Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 29 listopada 2015

Magia Adwentu...

Hej!


Nareszcie!!!
Zaczęło się i nadeszła pierwsza niedziela Adwentowa!
Na wianku zapłonęła pierwsza świeca i co za tym idzie zaczął się najwspanialszy dla mnie czas w roku... Okres dekoracji, wypieków ciasteczek, kolend...
Magiczny czas.
Z wiankiem  adwentowym  tym razem zbytnio nie kombinowałam. Wykorzystałam praktycznie to co było z tamtego roku, czyli cztery świeczniki, rosochatą podstawę. Zmieniłam tylko kolor świec na czerwony, dołożyłam na dole biały szal boa. Zrobiłam też cyferki bardzo recyklingowo, bo z blaszek po teelightach. Całość obwinęłam drucikiem. Pomysł podpatrzyłam u Ali z "Kolorowe marzenia Ali" z tamtego roku.
(Tfuuu! Sprostowanie: sprzed dwóch lat... ;)







Kolorystyka u mnie pozostanie ta sama, czyli biel, czerwień i srebro...
Ale...
O mały włos i byłoby inaczej!
Będąc w jednym z moich ulubionych sklepów wnętrzarskich wpadła mi w oko pewna aranżacja stołu właśnie na obecny czas... Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby powiedzieć "Ooooo yeeeeeah!".
Zdjęcie poniżej trochę kiepskiej jakości bo zrobione komórką. Chyba nie muszę wiele tłumaczyć tym którzy do mnie zaglądają, co mnie w tej aranżacji urzekło...



Turkus!!!
A właściwie całe zestawienie z bielą i srebrem (...i diamentami! o mamusiu!!!).
Co jak co, ale przeżyłam wojnę wewnętrzną, bo to przecież kolor mój najukochańszy...
Ta dobrze ułożona i praktyczna Dorotka we mnie przemawiała mi do rozumu - będziesz musiała  kupić nowe bombki w turkusie... i wstążki. Zgłupiałaś chyba do reszty kobieto, ot i niepotrzebny wydatek! Bo przecież na święta nic w tym kolorze nie masz... A czerwień to klasyka. Zawsze jest na czasie. Naprawdę chcesz zamienić ją na turkus?
Za to ta druga Dorcia we mnie (ta przebojowa i wiecznie wyluzowana) kusiła niemiłosiernie - olać czerwień! Pomyśl tylko jak ci ten turkusowy obrus będzie pasował do twoich talerzy w witrynie... Ze nie wspomnę o wszelkich innych dobrach w tym kolorze co posiadasz. A po co kupywać  nowe durnostójki na święta? Zrób minimalistycznie!
I to przeważyło na niekorzyść tej wyluzowanej.
Co?!
Swięta minimalistyczne?!!! NIE!
I po tej wojnie wewnętrzej, w nagrodę dla siebie samej (noooo...jaka to jestem silna przecież.. hihi!), zgarnęłam z tego stołu:

- dwa srebrne lampiony
- dwa styropianowe brzozowe pniaczki
- dwa srebrne ptaszki z piórkami
- sześć srebrnych podstawek pod talerze.

I tak to u mnie wygląda...
Biel, czerwień i srebro :


Świecznik tradycyjnie ubrany w pióra. Trochę tylko w nim pozmieniałam. Robię tak co roku - jedno ubywa, drugie przybywa...



Nowymi poszewkami w srebrne cekiny zdążyłam się już pochwalić wcześniej. Idealnie pasują mi na obecny czas.



Jakiś czas temu udało mi się także upolować w Aldi bieżniki i podkładki na stół także w srebrnych cekinkach...



Muszę powiedzieć, że wygląda to na stole bardzo efektownie.



Skórki zakupiłam w Ikea. Nadają przytulności przy stole, bo niestety na moje krzesła nie mogę wykombinować jakichśkolwiek innych odświętnych sukienek.



Na oknach przybyły parawaniki-kamieniczki.


Właściwie są do palenia świeczek w środku, ale na oknach wyglądają równie fajnie...


Reszta dekoracji znajoma Wam z tamtego roku...







Okno z pokoju Tima...
Jeszcze JEGO pokoju, bo za miesiąc pokój ten przejdzie na użytkowość Josha, bo Timo się wyprowadza! Z jednej strony  trochę mi smutno, że najstarsze dziecię wyfrunie z maminego gniazdka, ale z drugiej strony cieszę się razem z nim (właściwie z NIMI, bo będzie mieszkał z przyjaciółką). Kupili już meble kuchenne, planują następne, pytają się o moje zdanie, co Ja (autorytet wnętrzarski... ollalaaaaaa..... hihi!) o czymś sądzę... Echhhh.. Oj, będzie się działo, a działo! I u Tima na nowym mieszkaniu i na jego starym pokoju, bo za parę tygodni czekać mnie będzie urządzanie pokoiku dla ośmiolatka...







