zaczął się najwspanialszy dla mnie czas w roku... Okres dekoracji, wypieków ciasteczek, kolend...
Magiczny czas.
Z wiankiem  adwentowym  tym razem zbytnio nie kombinowałam. Wykorzystałam praktycznie to co było z tamtego roku, czyli cztery świeczniki, rosochatą podstawę. Zmieniłam tylko kolor świec na czerwony, dołożyłam na dole biały szal boa. Zrobiłam też cyferki bardzo recyklingowo, bo z blaszek po teelightach. Całość obwinęłam drucikiem. Pomysł podpatrzyłam u Ali z "Kolorowe marzenia Ali" z tamtego roku.
(Tfuuu! Sprostowanie: sprzed dwóch lat... ;)







Kolorystyka u mnie pozostanie ta sama, czyli biel, czerwień i srebro...
Ale...
O mały włos i byłoby inaczej!
Będąc w jednym z moich ulubionych sklepów wnętrzarskich wpadła mi w oko pewna aranżacja stołu właśnie na obecny czas... Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby powiedzieć "Ooooo yeeeeeah!".
Zdjęcie poniżej trochę kiepskiej jakości bo zrobione komórką. Chyba nie muszę wiele tłumaczyć tym którzy do mnie zaglądają, co mnie w tej aranżacji urzekło...



Turkus!!!
A właściwie całe zestawienie z bielą i srebrem (...i diamentami! o mamusiu!!!).
Co jak co, ale przeżyłam wojnę wewnętrzną, bo to przecież kolor mój najukochańszy...
Ta dobrze ułożona i praktyczna Dorotka we mnie przemawiała mi do rozumu - będziesz musiała  kupić nowe bombki w turkusie... i wstążki. Zgłupiałaś chyba do reszty kobieto, ot i niepotrzebny wydatek! Bo przecież na święta nic w tym kolorze nie masz... A czerwień to klasyka. Zawsze jest na czasie. Naprawdę chcesz zamienić ją na turkus?
Za to ta druga Dorcia we mnie (ta przebojowa i wiecznie wyluzowana) kusiła niemiłosiernie - olać czerwień! Pomyśl tylko jak ci ten turkusowy obrus będzie pasował do twoich talerzy w witrynie... Ze nie wspomnę o wszelkich innych dobrach w tym kolorze co posiadasz. A po co kupywać  nowe durnostójki na święta? Zrób minimalistycznie!
I to przeważyło na niekorzyść tej wyluzowanej.
Co?!
Swięta minimalistyczne?!!! NIE!
I po tej wojnie wewnętrzej, w nagrodę dla siebie samej (noooo...jaka to jestem silna przecież.. hihi!), zgarnęłam z tego stołu:

- dwa srebrne lampiony
- dwa styropianowe brzozowe pniaczki
- dwa srebrne ptaszki z piórkami
- sześć srebrnych podstawek pod talerze.

I tak to u mnie wygląda...
Biel, czerwień i srebro :


Świecznik tradycyjnie ubrany w pióra. Trochę tylko w nim pozmieniałam. Robię tak co roku - jedno ubywa, drugie przybywa...



Nowymi poszewkami w srebrne cekiny zdążyłam się już pochwalić wcześniej. Idealnie pasują mi na obecny czas.



Jakiś czas temu udało mi się także upolować w Aldi bieżniki i podkładki na stół także w srebrnych cekinkach...



Muszę powiedzieć, że wygląda to na stole bardzo efektownie.



Skórki zakupiłam w Ikea. Nadają przytulności przy stole, bo niestety na moje krzesła nie mogę wykombinować jakichśkolwiek innych odświętnych sukienek.



Na oknach przybyły parawaniki-kamieniczki.


Właściwie są do palenia świeczek w środku, ale na oknach wyglądają równie fajnie...


Reszta dekoracji znajoma Wam z tamtego roku...







Okno z pokoju Tima...
Jeszcze JEGO pokoju, bo za miesiąc pokój ten przejdzie na użytkowość Josha, bo Timo się wyprowadza! Z jednej strony  trochę mi smutno, że najstarsze dziecię wyfrunie z maminego gniazdka, ale z drugiej strony cieszę się razem z nim (właściwie z NIMI, bo będzie mieszkał z przyjaciółką). Kupili już meble kuchenne, planują następne, pytają się o moje zdanie, co Ja (autorytet wnętrzarski... ollalaaaaaa..... hihi!) o czymś sądzę... Echhhh.. Oj, będzie się działo, a działo! I u Tima na nowym mieszkaniu i na jego starym pokoju, bo za parę tygodni czekać mnie będzie urządzanie pokoiku dla ośmiolatka...







Ten kalendarz adwentowy powiesiła dzisiaj Sonja dla Tima...  :)



Zaskoczyły mnie ostatnio pytania od paru z Was o sypialnię.
Co tam właściwie zawisło?
O sypialni napisałam tylko w sumie raz. Ciekawskich a nie w temacie odsyłam TUTAJ.
Pusta ściana była bardzo długo, potem zawisła tam rodzinna pamiątka i właściwie jedyny ocalały obraz, który namalował mój nieżyjący już dawno Tata. Planowałam tam jednak coś innego. 
Co?
To co widać na zdjęciu niżej:



Obraz dmuchawca w trzech częściach.
Polowałam na niego w sieci od dość dawna. Był dostępny w różnych rozmiarach, (także jako jedna część).W trzech kolorach, motyw ten można także zamówić jako xxl fototapetę. Fototapeta odpadała, bo parametry mojej sypialni na to nie pozwalają. 
Kupiłam ten obraz...
... i zaraz przy zawieszaniu niestety się poddałam! Dwie pierwsze części poszły mi jak z płatka. Utrafiłam celująco z symetrią co do wiszących na ścianie półek... Ale... Problemem był ze ścianą, ściana, która to okazała się być bardzo nieprzychylna gwoździom. Budynek jest mocno stary i niestety - trafiłam na "miałkość" zaprawy. Kombinowałam na różne sposoby, trochę niżej, trochę wyżej...
Nici z tego!
Ściana po prostu do bani, straciłam zapał i ochotę, żeby jakikolwiek inny gwóźdź tam wbijać.
Nad łóżko powrócił obraz Taty, bo dziwnym trafem akurat tam gwoździe się trzymają. Sypialnia dlatego przybrała może nieco rustykalny klimat. Obecnie na czas Adwentu wygląda to tak jak na zdjęciach niżej. Na szczęście dzięki programowi do obróbki zdjęć Picasa, udało mi się "kosmetycznie" usunąć moje poczynania z młotkiem na ścianie... ;)








I w taki oto sposób obraz dmuchawca wylądował w pokoju dziennym...
Chyba pasuje?







Zrobiłam także świąteczną naleweczkę z pomarańczy, goździków i kawy... Niestety wypiję ją dopiero na Nowy Rok, bo zbyt późno zabrałam się do roboty, a ona musi dochodzić sześć tygodni. Przepis znajdziecie u Beaty .









Powstają także już pierwsze ciasteczka...
Niebawem podzielę się przepisami...




I tym słodkim akcentem kończę tego posta.
Przypominam tylko jeszcze o nadal trwającym CANDY u mnie.
Ktoś chętny na te ślicznotki?



Narazie!

D.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)