Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 24 stycznia 2016

Zima

Witajcie!


Znowu długa przerwa nastąpiła na blogu, powody jak zwykle te same - ot brak weny, czasu, problemy... I... Niestety zmęczenie fizyczne i te psychiczne (?)
Czas między świętami a Nowym Rokiem nie sprzyjał bynajmniej sielance, a nowiuteńki kalendarz na Nowy Rok 2016 jeszcze przed pierwszym stycznia tonął  już w terminach (czasami nawet dwóch dziennie) na sprawy które MUSZĘ załatwić, (bez możliwości zamiennika na MOGĘ). Mój tygodniowy urlop zaraz na początku roku pożarły wyjazdy, rozjazdy, załatwiania spraw, że nawet się nie spostrzegłam i było po nim. Ot, pękł znowu następny jak gumka w majtkach!
Patrząc w lustro zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to Ja czy może jakiś robot, bo często ostatnio słyszę - kurcze, jak Ty dajesz sobie radę? Ja bym nie dała.
Nie, robotem zdecydowanie nie jestem, bo robota nie boli kręgosłup, że nie wspomnę o innych dolegliwościach. Chociaż czasami sobie myślę, że nie byłoby źle móc wyresetować z pamięci to co złe, to czego pamiętać się nie chce. Albo może i kiedyś wymyślą taką pastylkę, po której umysł będzie jasny i to mózg będzie wybierał  najlepszą opcję z możliwych, jak trzeba postąpić w danej chwili (zaraz mi się nasuwa film "Jestem Bogiem" z Bradleyem Cooperem. Dla tych co nie oglądali, osobiście polecam).
Depresja? Ot, sugestia pewnej bardzo mądrej pani. Tak, tak... Ona to widzi, przecież wykształcona pod tym względem jest jak cholera, leczy w końcu moje dziecko. Zdecydowanie powinnam zrobić TERMIN z odpowiednim terapeutą i to najlepiej jeszcze kimś od nich.
TERMIN?! Znowu k...a  TERMIN!
Pękłam. Podobno pokorne cielę dwie matki ssie, ale czy Ja mam ochotę być całe życie cielakiem? Ile tak jeszcze, jak długo? Mój muzg i bez cudownej tabletki zasygnalizował mi - STOP, jeżeli myślisz NIE, to powiedz do cholery wreszcie NIE!
Powiedziałam.
Bardzo mądra pani poprawiła okulary. Jakto? Dlaczego? Bo ona by na moim miejscu.......
Przerywam jej. Nie cierpię, jak ktoś używa tego zwrotu "Ja na twoim miejscu..." Bo czy ktoś jest na moim miejscu?! NIE! To niech nie daje lepiej takich "dobrych" rad. Co mi potrzeba? Na pewno nie spotkań z następną psychociotką na które muszę jeździć do Kolonii tracić czas oraz pieniądze,i  która to może na moim przypadku sobie jeszcze pracę doktorską napisze.
Dziękuję bardzo, ale nie wchodzę w to.
"....z wiekiem maleje zapotrzebowanie na zysk, a zwiększa się na spokój " powiedział tak mniej więcej Duńczyk w filmie "Vabank" i mogłabym go za te słowa uściskać. I to jest właśnie to czego mi brakuje - SPOKOJU, wyciszenia...
Ot, i ponarzekałam sobie. W końcu to mój blog, pisać mogę co chcę, a i dobre w tym wszystkim jest  to, że nie każdy czytać przecież musi.

A teraz przyjemniej.
Niestety nie mam wielu zdjęć ze śniegiem w roli głównej i nie są tak spektakularne jak na wielu zaprzyjaźnionych blogach, które odwiedzam. Bieli było w Brühl tyle, że ledwo ją zdążyłam aparatem uchwycić. Najniższa temperatura, jaką zarejestrował mój termometr, to -7°C



















Śnieg szybko stopniał i  nastąpiło znowu "przedwiośnie"...
Chyba na równi z jesienią nienawidzę takiego stanu pogodowego!
Jest tak nijako, beznadziejnie. Takiej zimy to Ja nie kocham, dlatego bliższe mi jest już wypatrywanie wiosny niż białego puchu.

Zdjęcia z połowy stycznia:



Chyba nawet trawkę mogłabym skosić... ;)


Na osłodzenie moich gorzkich żalów wypiek, który już kiedyś prezentowałam u mnie na blogu TUTAJ
Ciasto bardzo smaczne, kolorowe, wprowadzające w dobry humor nie tylko dzieci....
 


