Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


wtorek, 7 lutego 2017

Jestem jędzą!



Witajcie!


Mamy luty, jednak Ja  tym postem jestem jeszcze w styczniu, bo zaczęłam go tworzyć właśnie wtedy. Jak zwykle nie wyrobiłam się czasowo. Więc żeby te zdjęcia nie przepadły mi na zawsze gdzieś na bloggerze ( w wersji roboczej którą kiedyś  tam w czasie porządków pewnie bym usunęła), dlatego dzisiaj będzie nieco wspominkowo.
Zaznaczam też od razu, że post będzie długi w czytaniu, także Ci niewytrwali, mogą od razu zacząć chwalić zdjęcia... ;)))
Po pierwsze styczeń był miesiącem moich urodzin.  Stąd te zdjęcia pavlovej, która było moim urodzinowym ciachem. I niech Was nie zmyli, że jak to? Ja wam tu sałatki wciskam, bijąc się w pierś, że chudnę, a teraz na zdjęciach najsłodszy, najkruchszy i najbardziej delikatny z deserów na świecie? I to z borówkami i waniliowym kremem mascarpone! PYCHA! Spokojnie... Zjadłam tylko kawałek... :) A każdym kęsem delektowałam się jakbym była w siódmym niebie...



Pavlowa z borówkami i kremem mascarpone
 
Na bezę:
6 białek
300 g drobnego cukru do wypieków
1 łyżeczka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej
1 łyżeczka białego octu winnego lub soku z cytryny

Na krem:
125 g mascarpone, zimnego
1 łyżka cukru wanilinowego
1/2 szklanki (125 ml) śmietanki kremowej 30% lub 36%, b. zimnej

W misie miksera ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodawać cukier, stopniowo, łyżka po łyżce, cały czas ubijając, do powstania sztywnej, błyszczącej piany. Dodać octu winnego lub soku z cytryny i ubić. Dodać przesianą skrobię ziemniaczaną i delikatnie wymieszać szpatułką.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia lub matą teflonową. Na papierze narysować okrąg, nieduży, 24 cm średnicy. Wyłożyć na niego masę bezową i uformować wyrównując boki bezy łyżką lub szpatułką ku górze. Wstawić do nagrzanego piekarnika ("góra dół" nie termoobieg!) i piec w 150ºC przez półtorej godziny.

Do misy miksera włożyć mascarpone, cukier wanilinowy oraz śmietankę i ubijać przez około 1 minutę, do czasu aż masa zesztywnieje. Krem wyłożyć na bezę przed samym podaniem, do tego czasu trzymać go w lodówce.
Na krem wyłożyć borówki.









Styczeń był też miesiącem mojego pierwszego urlopu. Tylko tydzień co prawda, ale chciałam go wykorzystać maksymalnie, tak  tylko dla siebie, dlatego rzuciłam zawczasu hasło wszystkim:
- Moi drodzy, NIE MA MNIE!  Dla nikogo mnie nie ma!  Zadnych spotkań, żadnych telefonów, żadnych spraw w urzędach, terminów i spraw niecierpiących zwłoki, shoppingów, wyjazdów... Wyłanczam się od wszystkiego i od wszystkich.  Potrzebuję tego bo...? Taki mam kaprys i już.
...i wszystko byłoby fajnie i tak jak sobie zaplanowałam, żeby nie?????
Telefony!
Od jakichś domokrążców.
I tu podam definicję, dla osób niezorientowanych. Domokrążca to osoba odwiedzająca nasze domy, bądź dzwoniąca przez telefon w  celu sprzedania nam jakichś produktów lub wciśnięcia umów w celu uzyskania prowizji. Jednym z faktów niezaprzeczalnych o mnie jest to, że nie cierpię takich osób jak zarazy. Ot, i  taka oto sytuacja (ta zdarzyła się już jakiś kawałek czasu temu, ale myślę że warta jest przytoczenia:

