Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


niedziela, 9 października 2016

Pękate piękności...

Witajcie!


Wreszcie  udało mi się obfocić (w miarę zadowalająco) moje tegoroczne jesienne deko, a zabierałam się do tego dwa razy. Za pierwszym kiepskie światło bo zbyt mocne słońce, za drugim znowu zbyt słabe słońce, czyli też tak sobie. Z racji, że niezbyt dużo tego jesiennego dekorejszyn mam i to jeszcze tylko w altanie na dworze (jesieni do domu nie wpuszczam!) i czas mnie goni, bo altana postoi nienaruszona tylko do końca października, także ... Trzeciej sesji robić nie będę, zdjęcia jakie są, takie są.

W tym roku właściwie powtórka z tego co było i w tamtym. I muszę powiedzieć, że im jestem starsza, tym mniej wymyślam, jestem bardziej stała w tym co mi się podoba. Może i wypalenie, albo też jakaś mądrość naprawdę przychodzi... Hmmmm... z wiekiem (?!). Nie tak dawno spytałam się jedną znajomą (starszą ode mnie) o jakieś sezonowe dekoracje. I tutaj ona wywaliła na mnie oczy i mówi - "...jakie nowe deko kobieto? Noooo... Lata całe mam te same!". ;)
Tak, tak... Z wiekiem dużo się zmienia.

Wazę z dyni mogliście u mnie podziwiać wcześniej TUTAJ. Mam słabość do tych dużych pomarańczowych pękatych piękności.
Czy też wazy zrobione z kukurydzy ozdobnej TUTAJ. Muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona jak dobrze ta zeszłoroczna kukurydza jeszcze wygląda. Podobnie miechunka. Ta z tamtego roku nadał ma ładną, pomarańczową barwę.





Do jesiennego deko dołożyłam w tym roku mosiężne dodatki. Mam ich  jeszcze sporo w piwnicy. Obecnie mosiądz  nie jest na topie, bo prym wiedzie miedź czy srebro, ale myślę że i mosiądz kiedyś powróci do łask...








W komentarzach pod poprzednim postem, parę razy pytano się mnie o pole dyniowe, czy ono jest moje. 
Niestety, aż tak dużego ogrodu to Ja nie mam (a szkoda!). Pole znajduję się kawałek ode mnie. Wyczaiłam je jadąc samochodem w drodze do Ikea.


Ja mam, a raczej miałam (bo obecnie już ten kącik całkiem inaczej wygląda), mały skrawek, który dumnie nazwałam - DYNIOWISKO.... ;) Niby niewiele, ale wszystkie dynie (oprócz dwóch) przedstawione na zdjęciach w altanie, są właśnie z tego kawalątka...



 Do tych "nie moich wyhodowanych" należy na ten przykład dynia Hokkaido.


Bardzo przy tym smaczna. Jest to chyba jedyna dynia, którą można jeść ze skórką. Smakowo przypomina nieco ziemniaki. Ja akurat dzisiaj robiłam zapiekaną w piekarniku (sól, ostra papryka, czosnek, olej - wszystko razem mieszamy i na 20 min do piekarnika. Super smakuje z dodatkiem sosu tzatzikowego.) Robiłam też placki (tarta dynia, tarta cukinia, utarta cebula, mąka, jajka, sól pieprz - czyli tak praktycznie jak na placki ziemniaczane).


Moje obawy, co do kupna kwiatów do jesiennych dekoracji zostały rozwiane. Starczyło tego co pozostało. Co prawda niewiele tego już jest, bo kwitną jeszcze tylko hortensje, marcinki, jeżówki i chryzantemy...



Niektóre zamieszczone zdjęcia są starsze, także niestety tych kwiatków już u mnie nie ma...




I na koniec ostatnie zdjęcie...
Zdjęcie któremu zawdzięczam zniknięcie na stałe z Instagramu.
Ciekawych szczegółów odsyłam do komentarzy w poprzednim poście...
Tak,,. Już mnie tam nie ma...


Do następnego miłego! ;)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)