I tym słodkim akcentem kończę...

Do następnego!

Wasza D.

68 komentarzy:

  1. U Ciebie niemal lato w porownaniu z tym co sie dzieje u mnie za oknem:)
    Piekne zdjecia.Na ciasto nie patrze bo wszystkie gacie mi sie pokurczyly:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temperatury są na plusie to fakt, czasami jakieś przymrozki złapią nocą, ale lato to to nie jest.Bez kurteczki w ogrodzie nie posiedzisz, zresztą czesto pada deszcz, to i nieprzyjemnie wilgotno. Słońce nieco oszukuje swoją ostrością, jednak na krótkie rękawki musimy nieco zaczekać, bo inaczej grypka gotowa! ;)

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że ten post przyniósł Ci pewnego rodzaju ulgę i wspomógł oczyszczenie z negatywnej energii :)))))) Czasami dobrze sobie tak pogadać, ja robię to nagminnie i pomaga :D
    Za zimą nie przepadam, mam jej sama pod dostatkiem więc utkwiłam wzrok w szkielecie altanki, który bardzo mi się podoba :)))
    Moc buziaków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnego rodzaju ulgę mam, ale żeby wyzbyć się negatywnej energii musi trochę czasu upłynąć, niektóre sprawy musi pokryć kurz. Znam to z autopsji, za parę dni już będzie lepiej. Byleby tylko chociaż trochę zwolnić tempo i nie dawać się "terminatorom"...

      Usuń
  3. Trzymam za ciebie kciuki- za poprawę nastroju, wypoczynek i cząstkę szczęścia w sercu. Nie chodź do żadnych specjalistów- idź na spacer lub zakupy. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, raczej to pierwsze niż drugie. Sklepy staram się omijać, szczególnie te z drobiazgiem dekoracyjnym. Za dużo mi już tego wszystkiego w domu przybyło, zaczęłam konsekwentnie wyrzucać to i owo. W tamtym tygodniu "odgruzowałam" część piwnicy, zrobiłam tak zwaną "wystawkę".Wyleciały stare meble i wyleci jeszcze sporo innych rzeczy. Obecnie jestem na fazie przeglądania szuflad w pokoju dziennym.
      Jestem przerażona ile tego nazbierałam!
      Myślę, że jakoś intuicyjnie początek roku sprzyja takim porządkom dla każdej z nas... To też oczyszcza duszę. Dlatego wyrzucam to co już nieprzydatne, to co zawala, przeszkadza,źle się kojarzy z jakimiś sytuacjami i zabiera dobrą energię...
      Serdeczności!

      Usuń
  4. Wszystkim nam potrzebny Spokój,zgadza się...także życzę Tobie jak najwięcej spokoju i radości, która na pewno nadejdzie wraz z wiosną!pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! Na zimę nie mam co liczyć, pozostało więc tylko wyglądać zwiastunów i odliczać tygodnie....

      Usuń
  5. Oczywiście, że nie muszą czytać, ale chcą! A Ty przynajmniej troszkę zrzuciłaś z siebie ciężar. Niestety zbyt wiele na głowie przez dłuższy czas, odbija się w końcu spadkiem formy, zarówno fizycznej jak i psychicznej, tyle że z tego drugiego gorzej wyjść. Trzeba przetrwać do wiosny - wtedy słońce zrobi swoje. ;)
    Dobrze, że dodałaś, że to zdjęcia z połowy stycznia, bo bym myślała, że to wczesna jesień./ :)))
    Całuski serdeczne, trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...bo ta zima tutaj, to taka mieszanka jesieni z przedwiośniem!
      Kwitną nadal niektóre kwiaty z tamtego roku, co prawda marnie, ale kwitną! Nadal zrywam pietruszkę i szczypiorek z dworu...A krzak bambusa chyba lepiej się teraz czuje niż latem kiedy to była susza, teraz wypuszcza coraz to nowe pędy i jest w pełni zielony.
      Jakoś muszę przetrwać to całe "przedwiośnie", te na dworze i te w domu... Fakt, brak słońca sprzyja depresjom i złemu samopoczuciu, muszę zaaplikować sobie więcej wit. A, bo to właśnie brak słońca jest przyczyną jej niedoboru...
      Dziękuję za ciepłe słowa... :)

      Usuń
  6. I po to jest blog osobisty, żeby się wygadać. Dorotko,dużo odpoczynku Ci życzę. I spokoju. Świętego przede wszystkim :) Rozwiązania wszystkich problemów i wypełnienia kalendarza samymi słonecznymi dzionkami. Trzymaj się. Uściski przesyłam :)
    P.S. A zdjęcia zachwycające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ten "święty spokój" to Ja chyba już po tej drugiej stronie wykorzystam, chociaż kto wie, czy Ja akurat w to miejsce trafię, gdzie są tylko święci...hehe!