Ten kalendarz adwentowy powiesiła dzisiaj Sonja dla Tima...  :)



Zaskoczyły mnie ostatnio pytania od paru z Was o sypialnię.
Co tam właściwie zawisło?
O sypialni napisałam tylko w sumie raz. Ciekawskich a nie w temacie odsyłam TUTAJ.
Pusta ściana była bardzo długo, potem zawisła tam rodzinna pamiątka i właściwie jedyny ocalały obraz, który namalował mój nieżyjący już dawno Tata. Planowałam tam jednak coś innego. 
Co?
To co widać na zdjęciu niżej:



Obraz dmuchawca w trzech częściach.
Polowałam na niego w sieci od dość dawna. Był dostępny w różnych rozmiarach, (także jako jedna część).W trzech kolorach, motyw ten można także zamówić jako xxl fototapetę. Fototapeta odpadała, bo parametry mojej sypialni na to nie pozwalają. 
Kupiłam ten obraz...
... i zaraz przy zawieszaniu niestety się poddałam! Dwie pierwsze części poszły mi jak z płatka. Utrafiłam celująco z symetrią co do wiszących na ścianie półek... Ale... Problemem był ze ścianą, ściana, która to okazała się być bardzo nieprzychylna gwoździom. Budynek jest mocno stary i niestety - trafiłam na "miałkość" zaprawy. Kombinowałam na różne sposoby, trochę niżej, trochę wyżej...
Nici z tego!
Ściana po prostu do bani, straciłam zapał i ochotę, żeby jakikolwiek inny gwóźdź tam wbijać.
Nad łóżko powrócił obraz Taty, bo dziwnym trafem akurat tam gwoździe się trzymają. Sypialnia dlatego przybrała może nieco rustykalny klimat. Obecnie na czas Adwentu wygląda to tak jak na zdjęciach niżej. Na szczęście dzięki programowi do obróbki zdjęć Picasa, udało mi się "kosmetycznie" usunąć moje poczynania z młotkiem na ścianie... ;)








I w taki oto sposób obraz dmuchawca wylądował w pokoju dziennym...
Chyba pasuje?







Zrobiłam także świąteczną naleweczkę z pomarańczy, goździków i kawy... Niestety wypiję ją dopiero na Nowy Rok, bo zbyt późno zabrałam się do roboty, a ona musi dochodzić sześć tygodni. Przepis znajdziecie u Beaty .









Powstają także już pierwsze ciasteczka...
Niebawem podzielę się przepisami...




I tym słodkim akcentem kończę tego posta.
Przypominam tylko jeszcze o nadal trwającym CANDY u mnie.
Ktoś chętny na te ślicznotki?



Narazie!

D.



sobota, 7 listopada 2015

...oby jak najszybciej do Adwentu!

Witajcie!

Dopada mnie chyba jesienna chandra...
Mimo, że dzisiaj było na dworze 19-ście stopni na plusie, to tak jakoś dziwnie... Wręcz... Hmmmmm...
 ...nieprzyjemnie ciepło, jak na listopad. Ta cała  jesień gra mi coraz bardziej na nerwie. Na tyle, że zaczęłam wywalać powoli z domu wszelkie jesienne deko. Może i ktoś z Was popuka się teraz w głowę, bo przecież jesień jest tak kolorowa i obfita, ale Ja zdecydowanie już mam jej dosyć!



Czuję się trochę jak ta sroka na tym drzewie niżej...
Smętnie.







Oby jak najszybciej do Adwentu, bo oszaleję!

Były oczywiście i fajne momenty ostatnio, na przykład dzień otwartych drzwi w Phantasialand dla mieszkańców miasta (pisałam już parę razy o tym miejscu w starszych postach, także nie będę się powtarzać, a Ci nie w temacie niechaj poszperają może trochę po moim blogu) :







Był też fajny St. Martin w mojej dzielnicy.
W Północnej Westfalii jest to święto bardzo celebrowane. Dzieciaki robią sobie lampioniki z kolorowych papierów i papy, i łażą z tymi światełkami późnym wieczorem przy muzyce, śpiewając piosenki na ten czas. Całość kończy się potężnym ognichem, ciepłym kakao i drożdżowym ludzikiem, który obowiązkowo musi dostać każdy. Acha! i nie może oczywiście zabraknąć samego świętego Marcina w czerwonym płaszczu, hełmie na głowie i na białym koniu!




Tam gdzie przechodzi pochód, najczęściej okna  czy obejścia domów, przyozdobione są lampionami, i światełkami.



