Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


sobota, 26 marca 2016

...z życzeniami pędzę!

Hej!


Miał być nieco inny post jeszcze przed świętami, niestety  nie wyrobiłam się w czasie.
Ot, utknęłam między wypiekami i sprzątaniem...
Dziękuję za komentarze i  życzenia pod poprzednim postem, nie jestem jednak w stanie na wszystkie odpowiedzieć, chociaż czytam je uważnie...

 Także dla wszystkich tutaj zaglądających....
... oby te Święta Wielkanocne przepełnione były pokojem, miłością i odpoczynkiem w gronie najbliższych!
 Niech radosny dzień Zmartwychwstania Pańskiego odnowi wiarę i wniesie nadzieję, a powracająca do życia natura będzie natchnieniem w codziennym życiu.
Wesołego Alleluja!
:)









niedziela, 20 marca 2016

Groszki, groszeczki... Ja wszystkie was kropeczki! Moje pastelowe LOVE...

Witajcie!


Różowego koloru  normalnie niecierpię (czy to w pudrowym wydaniu, czy w intensywnym pink), jeżeli kupiłam jakiś ciuch w tym kolorze, to był to przypadek i pozbywałam się go w mega szybkim tempie, wręcz z odrazą - "...bleeee! ...jakie to mdłe! absolutnie brzydkie! ... jak ja w tym wyglądam?!"
Ale na ten czas (wiosna) jakoś nie mogę go uniknąć (!!!) Pcha mi się sam do koszyka w sklepie, w kwiaciarni... Echhhh...
Tak w ogóle (zakładając!) Wielkanoc w tym roku miała być w bieli, niebieskościach i kolorze lila... Jednak co Ja na to poradzę, że ten "wstrętny" róż jednak musiałam dołożyć?
Co za natrętny kolor... ;)

Jako pierwszy wylądował na podwieszonej gałęzi nad stołem (mój świecznik jeszcze tu wróci!).
Zobaczcie jaki on brzydki... Taki brzydki, że aż ładny... hehe! ;)



A ta gałązka to moja nowa zdobycz....


Wcześniej (na oknie) miałam gałązki wierzby ozdobnej (mandżurskiej, zwanej też babilońską). Mam ją w ogrodzie. Z racji jednak, że gałązki wstawiłam do wody, bardzo szybko się zazieleniły i puściły korzenie. A że mam w ogrodzie w jednym miejscu lukę w żywopłocie, stwierdziłam, że to dobry sposób, żeby zaeksperymentować i tej "dziury" się tam pozbyć. Także gałązeczki są tam już zaflancowane.
Zamiast wierzby mam teraz wiszące dwie gałązeczki powykręcanej ozdobnej leszczyny (Contora).
U nas w DE gałązki obydwu tych drzewek są bardzo popularne na obecny czas.  Dlatego, że są bardzo dekoracyjne do podwieszania jajek, czy innych dekoracji... Pamiętam, że prawie ćwierć wieku temu jak przyjechałam pierwszy raz do Niemiec, zobaczyłam w jakimś biurze taką właśnie podwieszoną gałązkę wierzby. Wisiały na niej  ptaszki. Osoba po drugiej stronie biurka, która załatwiała dla nas papierki wyłapała mój zachwyt i powiedziała -"Schön"? Podświadomie załapałam, że to znaczy "ładnie". I w taki w oto sposób mój zasób  niemieckich słów zbudowany  głównie na "Czterech pancernych" - "Ja", "Nein" i "Hände hoch!" wzbogacił się o następne niemieckie słówko... ;)))
Gałązki wierzby i leszczyny są nieco podobne... Noooo... Zdecydowanie jednak leszczyna jest bardziej powykręcana. Różnica jest też we wzroście. Wierzba rośnie szybko, zaś leszczyna bardzo, ale to bardzo powoli...
Jeżeli ktoś chciałby taką gałąź sobie powiesić i ozdobić a nie ma dostępu do  takich powykręcanych, to mogę zapewnić, że może to być każda inna zgrabna gałązka, na przykład magnolii...