      Usuń
  7. Dorotko macie taką piękną pogodę o której ja już śnie, u nas oktutnie, przyszła odwilż, woda dookoła i pada deszcz:( a skosilabym już trawkę zieloną, soczysta i pachnąca...
    Ktoś mi kiedyś powiedział, że trzeba życie brać całymi garściami, takie jakie jest. I zamiast płakać cieszyć się z wszystkiego:)nikt nie mówił że życie jest łatwe, ale Dorotko jest piękne:)wszystko napewno się jakoś ułoży,nie znam osoby, która niema problemów, a Ty jesteś twarda kobitka:) Dasz radę! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mądry też kiedyś powiedział, że to co nas nie zabije to nas wzmocni...
      Ba! Wyboru się zbytnio nie ma, trzeba nadal ciągnąć ten wózek...
      Uściski...

      Usuń
  8. Wybacz, że poczułam się lepiej (ba! nawet się uśmiechnęłam) czytając iż nie tylko mnie zżerają podobne bolączki ;) Choć u mnie asertywności tyle co nic. Depresję by mi wmówiono, placebo zapewniając o jego skuteczności zaaplikowano i jeszcze pokłady wdzięczności za trafną diagnozę zbudzono ;D ... Bo ja naiwna jestem i wciąż wierzę w szczerość i dobroć ludzi.
    A zdjęcia robisz piękne! Ciasta zaś na pewno pyszne.
    Spokoju i wytchnienia życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, w szczerość i dobroć ludzi Ja wierzę coraz mniej. Wiem, że czasy są ciężkie, każdy chce zarobić, ale bez przesady...
      Każdy jest z nas tylko człowiekiem i niestety Ci co mają pewną władzę, pozycję,(pieniądze), często o tym zapominają.
      Serdeczności!

      Usuń
  9. Uśmiałam się z "pękła jak guma w gatkach" nigdy tego nie słyszałam, chociaż Tobie pewnie do śmiechu nie było.Dorotko trzymaj się ciepło, jak napisała powyżej Paulina idż na długi spacer, zrób coś tylko dla siebie. Wierz mi, to naprawdę pomaga.Dużo spokoju Ci życzę i wiosny w sercu, uściski kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już trzeci urlop z kolei, który właśnie tak mi pękł ze względu na Klinikę. Następny dopiero za pół roku, także jest o co niestety zgrzytać zębami. Jakoś do niego dotrwam, bo wyjścia i tak innego nie mam...
      Serdeczności!

      Usuń
  10. Ja na Twoim miejscu ;))) Szczerze napisawszy to zamiast inwestowac w psychologa, to zafundowalabym sobie fajny wypad, jakies spa, masaze, kosmetyczka z przyjaciolka, albo mezem :))) musisz uwazac, zeby jakis Burnout cie nie dopadl ;(((
    Trzymaj sie zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fajnych rzeczach piszesz Madziu, niestety kochana Ja to z całkiem innej bajki chyba jestem...

      Usuń
    2. A mnie to spa, masaze, a juz najbardziej to fryzjer, strasznie stresuja i wychodze zmeczona, a czasem wkurzona. Najlepiej to z kawka na kanapce :-)

      Usuń
    3. Byłam u fryzjerki na początku roku, bo już stan moich włosów był lekko powiedziawszy...hmmmm... mało estetyczny. Potężny odrost i co za tym idzie widoczna siwizna (znasz na pewno takie "przyjaciółeczki" co na Twój widok po dłuższym niewidzeniu - wielka radość /cmok, cmok/ i okrzyk - "...ale Ty posiwiałaś!". Fakt, fryzjer naprawdę odpręża, jeżeli masz oczywiście dobrego. Niestety odpręża i portfel, bo za moje pasemeczka i wyregulowanie brewek zapłaciłam prawie stóweczkę bez trzech Euro.Wyczułam nawet intuicyjnie, że pani fryzjerka najlepiej zobaczyłaby tą końcówkę jako napiwek... hehe!
      Nie zarabiam dużo, dlatego fryzjer jest dla mnie luksusem, rzadko sobie na niego pozwalam, bo mam inne wydatki. Teraz muszę ciułać na komunię Najmłodszego i dodatkowe wyjazdy do mojego Sredniego (800 km) dwa razy w miesiącu.Niestety nasze auto nie jeździ na energię słoneczną, a paliwo nie jest przecież za darmochę (szkoda!).Entspannung jest mile widziany, ale taki za który nie muszę zawsze płacić.

