Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


piątek, 28 sierpnia 2015

Total bekloppt!


Hej!


Jaki był powód wzniesienia toastu w poprzednim poście?
Spełnione marzenie!
Dwie osoby prawie że wyczaiły coś po zdjęciach, a szczególnie jednym - tym z księżycem. Zaznaczam od razu - nie zamierzam się tam wybierać! ;)))
Ba! Pewnie i co niektórzy brali pod wątpliwość, czy zdjęcie jest w ogóle moje.
Jest MOJE!
Mam wreszcie nowy aparat! Swoją wymarzoną lustrzankę! W dwóch postach do tyłu, część zdjęć była robiona moim starym Canonem, część lustrzanką pożyczoną od przyjaciół... Zauważyłam definitywnie różnicę, chociaż mój stary aparat, osiem lat stary, nadal robi dość dobre zdjęcia...
Ot, i myśl o nowym aparaciku zawładnęła moją głową, a jak mi już coś tam wejdzie, to tak długo chodzę koło tego, aż to osiągnę...
Jeszcze  muszę się sporo podszkolić na nowym sprzęcie. Narazie dużo pstrykam w ogrodzie, próbuję oprogramowanie, bawię się... Sąsiedzi zdążyli się już pewnie przyzwyczaić do widoku mnie latającej z aparatem, robiącej jakieś aranżacje w pawilonie, przestawiania etc. Ale gdyby tak można było widzieć ich myśli, pewnie sąsiadka Lisa w "dymku" nad głową miałaby podsumowanie na mój temat: "Total bekloppt!" ("Totalnie stuknięta!") ... hihi! ;)


Moi mali modele:


























Widział z Was już ktoś dziewannę?
Ja wyczaiłam ją w Kolonii(Köln Sülz) na jakimś skwerku. Jest potężna, bo tak na oko ma z trzy metry. Nigdy wcześniej się z nią nie zetknęłam. Jest już w sumie prawie że przekwitnięta. Rąbnęłam parę nasion, może i coś z tego wyrośnie na wiosnę...





A teraz już coś z dzisiejszego dnia.
Jadę sobie rowerem i co widzę?
Na trawie przed budynkami leży sobie dość fajny świecznik z kartką "Zu verschenken", czyli " Do oddania".
No i jak się zachowałam?
Znowu zgrzeszyłam!
Zgarnęłam i dziękowałam Panu Bogu na Wysokościach, że miałam ze sobą tą dużą torbę z Ikea, bo inaczej byłby problem, chociaż znając siebie i tak bym pewnie sobie poradziła (jak nie na ramie od roweru, to na plecach ...hihi!) ;)))



Oczyściłam z kurzu i od razu się w nim zakochałam!
Może być na prąd i na świece. Prąd wątpię, czy będzie mi potrzebny, booo?


Powiesiłam go w pawilonie! :)


No i powiedźcie sami, czy Ja jestem jeszcze do uratowania?

niedziela, 23 sierpnia 2015

Zgrzeszyłam...

Witajcie!


Przyznaję się! Znowu zgrzeszyłam!
I to myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem!
...a zarzekałam się, że już nigdy nie przytaszczę żadnych klamorów z bazaru staroci (ode mnie z pracy)...
Myślą -  bo jeszcze leżąc w łóżku, w przeddzień bazaru, knułam : zgarniam wszystko przyzwoite, co jest białe, niebieskie i turkusowe! (Oczywiście chichocząc do tych swoich wywrotowych myśli...)
Mową - bo powiedziałam o bazarze Basencji i ta oczywiście też zgrzeszyła...
Uczynkiem - bo mając już wypchane dwie torby (!!!), wyżebrałam za darmochę jeszcze dwa wazony (tak jak bym ich w domu  mało miała).
Zaniedbaniem - bo bardzo dobrze przecież wiem, że już szafy pękają w szwach, i raczej skorupy są ostatnim przedmiotem, jaki potrzebny byłby domownikom.....
A jednak...

Ot, i moje przestępstwa w skrócie (nie są wszystkie na zdjęciach):

Kryształowe miseczki...




Niebieskości....


Znowu kryształki....


...i jeszcze kryształowe kieliszki.
Tymi został wzniesiony toast za........? No ciekawe, czy ktoś z Was zgadnie... hihi!


Koreczek się bardzo przydał....
Ostatnio napadło mnie na "bastelowanie", i zrobiłam sobie takie kule z korków.



Potrzebne są kule styropianowe, klej z pistoletem do klejenia na gorąco, ciemny pisak, bądź farba do pociemnienia nieco styropianu.... No i oczywiście korki! Spora ilość tak na marginesie. Ja wykorzystałam do jednej te od wina, do drugiej od szampanów (do tej drugiej jeszcze zbieram, niestety mam za mało).



Pamiętacie te kwiaty odemnie z ogródka?
U nas nazywamy to nigellą. Po polsku jest to czarnuszka damasceńska. Bardzo wdzięczny niebieski kwiatek. Długo trzyma się w wazonach. Wyczytałam też, że jest wykorzystywany jako przyprawa (nasiona), jako substybut pieprzu. Ja jednak w kuchni czarnuszki w tym roku nie wykorzystam, zrobiłam z niej coś zupełnie innego...



Pięknie wyglądają te przekwitnięte główeczki...

Zrobiłam z nich wianek.
Najpierw miały być dwa, i zawisnąć na obydwu witrynkach w pokoju dziennym, ale...
Przeliczyłam się. Niestety zbyt mało wysiałam tych kwiatków w ogrodzie. Starczyło tylko na jeden...







Koniec końców, wianek wylądował na witrynie...



...a w pokoju nadal królują symbole lata... :)


Teraz (znowu ?!) zabiorę Was do ogrodu ...

Nie byłam zadowolona z tych zielonych boków (zasłon), które były w pawilonie.Wiem, że nie powinnam marudzić, bo jakby co, to pawilon w komplecie dostałam za darmo, ale jakoś te zasłony nie przypadły mi do gustu... Chciałam kupić nowe w Ikea ( te z białej siateczki z suwakami na środku), ale cena czterech sztuk powaliła mnie dokumentnie. Przypomniało mi się na szczęście o starych firankach, które leżą wieki całe już w szafie, ot i teraz wygląda to tak:



Zrobiło się jakby tak bardziej romantyczniej... hihihi!



A lato nadal trwa!
Chociaż widzę już pierwsze oznaki jesieni, i po trochu zaczynają się wymieszywać zapachy oraz  smaki tych obydwu pór roku...


Pszczoły pracowicie zapylają kwitnące nadal dynie...



...ale niektóre już zdążyły się wykształcić i urosnąć.
Na zdjęciach niżej m o j e  własne, wychodowane białe dyniowe love........ :)



Kwitną nadal przecudnie werbeny...


Ale i chryzantemy już także...



Malwy poprzekwitały.



...ale wydały liczne potomstwo, które na wiosnę będzie ozdabiać na nowo moją rabatkę.







Zaczął się obfity czas zbiorów.Mamy własne pomidory, ogórki, winogrona...



Ba! Nawet chili!




Wieczorne niebo nadal jest letnie, i niech jak najdłużej takie pozostanie...



 I ciepłe noce...




SPOKOJNEJ NOCY KOCHANI................

D.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)