A teraz o dyniach. 
Czy ktoś uwierzy czy nie, ale... Ta żółta w zielone paseczki, to......? Też Baby Boo! 
W tamtym roku kupiłam tylko jedną, a w tym wysiałam nasionka. Na wszystkich krzaczkach były białe, na jednym - całkowity odmieniec! 
Czy komuś z Was też takie coś z Baby Boo się przytrafiło?




Kwitnie  mój kaktus  szlumbergera, także święta bliżej niż dalej! :)))))))





A teraz z innej beczki...

Blog...  Czym dla mnie jest to miejsce w sieci? Muszę powiedzieć, że jest to moje najbardziej udane wirtualne dziecko. Były i inne dzieci. Jakieś fora, grupy (moje własne i obce), portale społecznościowe... Jednak zawsze czegoś mi w tym wszystkim brakowało. Aż do  pewnego dnia jak zaczęłam szukać w Google (wyszukiwanie grafiką) - dekoracji na stół. Wyskoczyła mi masa  zdjęć. Kliknęłam na jedno  i wlazłam na blog Edyty i kompletnie tam  przepadłam! Zdjęcia mnie na tyle urzekły, że zeszłam niżej, zaczęłam myszkować i stwierdziłam że....? Nawet ludzie komentarze piszą! I od tego się zaczęło. Najpierw obserwowałam i pisałam anonimowo. Za jakiś czas wyskoczyła mi informacja , coś w stylu :
- załóż konto dobra kobieto, albo załóż konto z blogiem, na co czekasz?! Będziesz szczęśliwa!
Kurde, jaki ten wujek Google sprytny jest!
Dałam się namówić. Najpierw było tylko konto, nie byłam już anonimowa. Przez ten czas bytności już z twarzą i nazwą latałam sobie to tu, to tam po tej blogosferze niby ten motylek, zdążyłam nawet zawrzeć znajomości niektóre ze zgrzytami, ale.... Warto było. Tak na marginesie nadal jestem ciekawa KIM jest pani Iwona z którą miałam przyjemność na blogu Asi z Warszawy...hihi! (chętnie Cię poznam! Bez zgrzytów z mojej strony, obiecuję). Potem przyszła decyzja - zakładam bloga! I pierwszy post. Ciężko było. Nie mogłam połapać się w ustawieniach, dodawaniu zdjęć....Wiedza na ten temat przyszła dużo później i była wynikiem prób i błędów. Siadłam przed komputerem, przede mną była biała pusta karta, zupełnie jeszcze niezapisana... Powstały na niej pierwsze słowa i... poszło! Zaistniałam na blogspocie. W sumie nie tak od razu. Przez długi czas nie zaglądał do mnie nawet pies z kulawą nogą...  Było rozczarowanie, nawet decyzja żeby zlikwidować bloga. Ba! Nawet był już zgłoszony do kasacji, ale na unicestwienie się czeka. Jest na to odpowiednia ilość dni, można przed upływem czasu zmienić jeszcze zdanie. I tak też zrobiłam, inaczej nie czytalibyście tego teraz. Pamiętam pierwszą osobę, która się dopisała do obserwujących (dziękuję Kasiu!), potem doszły następne. Blog się rozwinął. Z początku może był i kojarzony jako blog kulinarny, (to pewnie przez ten zawał ciast i trochę kuchenny pierwszy baner). Nie jest też blogiem typowo ogrodniczym (wywaliłam oczy, jak u kogoś niedawno zobaczyłam go w zakładce: ogród... hihi!). Zatrzymuję na zdjęciach chwile, które mnie absorbują, są częścią mojego życia. Nie piszę dużo postów. Bo powstało ich dopiero ponad sto. Dlaczego? W pewnym sensie ważna dla mnie jest jakość niż ilość. Wiem, że wiele blogerek wrzuca po 3-4 posty na tydzień, ba! Czasami i więcej! Ja tego nie robię, bo nie przypuszczam, że życie realne byłoby dla mnie tym czym jest, jeżeli bym codziennie spędzała czas na wykombinowywaniu postów. Z początku blogosfera mnie rozbuchała. Jednak jak to się mówi, doświadczenie przychodzi z czasem. Są rzeczy których już nie robię na blogu i takie których robić absolutnie nie będę.
I tu mogę wielu osobom się narazić, i wywołam może wilka z lasu. Ale zauważyłam u niektórych z Was podobne przemyślenia, takie "na głos". A więc...
Nie prowadzę obserwacji za obserwację, nie daję też komentarza za komentarz... Kiedyś grzecznie dopisywałam się, jak ktoś i u mnie zaistniał. Nie robię tego obecnie, bo z wieloma blogami po prostu nie jest mi po drodze - kompletnie inne zainteresowania, inne tematy. Wiele prowadzących , to na pewno fajne babki, ale co Ja mogę napisać o poezji, szyciu, szydełkowaniu, malarstwie, kosmetykach, modzie... Mam tego typu blogi  u mnie na pasku bocznym i owszem.  Ale zaciekawiło mnie tam coś kompletnie jeszcze innego. Na jednych lubię dobre fotograficzne ujęcia, na innych teksty. Komentuję nieregularnie, bo po pierwsze i najważniejsze to cierpię na niedoczas. Wszyscy coś tworzymy, są w tym blogowym świecie lepsi, gorsi, są i prawdziwi prominenci blogowi. Z jednymi piszę, z innymi nie, niektórych tylko po cichu obserwuję i nawet nie przypuszczam, że oni coś wiedzą o mojej obecności.
Nie biorę udziału w wyróżnieniach, bo uważam, że są inne, fajniejsze formy wyrażenia sympatii.
Co do komentarzy, to nie lubię tekstów typu "extra", "piękne", dlatego i sama takiej ubożyzny słownej nie rozprzestrzeniam. Negatywne komentarze? Hmmmm... Zrobiłam się chyba zołzowatą jędzą, bo takie także czasami wychodzą z pod mojej klawiatury.Staram się pisać grzecznie, efekty są różne, ale  jeżeli ktoś czeka na szczerą opinię, to po co obwijać w bawełnę?
Jestem na Pintereście, ale nie piszę tam nic, bo lubię pooglądać, zainspirować się, i popodziwiać najlepszych. Nie ma mnie na Instragramie i nie będzie, nie mam też homepage bloga na Fejsie - chociaż była! Zanim jednak wypuściłam ten stwór w sieć, nacisnęłam na przycisk "kasuj". Rozsądek wziął górę. Przez głowę przeleciała myśl - ile mi to wszystko czasu zeżre... Następne wstawianie jednych i tych samych zdjęć, proszenie o lajki... Przecież nie prowadzę żadnej firmy, nie zarabiam tym pieniędzy. Masakra jakaś! Lepiej pójść z dziećmi na lody.

