Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


czwartek, 18 lutego 2016

Pokój ośmiolatka prawie ukończony!

Witajcie!


Można wreszcie powiedzieć, że prawie osiągnęłam zamierzony efekt!
Najmniejszy z naszych trzech pokoi jest już odgruzowany (!!!) i co za tym idzie - przysposobiony dla mojego Najmłodszego. Jeszcze miesiąc temu urzędował w nim Timo. Ot, do niedawna jeszcze student,  także i po studencku ten pokój był wcześniej urządzony. Nie powiem, żeby moje Najstarsze dziecię przykładało uwagę do wystroju, a już w kwestii porządku, to raczej panował tutaj delikatnie powiedziawszy - "artystyczny nieład"...
Nie mam zdjęć "sprzed", bo z racji szanowania prywatnej sfery Najstarszego, nigdy takowych tutaj nie robiłam. Zresztą widok nie byłby zbyt ciekawy, wiele kątów zagraconych do maksimum, na szczęście to już przeszłość.
Z pokoju tego wyleciało wiele rzeczy, niektóre jednak zdecydowałam się zostawić ze względu na funkcjonalność i co to mówić, ograniczony budżet. W zakładanej kolorystyce postawiłam na białe meble, gdyż pokój jest mały, wąski i chodziło mi o optyczne powiększenie przestrzeni. Z racji, że białe meble nie są zbyt męskie, postanowiłam bardziej dodać tutaj charakteru kontrastem - dorzuciłam ciemny turkus i czerń.

Jako pierwsze zostało tutaj wymienione łóżko. Nie szukałam zbyt daleko, ot tradycyjny Hemnes, przez jednych uwielbiana seria, przez innych znowu znienawidzona chyba do granic możliwości.
Cóż mogę powiedzieć?
Do pokoju dziecięcego jest to dobry wybór.  Łóżko się rozkłada, co daje możliwość przenocowania kolegi, ma głębokie szuflady, gdzie bezproblematycznie można schować pościel.
Nie jest to jednak łóżko dla dorosłych!
Przy rozłożeniu na dwie osoby (dorosłe), na części wysuwanej, wyczuje się pod materacem  łaty.  Mamy to już przetestowane.


Z racji niezbyt dużego budżetu na umeblowanie, przemalowałam na biało stary regał Tima na książki.
Powiem szczerze, że gdybym wiedziała co mnie czeka, wolałabym chyba zabólić i kupić nowy... hehe! ;) Malowałam i malowałam... I wałkiem i pędzlem.. Echhh... Efekt końcowy średnio mnie zadowolił, a wygląda to tak:



Pokój jest wąski, co widać na zdjęciu niżej. Nie ma zbyt dużo przestrzeni do zabawy "na środku". 
Z racji wykorzystania jak najbardziej optymalnie tego miejsca, wiele lat temu zrezygnowaliśmy z klasycznego biurka. Od ściany do ściany została zamocowana robocza płyta kuchenna. Konstrukcja ta jest bardzo stabilna i w stanie idealnym, także to jest pozostałość po starszym bracie jaką odziedziczył Joshua. Fotel także... Z tym to już gorzej, ten musi zostać zastąpiony nowym.




Po przeciwległej stronie łóżka stanęły dwa nowe meble. Regał Kallax i komoda Hemnes.
Regał został zawieszony na ścianie. Od spodu dostał oświetlenie. Jest to praktyczne, szczególnie rano, czy wieczorami. Uważne oko wychwyci na tej ścianie namalowany turkusowy pas... Nie jest to jednak moje dzieło,  Timo ma także duże zamiłowanie do odcieni blue, ot niedaleko jabłko od jabłoni... hihi! ;)))
Między obydwoma meblami podwieszone są dwie metalowe tablice, do których Joshua może przyczepiać swoje ważne i mniej ważne zapiski.





Sosnowa szafa, to też pozostałość po Najstarszym...
Przemalowywać jej raczej  nie zamierzam (wiecie, moja miłość do drewna), myślę że zostanie taka jaka jest.



I na tym koniec  na dzisiaj nowości z pokoju ośmiolatka... :) 

Lecę dalej do obowiązków! Czeka mnie nadal mozolne sortowanie i wyrzucanie z szaf, szuflad...
Ot, wiosna idzie! :)))
Czas na porządki!

D.


sobota, 6 lutego 2016

Bez wielu zbędnych słów...

Hej!


Północna Westfalia, Brühl, 6-sty lutego 2016

Zima, czy wiosna?




 

 






 







Parę dni temu przyniosłam do domu z ogrodu gałązki magnoli. Zaeksperymentowałam...
Byłam ciekawa, czy z takich małych pączków coś się rozwinie...

Zakwitły! 



...ale i na dworze w osłoniętych miejscach także!



Miłego Weekendu moi drodzy...

D.

środa, 3 lutego 2016

Oponki trochę inaczej

Hej!


Dzisiaj będzie krótko, zwięźle, (bez mojego narzekania...), ale za to smacznie...

 
 
Przepis wynalazłam przedwczoraj  i zaraz następnego dnia przetestowałam!
Papanasi. Są to rumuńskie pączki. Przepis  pochodzi z bloga  "Moje wypieki". 
Słodkość naprawdę godna polecenia, są to oponki na bazie sody, szybkie do wykonania. Z uwag co do przepisu - trzeba mieć nieco pojęcie z utrafieniem wilgotności ciasta, osoby nie mające doświadczenia z pieczeniem mogą mieć z tym problem. Ja użyłam gotowego sera do serników, także musiałam więcej podsypywać mąki.





Kto jeszcze nie zaopatrzył się w pączki na jutrzejszy dzień, ten ma jeszcze okazję sam sobie zaszaleć w kuchni.
(Ja padam już z przeżarcia , odchudzanie po karnawale... hihi! ;) )

Uściski!

D.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)