      Usuń
  11. Jestem za tym co napisała Magdalena, dobry masaż,czy wypad gdzieś z koleżanką to dobry pomysł.Kiedy ostatnio robiłaś coś dla siebie?
    Buziaki Doroto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmmm.... Jakiś czas temu pobuszowałam w Butlers i wyszłam z tamtąd z błękitnymi talerzami w kształcie rybek ( i przy okazji kacem moralnym, że wydałam tyle pieniędzy na skorupy, jakby talerzy w domu nie było... hehe!)

      Usuń
  12. A ja się uśmiałam, może to nawet nie wypada, ale naprawdę mnie rozbawiłaś. Do tej pory znałam tekst, że "pije to guma w majtkach", a tu proszę, urlop Ci pękł jak ta guma... Potem jeszcze ta "terapia", kiedy Tobie potrzebny jest tylko lub aż wypoczynek.
    I tego Ci życzę, żebyś troszkę odetchnęła i uporała się z codziennością. Uściski ślę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie odpoczywam.Jako rekompensatę straconego urlopu wzięłam sobie chorobowe zwolnienie od lekarza.Nie było przesadzone, bo rzeczywiście zaczynało mnie już coś łamać. Jeszcze tylko jeden dzień i znowu niestety do kieratu!

      Usuń
  13. Dorotko, życzę Ci, aby wszystko się ułożyło... żebyś poczuła sie lepiej. Zaraz nadejdzie wiosna i będzie ok:):):)
    Przebiśniegi wygladają bajecznie... przedwiośnie u Ciebie niesamowite:)
    I te ciasto... Ślinka leci:)
    Trzymaj się kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nati, wiosna "przedwiośniowa" (jak ją zwał tak zwał!) u mnie już jest! hehe! Kwitną już przebiśniegi i zaczynają krokusy u mnie w ogródku. Dzisiaj nawet odkryłam jednego kwitnącego anemonka... Sniegu nie ma, słońce świeci intensywnie nadal tak jak na zdjęciach pokazałam. Na zimę się już nie ustawiam nawet myślami. Wybieram się po jakieś hiacyntki i tulipany do sklepu. Swieże kwiaty wprowadzają zawsze w dobry nastrój, lubię je dotykać.... :)

      Usuń
  14. Duńczyk z Vabank powinien Nobla dostać za te słowa! ;) Ja też widzę, że z wiekiem przedkładam spokój ponad wszystko... bo jak brak spokoju to zaraz jakaś choroba się przyplącze a jak człowiek choruje to nie ma spokoju i tak tworzy się błędne koło, które trudno przerwać. Czekam na wiosnę z nadzieją, że dłuższe dni i słońce przyniosą odprężenie i spokój... miejmy nadzieję, że tak będzie! :)
    Nie lubię jak ktoś mówi - "ja na twoim miejscu..." to tylko gdybanie, które najczęściej wkurza i nie wnosi nic konstruktywnego. Myślę,że ci szafujący takimi tekstami, gdyby byli "na miejscu..." to palcem do d...y by nie trafili ;)) podług przysłowia, że krowa, która dużo ryczy mało mleka daje ;)))
    Ściskam! :)***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duńczyk ma szacun! hehe!
      Ostatnio wzięło mnie na oglądanie starych polskich filmów na YT. Akurat pod tym względem są duże korzyści z posiadania internetu.
      Wczoraj Tim wspomniał mi o możliwości dodatkowej pracy popołudniami dwa razy w tygodniu (prywatnie).Jeszcze rok temu bym się na to pokusiła. Obecnie przy moim zaganianiu i dolegliwościach wolę mieć mniej, i skromniej żyć, niż się zarzynać.
      Bo co mi po tych pieniądzach? Będą i pękną, a zdrowia straconego i tak sobie za nie nie kupię.
      To "ja na twoim miejscu" powiedziała mi ordynatorka Kliniki Dziecięcej.Ona nie jest i nie będzie na moim miejscu, bo prowadzi całkiem inne życie. Rozmowa z nią była o wiele dłuższa, po której stwierdziłam, że Ja i Ona to dwa różne światy. Jej świat jest mi bardzo daleki, a Ona nie pojmuje mojego.
      Uściski!