Odzywa się dźwięk telefonu. Leże pod kocem i śpię. Jest po godzinie 14-stej. Wszyscy moi dobrzy znajomi wiedzą - nie dzwonić do mnie między 14 a 16-stą, bo wpadną w niewysłowioną  niełaskę Dorotki i jeżeli ktoś z nich o tym zapomni i zadzwoni, może w telefonie usłyszeć zamiast  radosnego "hallo!" moje nieprzyjazne "czego!". Ale nic! Telefon dzwoni, budzę się do życia co prawda, trochę z tym mi schodzi, bo najpierw musiałam tradycyjnie zaktualizować w głowie własne dane kontaktowe, taki błyskawiczny download:
- nazywam się "voncologne"
- planeta Ziemia
- miasto Brühl
- ...i kogo tam nadali?
Odbieram. W słuchawce odzywa się męski głos, mówiący strasznie łamaną niemczyzną, tak po akcencie typek z orientalnymi genami. Po krótkim przywitaniu już miałam wizję - następny domokrążca.
-" ...czy Ja rozmawiać z........? "I tu pada IMIĘ i NAZWISKO mojego Najdroższego.
-"Taaaak, to Ja... "- co za palant myślę sobie, nawet nie wie, że Waldemar to męskie imię, ale nic, pociągnę tą grę...
- "Bo Ja dzwonić w sprawie wygranej, pani Waldemar".
 - "Achaaaaaaa? Ale Ja nie przypominam sobie, żebym w coś grała dobry człowieku!
Skąd w ogóle ma pan ten numer telefonu? Wie pan, że mój numer jest zastrzeżony?" (i tutaj Trick nr.1 - normalnie zawsze to funkcjonowało, po takim pytaniu, delikwent natychmiast się rozłanczał, ale nie tym razem).
-" Prawie rok temu wypisać pani kartka w  księgarni i tam być pani numer".
Hmmmm... Powiem szczerze, że przez chwilę zastanowiłam się, czy aby Najdroższy przypadkiem rzeczywiście w czymś takim nie wziął udziału. Ale NIE! Nie przypuszczam, żeby w przeciągu paru ostatnich lat pognało go do przybytku z książkami.
- "To co Ja tam wygrałam?"
-"Audi".
-"Wow! To kiedy mam odebrać kluczyki?" - pytam już nieźle rozbawiona i czekam co tam delikwent wymyśli, bo przecież jakieś "ale" w tym wszystkim musi być.
- "Pani być z Polski? Ja bardzo lubić Polska, lubić polskie kobiety, znać trochę język..."
No patrz! Jaki cwaniak! - myślę sobie.. Próbuje się tu zaprzyjaźniać ze mną.
-" Achaaaaa, poważnie?"
I tu mój rozmówca puszcza w ruch swoją znajomość językową, którą to nasi wspaniali że tak powiem rodacy mu zaszczepili. Poleciała mi sama śmietanka górnolotnych wyrażeń, a na końcu najbardziej chyba popularne słowo na "k". I tu już przestałam być miła i z "pan" przeszłam na "ty".
- "Kto Cię tego nauczył pacanie?! Za te ostatnie słowo dostałbyś ode mnie w pysk!"
Rozmówca speszył się. I tu niczym Wikipedia przetłumaczyłam  mu znaczenie.
Przeprasza, że on nie miał pojęcia co to znaczy, że to kumple go tego nauczyli.... A w ogóle, to on jest niedawno w branży domokrążców, i nie wygrałam żadnego Audi, tylko MOZLIWOSC wygranej tego samochodu. A głównie chodzi mu o to, żebym zaprenumerowała gazetę (i tutaj pada jej nazwa).
Masakra!

Inna sytuacja:

Jest sobota przed południem i jadę w domu ostro na szmacie, bo to dzień cotygodniowego sprzątania (obecnie jest to środa).
Dzwonek u drzwi. Na 100 % jest to albo jakiś agent ubezpieczeniowy, konsultantka kosmetyczna, wciskacz prenumerat gazet, żebrak...... w najlepszym przypadku świadkowie J.
I teraz muszę, zanim otworzę te drzwi obmyśleć jakąś taktykę jak spławić szybko i skutecznie domokrążcę.
Ot i wymyśliłam - Trick nr.2, otwieram drzwi i uprzejmie mówię:
- "Państwa nie ma w domu, nie wiem kiedy wrócą, Ja tu tylko sprzątam..".
Trik dobry, niestety ryzykowny, bo delikwent kiedyś powróci niczym  ten bumerang.