A że róż rzuca się mi teraz wszędzie na oczy, to i w skorupach też go nie zabraknie...


Nie mogłam przejść obojętnie koło tych talerzyków...
Pastelki!
...i te groszki!


Jakoś wszelkie groszki, kropeczki się mnie także uczepiły...


Nawet ciasto także takie "kropkowate"...


Przepis znalazłam na TUTAJ  -"Ciasto lampart".
Nie jestem w stu procentach zadowolona, wypiek ten na pewno będę jeszcze powtarzać, tylko z moimi własnymi przeróbkami w przepisie. Centki lamparta nie wyszły mi takie jak w źródle przepisu (raczej przypominają mi centki żyrafy), następnym razem do ciasta średniobrązowego dam mniej kakao (tym co chcą wypróbować przepis też to radzę). Ja dałabym też więcej cukru.Wypiek ten to w sumie taki rodzaj chałki, także z marmoladką i twarożkiem smakuje chyba najlepiej...





Ostatnio testowałam też babkę z zajączkiem w środku.
Przepis znajdziecie TUTAJ.
Z uwag co do przepisu, to jest to babka naprawdę bardzo pracochłonna, czyli nic dla tych co nie lubią długo się pobawić w kuchni... Optycznie wygląda bardzo fajnie, bo po przekrojeniu wyskakuje zając.... ;) Jednak, żeby dobrze go było widać, to przy układaniu na jasnym cieście powykrawanych kakaowych zajączków,  radzę bardzo gęsto i ściśle je ułożyć w rzędzie.




I to by było tyle z dzisiejszej mojej pisaniny....
Uściski dla tych, którzy tutaj zaglądają... :)))
Przed Wielkanocą  jeszcze się odezwę!

Wasza D.
:)

sobota, 12 marca 2016

Pieczeń z mielonego i bekonu

Hej!


Dzisiaj kulinarnie...
Ot, i nasz dzisiejszy obiad:


Pieczeń z mielonego i bekonu.
Danie fantastyczne!

Jedna z moich znajomych na Fejsie udostępniła jakiś czas temu film, po którym stwierdziłam - kurcze, muszę to jedzonko wypróbować!
Ci, co są na moim Facebooku mogą zobaczyć filmik, jak to się dokładnie robi. Niestety nie wiem dlaczego ale nie mogę tego filmu przerzucić na bloga.
Ale dla chcącego nic trudnego...
Pokażę krok po kroku jak się to przygotowywuje... Składniki dobrałam opcjonalnie, bo na filmie nie było gotowej recepty.


A więc Ja zrobiłam to tak:

Pieczeń z mielonego i bekonu

500g mielonego (wieprzowina z wołowym)
200g bekonu śniadaniowego w plasterkach
200 g mozzarelli  w wiórkach
mała cebula
jajko 
parę plasterków słodkiej papryki
parę plasterków jalapeno (rodzaj ostrych papryczek)
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki miodu
suszony czosnek
sól, pieprz, papryka
zielona pietruszka do posypania
1. Wybierz odpowiednie, najlepiej okrągłe  naczynie do zapiekania w piekarniku.
Ja użyłam patelni (rączkę od niej mogę wkładać do pieca).
Rozłóż na brzegach plastry bekonu tworząc "słońce".



2. Przygotuj mięso mielone, oczywiście możesz zrobić inaczej według własnego uznania.
Ja rozdrobniłam cebulę na kosteczkę, dodałam jajko, sól, czosnek, pieprz i paprykę.
Wymieszaj to i ułóż na plastrach bekonu.



3. Posyp mozzarellą.



 4.  Na serze poukładaj plasterki papryki i jalapeno.



5. Zawiń bekon do środka.



6. Posmaruj sosem sojowym wymieszanym z miodem.





7. Zapiekaj w nagrzanym piekarniku (termoobieg 180°C) do  momentu zasmażenia się bekonu i sera.



Proste?
Myślę, że nawet bardzo! :)







Smacznego!


D.
:)

niedziela, 6 marca 2016

Wielkanocne deko i "Tort Mimoza" (Torta Mimosa)

Witajcie!