      Usuń
  15. Oj, jak bym to wszystko wyrzucała na papier ze swojej głowy!! Nie cierpię słowa: terminy, niedoczas, trzeba i muszę. Czasem czuję się jak robot albo zabawka na baterie, która ktoś włączył i czeka kiedy jej się bateria wyczerpie. Nie potrafię odpuścić i oduczyłam sie wypoczywać. Jak w końcu zawezmę się i znajdę chwilę dla siebie to z każdego kąta domu do mnie krzyczy coś co MUSZĘ zrobić. Ja też uściskała bym Duńczyka za ten cytat. Wiesz, co powoli ale jednak mnie uczy wyhamowania w tym pędzie.... choroba, sypiące się zdrowie ze stresu, pędu, nadmiaru zadań jakie biorę na siebie. Życzę Ci więc spokoju, dużo spokoju, mniej tego co MUSISZ więcej tego co Lubisz. Pozdrowienia z Przytulnego Domu. Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... Niestety zwalniamy dopiero tempo jak sypie się zdrowie, za duże ciężary przygniatają, a stres to chyba towarzysz drogi już na stałe w dzisiejszych czasach każdego z nas... Duńczyk to postać filmowa. Ale są realni ludzie, których spojrzenie na życie i mądre słowa mogą wiele nauczyć. Znasz to na pewno:
      "Co jest najśmie­szniej­sze w ludziach? Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. [...] Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli." /Paulo Coehlo/
      Z tym co LUBIĘ muszę trochę poczekać aż moje Najstarsze dziecię się wyprowadzi. Wreszcie ten pokój chcę ogarnąć i przystosować dla Najmłodszego. Narazie panuje tam CHAOS i bałagan (bynajmniej nie artystyczny).To będzie ostatnie pomieszczenie do przerobienia. Wiele w domku nie będę już zmieniać. Chyba będę musiała poszukać sobie jakieś nowe Hobby... hehe! ;)

      Usuń
  16. Chyba wszędzie już po zimie jest. Ciasto super apetyczne masz, akurat na takie ponure dni :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy wszędzie, u mnie praktycznie jej nie było...
      Kwitną pierwsze wiosenne kwiaty na dworze, także czas przestawić na wiosenne tory...
      Pozdrówka!

      Usuń
  17. Mam wrażenie że juz Ci lepiej nie? Nie m a to jak wyrzucić z siebie tupnąć nogą i lux
    Spokoju życzę i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piję uspokajające herbatki... hehe!
      Nie wiem co jutro będzie, bo pierwszy dzień do pracy po chorobowym. Mam nadzieję, że nikogo słownie niepokąsam... ;)))

      Usuń
  18. Każda z nas ma lepsze i gorsze dni, przecież jesteśmy kobietkami - prawda?
    Życzę spokoju i radości, wiosna tuż, tuż...
    Piękne fotki - czekałam na nie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Beaciu, byleby tych gorszych dni nie było zbyt wiele naraz. U mnie była kumolacja...
      Fotki takie sobie, bo to tylko namiastka (atrapa?)zimy. Dopisałam się jakiś czas temu do wyzwania fotograficznego u Reni na temat tej pory roku. Niestety muszę odmówić, bo co Ja mogę pokazać? "Przedwipośnie"?
      Trzymaj się! :)

      Usuń
  19. ja tak musiałam wystopować ze względu na zdrowie i stan psychiczny, teraz muszę o nie zadbać, a potem poszukać pracy, która mnie nie zabije... choć wiem, że to nie łatwe, dobrze to napisałaś, nie ma jak gadki w stylu ja wiem lepiej co dla ciebie dobre... ta jasne, oj te te panie psycholog... trzymaj się, nie dawaj, bo zwyczajnie życie tego od nas kobiet wymaga, przyjdzie czas i na dobre chwile ;)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety nie mogę pozwolić sobie żeby przestać pracować, bo jestem głównym zarabiaczem... Pracę w sumie nie mam złą, ale wyczerpującą, bo pracuję fizycznie. Chociaż to tylko cztery godziny dziennie, ale po tylu latach robienia tego samego odczuwam już kręgosłup, łokcie, etc. Wybieram się (narazie w myślach!) do mojej głównej szefowej, liczę, że może jest jakaś inna możliwość pracy nieco lżejdzej.Boję się, że spławi mnie jeszcze odpowiednio to komentując. Jednak wizja tyrania ponad dwadzieścia lat (do renty) jak do tej pory przeraża mnie, czuję że to mnie kiedyś zabije.
      Zyczę Ci zasilenia swoich sił i powodzenia! :)))