Coś jeszcze pozytywnego o blogu? Blog pozwala mi ćwiczyć  język polski, bo niestety ten mój polski jest już opłakany i  mam z nim trudności. Często piszę jakieś zdanie i przerabiam po parę razy. Zastanawiam się czy powinno być tak, czy inaczej zapisane. Głównym problemem jest składnia. Niestety, to robią prawie 24 lata życia w DE. Może teraz i zostanę zlinczowana jako matka, bo? Moje dzieci  nie mówią po polsku. Najstarszy mówi, ale w taki sposób, że w PL od razu będzie wzięty za obcokrajowca. Średni umie trochę... Najmłodszy? Hmmmm... Praktycznie wcale.

Co będzie dalej z blogiem? Dopóki mam z tego radość, będzie istniał. Wiem jednak, że nadejdzie taki dzień kiedy powiem sobie - dosyć! Jak zresztą wiele innych przede mną, których blogi zawisły w sieci, albo znikły na zawsze...
Ale póki co, to nie myślę o tym jeszcze.
A żeby nie było, że ze mnie nie tylko zołzowata jędza to i jeszcze  sknera się zrobiła....
Ogłaszam Candy!



Do wygrania są dwie lodowe gwiazdeczki. Dodały one uroku w poprzednie święta świecznikowi nad stołem. Jak to wyglądało, tak dla przypomnienia :



A więc do wygrania są dwie lodowe gwiazdeczki. Wylosowane będą dwie osoby, każda z nich dostanie ode mnie po jednym egzemplarzu.

Zasady zabawy takie jak i na wielu innych rozdawajkach:

- chętni do wzięcia w zabawie (prowadzący regularnego bloga) proszeni są o potwierdzenie udziału w komentarzu pod postem;
- ustawienie podlinkowanego zdjęcia z "Candy" w banerze u siebie na blogu;
- jeżeli mnie nie śledzisz, miło mi będzie, jak zostaniesz moim obserwatorem, ale to nie jest warunek konieczny...

Dodatkowo...

Zapraszam do zabawy moich znajomych z Facebooka., którzy chętnie zaglądają na bloga i wielokrotnie mnie dopingują... ;) Wystarczy, że w komentarzu pod postem wyrazicie chęć udziału w zabawie - dla nie mających konta : wybierzcie opcję Anonimowy i podpiszcie się waszymi danymi z Fejsa.

Bawimy się do Mikołajek. Wyniki ogłoszę w ten sam dzień wieczorkiem...

A więc...
Ktoś chętny?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)