Ratunku! Czas mi ucieka nie wiadomo kiedy, też tak macie?
Mamy już marzec i co za tym idzie niedługo (!!!) Wielkanoc, a ta zbliża się dużymi krokami.
Dlatego akcję z dekoracjami na ten czas uważam  za rozpoczętą!
Kolorystyka w tym roku podobna do zeszłego roku, bo stawiam na biel, która jest idealnym tłem do wszystkiego, oczywiście niebieskości ( jakże mogłoby być inaczej?)) ale...
...dorzucam do tego  dodatkowo odcienie lila.
Wiosna jest dla mnie taką porą roku, kiedy to najfajniejszą dekoracją na ten czas są świeże sezonowe kwiaty, także stawiam na te żywe - hiacynty, bratki, szafirki........ itd, itd.........

Miłego oglądania:






















A teraz zapowiedziane słodkości.

Zapraszam na "Tort Mimoza"!

... a właściwie dwa torty Mimoza, tylko w dwóch wersjach. Pierwsza klasyczna, druga bardziej urozmaicona, bo z bezą i malinami.
Przepisy wynalazłam w niemieckiej gazetce już kupę czasu temu, bo...? Hmmm... Dwa lata temu. Przymierzałam się do tego wypieku jak widać dość dawno. Zawsze jednak coś mi wypadło i nie dałam rady zdążyć z tym wypiekiem na czas.
Dlaczego?
Tort Mimoza jest we Włoszech tradycjnie serwowany na 8 marca, czyli Dzień Kobiet. Także myślę, że w tym roku utrafiłam prawidłowo z datą... ;)
Włoską tradycją na ten czas jest to, że Ukochany zaskakuje swoją wybrankę serca bukietem z gałązek mimozy. Kwiaty tego krzewu symbolizują kobiecość, płodność i siłę. Pachną podobno niebiańsko wanilią i cytryną. Klasyczny tort mimoza wyglądem przypomina kwiaty mimozy, także te  torciki są także mile widziane... :)





Prawdziwe kwiaty mimozy:
źródło









 Klasyczny "Tort Mimoza") z waniliowym kremem

 Na biszkopt:
8 żółtek +4jajka
szczypta soli
200g mąki
40g mąki kukurydzianej (lub ziemniaczanej)


Na krem:
500ml mleka
1 laska waniliowa
4 żółtka
55g mąki
150g cukru
300g śmietany
1 śmietan-fix

Na syrop:
100ml wody
50g cukru
50 ml pomarańczowego likieru (Ja dałam jajeczny)
puder cukier do posypania

Na biszkopt: Jajka, żółtka, sól i cukier miksować razem ok.8 minut na najwyższych obrotach miksera. Dodać obydwie mąki, wymieszać.
Połowę ciasta wylać do wysmarowanej tłuszczem formy 22cm średnicy (Ja użyłam 18 cm).
Nagrzać piekarnik. Piec ok.25 min do efektu suchego patyczka (klasyczny piekarnik: 180°C, termoobieg: 160°C, gaz:stopień 2).
Drugą porcję ciasta upiec tak samo.

Na krem: mleko podgrzać. Rozciąć waniliową laskę wzdłuż. Wyskrobać rdzeń, dodać do mleka.
Wymieszać razem żółtka, mąkę i cukier z odrobiną ciepłego mleka. Dodać to do reszty mleka i podgrzać, ciągle mieszając, żeby w efekcie otrzymać budyń. Odstawić, przykryć pokrywką  i odczekać do ostygnięcia.

Na syrop: Wodę, cukier i likier wymieszać razem i nieco podgrzać.
Ubić śmietanę. Dodać śmietan-fix.
Waniliowy budyń wymieszać i dodać do niego 1/3 śmietany.

Zbrązowiony rand biszkoptu delikatnie odciąć (obydwu biszkoptów).Tak samo postąpić z górą i spodem. Obydwa biszkopty przeciąć równo na pół.
Pierwszy biszkoptowy krążek nasączyć 4 łyżkami syropu. Posmarować śmietaną a następnie waniliowym kremem. Przy dwóch następnych postąpić tak samo (zostawić jednak JEDEN bez smarowania! potrzebny będzie na kosteczkę).
 Odstawić w chłodne miejsce.