      Usuń
  20. Widzę, że dzisiejszy post jest na filmowo. Proponuję Ci więc film pt. "Bóg nie umarł".
    Naprawdę niezły.
    Piszesz, że to Twój blog i możesz pisać co chcesz. Też mi się tak wydawało, ale chyba zaczynam zmieniać zdanie, ponieważ moje spostrzeżenia niektórym bardzo się nie podobają. No ale co tam. Skoro ma się bloga, trzeba się również liczyć z tym, że ma się też różnych gości. Pozdrawiam bardzo optymistycznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmy rzadko oglądam, wykorzystałam moment, że leżałam chora, także była okazja pooglądać sobie coś na YT, bo nowego odbiornika tv jak narazie się niedorobiłam. Mój Timo wspaniałomyślnie chce nam zostawić swój (jak się z wszystkim już od nas oczywiście wyprowadzi). Najbardziej radosny z tego powodu jest mój mąż, bo dla mnie telewizora to w ogóle mogłoby nie być. Film "Bóg nie umarł" obejrzałam wczoraj, najbardziej wzruszający moment dla mnie to ten ze starszą panią chorą na demencję, kiedy to przemówiła bardzo mądrze do swojego syna. Pracuję wśród starszych ludzi na codzień, z demencją mam także takie panie. Niestety starość przebiega różnie.I nie zawsze to jest dożywanie ostatnich lat w spokoju. Najczęściej jest to życie w bólu, cierpieniu, osamotnieniu, bezradności...
      Moja droga, Ja się liczę z tym, że nie każdemu może spodobać się to co piszę, ale czy musi? Nie mam też obiekcji z tego powodu, że dostanę krytyczne komentarze (patrz zakończenie strony).Dopóki nie ma złośliwości, tylko obiektywna krytyka, nie potrzebuję korzystania z opcji zatwierdzania komentarzy.
      Rozmawiając prywatnie (rozmowy telefoniczne) z paroma blogerkami, często padało od nich stwierdzenie "twój blog jest taki radosny,taki optymistyczny".
      Ale czy życie jest zawsze wypełnione rasościami?
      Nie! Są i te dni gorsze, a że przelałam nieco (naprawdę, tylko nieco) goryczy na blog, to już nie jest fajnie, bo?
      ...niewypada, gdyż źle zostanie to przyjęte przez ten wyidealizowany świat blogowy w którym przecież nie ma miejsca na gorycz, bo "cukierki" lepiej się ogląda, lepiej się czyta... W sieci pisze parę milionów blogerów, samych blogów jest jeszcze więcej. Na moim pasku bocznym podzieliłam blogi na grupy : ogrodnicze, wnętrzearskie, kulinarne etc. Na jednych podobają mi się zdjęcia , na innych znowu sposób prowadzenia (pisania).
      Wiesz, które z nich są dla mnie najciekawsze?
      Gdzie prowadzący są po prostu sobą.
      Marysiu, jeżeli nie podoba Ci się treść posta, nic na to kochana nie poradzę, bo to jestem po prostu OBECNA JA(sfrustrowana "voncologne") ;)

      Usuń
  21. Ja też lubię czasami ponarzekać. Ciasto wygląda apetycznie.Poproszę o przepis.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...no to jest nas narzekających więcej! hehe! ;)
      Przepis jest na u mnie na blogu. Podlinkowałam w tekście posta.

      Usuń
  22. Oj Dorotko, nie wiem co powiedzieć...wszystko ma swój czas, kiedyś ten zły przemija ale ile z nas wyssa to wiemy tylko my i naprawdę nikt nie wie jak to jest bo nie jest nan naszym miejscu nigdy. Wytrwałości i relaksacji Ci życze o ile to mozliwe....pozdrawiam i ściskam:) Bea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Echhhh.... Jutro będę się relaksować w samochodzie. Dwieście kilometrów w jedną stronę i drugie tyle z powrotem. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że zobaczę się z moim synkiem. Wiem, że zła passa kiedyś przeminie, czekam na ten moment. Zaczęłam ostatnio robić obchód ogródka. Czuję przez skórę, że z nadejściem wiosny nie tylko ogród wróci do życia, ale Ja też.
      Uściski! :)))

      Usuń
  23. Najlepiej przeczekać gorsze czasy i myśleć pozytywnie. Oczywiście, że sama wiesz najlepiej co jest dla Ciebie dobre i nie ma sensu nabijać tym komuś kieszeni. W dzisiejszych czasach trudno o spokój, więc ja właśnie najbardziej go sobie cenię - święty spokój to jest to :)
    Trzymaj się kochana i nie poddawaj się. Będzie dobrze! :)
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małymi kroczkami odnajduję spokój...
      Dziękuję za ciepłe słowa... :)

      Usuń
  24. Dorotko bardzo tu Cię brakowało,jak czytam Ciebie to tak jak siebie,po 25 latach bycia matką ,żoną i mobilną fryzjerką czytaj cały czas w biegu,rok temy trafiłam z własnej nie przymuszonej woli do specjalisty zeby zrobił coś z haosem który panował we mnie od dawna ale dawałam mu kopa i szłam dalej,niestety przyszedł czas kiedy ja wojowniczka z mieczem i tarczą nie miała już sił na kopa.Wiadomo nie dajemy się MY????Przecież to my silne ,szybkie,uśmiechnięte,obiady ,ciast,wywiadówki,biwak,goście.A tu raptem nie moc,płaczki,drżenia,kołatania.Bronie się,lekarzowi nie pozwalam na wiele,bo mam dawać radę jeśli sama mogę,wyjazdy nad moje jezioro działają cuda,odwliłam od siebie muszę i co to będzie jak nie zrobię,chyba też dlatego i moje blogowanie koślawe to koślawe ale odstresowuje i myśli zajmuje,a życie choć piękne to nie głaszcze,wiem że to banał powtarzam teraz sobie do bólu aby wszyscy zdrowi byli to jakoś poeci dalej a jakbym zaczęła Ci moje wymieniać kłopociska to tydzień byś lekturę czytała.Trzymaj się Dorotko-wojowniczko i nie każ tak długo czekać na Ciebie i piękne foty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, blog jest dla mnie też pewnego rodzaju odprężeniem, dlatego go nadal prowadzę. Nieregularnie co prawda, ale piszę. Nie narzucam sobie pisania dwa razy w tygodniu, raz na tydzień, czy innego zobowowiązującego TERMINU z pojawianiem się postów. Odprężenie ma być spontanem a nie przymusem. Piszę o tym co mi w duszy gra, może i ten post wyda się wielu zbyt prywatny, zbyt osobisty i czy powinnam coś takiego w ogóle publikować (?). Wiele blogerek prowadzi na blogach swoje prywatne zapiski, kto czyta i komentuje, ten czyta, ktoś inny może tylko przeczyta i nie napisze nic. Nie widzę w tym nic złego. Każdy musi wyznaczyć sobie samemu granicę o czym może pisać, i na ile prywatnie, żeby też i sobie nie zaszkodzić. Ja mam też tą swoją granicę i akurat tym postem myślę że w ogóle jej nie przekroczyłam.
      Basiu, na wiele z nas (tych silnych bab!)nachodejdzie kiedyś kiepski okres. Ja czasami się nawet już zastanawiałam, czy to przypadkiem już nie przekwit?(!)
      Nie chcę żadnych wizyt u psychologów, bynajmniej nie w Kolonii. Będę miała taką potrzebę, to poszukam sobie w moim mieście. Jednak sądzę że nie prędko, bo sam człon wyrazu PSYCHO źle na mnie działa... hehe!
      Twoje kłopociska gorsze? A to ciekawe, chętnie bym porównała, bo mam wrażenie, że same plagi egipskie na mnie ostatnio spadają... Odezwij się do mnie na priv, chętnie pogadam... :)

      Usuń
  25. Dziwna zima w tym roku. U nas stopił sie śnieg, nawet nie zdążyliśmy ulepić bałwana. A od ponad tygodnia chorujemy , po koleji wszyscy. Narobiłaś mi smaka na coś słodkiego, jutro cos piekę a dzisiaj zrobie wafle z krówką, ściskam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, u nas już po zimie!
      Powyłaziły wiosenne kwiaty i już kwitną! Muszę obfocić.