W międzyczasie pociąć na kosteczkę czwarty krążek biszkoptowy. 
Resztą waniliowego kremu posmarować boki tortu.
Następnie obsypać biszkoptową kostką. Posypać cukrem pudrem.





Druga wersja tego tortu jest rozkoszą nie tylko dla oczu, ale i dla podniebienia...
Malinowe nadzienie, puszysty biszkopt i kolorowe kawałki bezy... Echhhh... Słodkość, która rozpływa się w ustach... :)







" Tort Mimoza" z malinowym kremem i bezą

Na biszkopt:
2 żółtka +4 jajka
szczypta soli
150g cukru
1 paczka cukru waniliowego
100g mąki
20g mąki kukurydzianej (lub ziemniaczanej)

Na krem:
450g mrożonych malin (odmrożonych)
150g cukru
2 paczki cukru waniliowego
25g budyniu waniliowego (proszek)
500g śmietany
2 paczki śmietan-fixu

Dodatkowo:
150 g białych i różowych bezowych rozetek
Na biszkopt: Jajka, żółtka, sól, cukier i cukier waniliowy utrzeć na puszystą masę.
Obydwie mąki wymieszać i dodać do jajecznej masy.Wysmarować tłuszczem formę do pieczenia (średnica 22 cm, Ja użyłam 18 cm).
Wylać masę do foremki i piec w nagrzanym piekarniku około 25 min(klasyczny piekarnik 18o°C, termoobieg:160°C, gaz: stopień 2).
Upieczone ciasto zostawić do kompletnego ostygnięcia.

Do kremu: Maliny, cukier i cukier waniliowy zmiksować, a następnie podgrzać w garnku.
Budyń w proszku wymieszać z 2 łyżkami wody.
Zagotować malinową masę i zagęścić budyniem.
Wystudzić.

Biszkopt podzielić na trzy części.
Ubić śmietanę, dodać śmietan-fixy.
6-8 łyżek malinowej masy odłożyć do oddzielnego naczynia, pozostałą część wymieszać z bitą śmietaną.
Delikatnie nożem poobcinać zbrązowiony rand biszkoptu. Tak samo postąpić z górą i dołem.
Biszkopt podzielić na trzy równe części.
Pierwszy biszkoptowy placek posmarować najpierw odłożoną malinową masą, następnie malinowym kremem. I tak postąpić z każdym następnym krążkiem.
Pozostawić nieco kremu na boki.
Odstawić ciasto do lodówki na ok. 1 godzinę.

Następnie posmarować boki tortu resztą kremu.
Na krótko przed serwowaniem udekorować pociętymi na kawałki bezami.

Smacznego! :)





W dekoracji stołu wykorzystałam prezenty od dziewczyn, które dostałam na święta. Wcześniej ich nie pokazywałam, bo bardziej pasowały mi na czas wiosny.
Plaster drewna (ten i inny) dostałam od bardzo kreatywnej babki z DE od Izabeli z  "Magicznych dodatków".
Poszewki własnoręcznie uszyła (i wyszyła) Zosia Samosia). Dostałam od niej tyle rzeczy,  które niestety nie objęłam na zdjęciach, ale na pewno na blogu się jeszcze przewiną. Podziwiam nie tylko łapki Zosieńki do haftów, ale i oczęta (Ja bym nie dała rady!).
Tabliczka przy leciała do mnie z Francji od Kasi z bloga "Retro blue". Znalazła swoje miejsce docelowe. Zdobi łazienkę... :)
Dziękuję dziewczynom gorąco, a Was zachęcam do zajrzenia do nich... :)))







Na dworze rozkwieca się coraz bardziej i bardzo się z tego cieszę, bo tęskno mi już za przesiadywaniem w ogrodzie...
Prawda, że to piękny kwiat?
Szachownica kostkowata.

Szachownica kostkowata




 A to bazia, jakby kto nie wiedział! ;)


...do miłego następnego!

Wasza D.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)