      Usuń
  26. I also do not like winter! There is also a snowdrops and now the snow melts, but April was far away .... Beautiful pictures! And beautiful colorful cake, that brings mood ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zima bardzo łagodna, nie wiadomo czy się cieszyćczy wpadać w panikę... Ja wolałabym jednak taką jaką pamiętam z dzieciństwa....
      Serdeczności!

      Usuń
  27. Prekrásne fotky ! Som rada, ze som na teba natrafila :) Jana

    OdpowiedzUsuń
  28. Chciałabym zobaczyć w lutym kogoś, kto kosi trawę. Chociaż patrząc za okno i termometr jest duża szansa na taki widok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlazłabym już z kosiarką, tylko zbyt mokro, bo co i rusz pada, i pada...

      Usuń
  29. Dorotko, może to nie na miejscu, ale uśmiałam się. Z tej psycho co jej prosto z mostu dałaś ;) Dobre rady z którymi nie wiadomo co zrobić jak to w naszym domku mówimy... Lepiej w worek treningowy zainwestować, gdzieś koło drzwi powiesić i tak od czasu do czasu przywalić z całych sił :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, kiedyś mój Najstarszy miał taki worek. Szkoda jednak moich rączek, wolę wyrzyć się w sprzątaniu....hahahaha!

      Usuń
  30. Oj Dorotko... Jak ja cię doskonale rozumiem... Te terminy... Czasem mam ochotę spakować się i tak sama samiuteńka uciec w siną dal... Ale się niestety nie da i znów wracam do rzeczywistości, do tych spraw, terminów i obowiązków... Dasz wiarę, że teraz jestem z dziewczynkami w Polsce na URLOPIE, ale wcale a wcale to urlop nie jest. Jestem jeszcze bardziej zmęczona niż normalnie... A tu jeszcze trzy tygodnie zostało. Pociesza mnie tylko fakt,. że spędzam miłe chwile w rodzinnym mieście i z siostrą oraz wspaniałymi przyjaciółmi :)
    Pozdrawiam gorąco kochana :) A zimę macie taką jak my w Anglii :) Istna wiosna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, Ja też nadal to ciągnę, te obowiązki, TERMINY... Z niektórych jednak spraw staram się zrezygnować (i to robię), żeby w efekcie końcowym nie wyglądać jak Zombi.
      ILE TY W POLSCE JESZCZE BEDZIESZ?!!! O matko i córko! Ja bym chyba nie dała rady mieszkać tyle czasu u rodziny (znasz to przysłowie o gościach i rybie...hihi).Rodzinne spotkania TAK, ale mieszkać wolałabym oddzielnie.

      Usuń
    2. Dorotko ja w Polsce jeszcze do 17 lutego :) A na szczęście mieszkam w PL w mieszkaniu moich rodziców, które stoi puste bo oni od kilkunastu lat są w USA :) Więc nie jest źle, jakbym mieszkała u siebie :)

      Usuń
    3. No i zapomniałąm wspomnieć, że ja też uwielbiam mieszkać tylko z moim A. i dziewczynkami :)
      Wolność przede wszystko hihihi
      Pozdrawiam kochana :)

      Usuń
    4. A to całkiem inna inszość! Ja niestety tak dobrze nie mam. Najczęściej, jak jechaliśmy do PL, to do mojej Mamy, albo do szwagierki. Wolałabym jednak "wolność", bo urlop u rodziny to dla mnie nie urlop. Wszystko na czas, ciągłe odwiedzania kuzyństwa i co za tym idzie PRETENSJE, bo u tych byliśmy tylko raz , a u tamtych trzy razy i już obrażeni! A My przecież jedziemy odpocząć, a nie męczyć się odwiedzając i odwiedzając (oczywiście nie z pustymi rękami, ale to już inny temat...hihi!)

      Usuń
    5. O tych odwiedzinach i obrażaniu to coś niestety już wiem... Ale nie da się pogodzić wszystkich :) Dawno już wyszłam z założenia, że najważniejsze bym to ja i dziewczynki były szczęśliwe :)

      Usuń
  31. Dorotko, mam nadzieje, ze już lepiej i wraz ze słońcem wróciła Ci pozytywna energia. Przesyłam Ci jej jak najwięcej i życzę mniej zmartwień. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko... Zyję, jestem, nikogo nie pogryzłam... ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)