Sytuacja nr.3
Jadę na szmacie, tym razem jednak nie u siebie, tylko późnym popołudniem po pracy, w obcym domu, u obcych ludzi. Dorabiam sobie sprzątając  u pani Müller. Myję akurat okna. Przez czyściutką szybę widzę jak drogą bieży sobie młoda dziewuszka z dzieckiem w wózku. Skręca na posesję. Dzwonek u drzwi. Pani M. otwiera i słyszę zawodzący głos dziewczyny i typowy akcent dla jednego z krajów nadbałkańskich.Tekst mniej więcej taki: "Proszę pani, da pani trochę pieniędzy dla mnie i dla dziecka". Pani M. wyciąga 5 Euro i daje bez zmrógnięcia  nawet okiem. Dziewczyna odchodzi i widzę przez okno, że skręca do następnej willi obok. Pytam się panią M. dlaczego to zrobiła? Przecież dziewczyna ma środki do życia, bo każdemu w DE "czy stoi czy też leży, to socjal się należy". A jak chciała pieniądze, to mogła na ten przykład trawkę ściąć w ogrodzie, przynajmniej by było "coś za coś". Pani M. powiedziała, że szkoda tego dziecka jej się zrobiło i  oj tam! Będzie miała punkty w niebie.... A Ja dalej zabrałam się za sprzątanie i powiem szczerze, że nie za bardzo mi szło, bo przeliczyłam sobie ile takich domostw ta panienka obleci i niech tylko każdy z litościwych za 3 minuty jej lamentu da jej te 5 Euro....
Ale to nie koniec tej historii.
Za parę dni dzwonek u moich drzwi i... stoi "panienka z okienka" i zaczyna swoje zawodzenie. Pytam się jej, czy może próbowała jakieś sprzątania gdzieś wziąć, gdzieś zarobić u ludzi, po co ta żebranina... Próżne moje docieranie do niej, jakby kasetę połknęła i w kółko to samo, żeby dać jej pieniądze, ulitować się nad nią, dać coś dla dziecka... Poszłam do kuchni, wyciągnęłam batona, dałam maluchowi i zamknęłam  drzwi. Przez okno zobaczyłam tylko jak dziewczyna otwiera słodycza, daje dzieciakowi i... pac! Rzuciła mi papierek do ogrodu.


Następne zdarzenie, tym razem na czasie. Wszystko zaczęło się jeszcze tydzień przed urlopem. Z racji, że umowa na dostawę prądu i gazu z Eprimo nam się kończy, a to znaczy dla innych firm, a raczej pośredników między tymi firmami że, jest okazja żeby nas przechwycić i....? Zgarnąć prowizję za nowego klijenta......... Ot i rozdzwoniły się telefony. Rano, w południe, po południu , wieczorem... I mówisz człowieku, że nie chcesz przechodzić gdzie indziej, jestem zadowolona z tego co jest i co mam... Próbują przekonywać dalej.
Ostatnia (mam nadzieję) rozmowa była mniej więcej taka:
-"Dzień dobry! Dzwonie w sprawie pani kończącej się umowy, dobrze by było zaoszczędzić, bo teraz po nowym roku ceny prądu pójdą o 20 % w górę, a Pani na pewno chce zaoszczędzić...
- Proszę pana, Ja mam naprawdę dosyć tego telefonicznego terroru, dzisiaj już rozmawiałam z pańskim kolegą na ten temat i powiedziałam, że nie jestem zainteresowana i nie widzę w ogóle sensu prowadzenia tej rozmowy. Dzwonicie do mnie parę razy dziennie, od zeszłego tygodnia to już SZESNASTY RAZ! Szesnasty!
- "Niemożliwe... Ja dzwonię do pani pierwszy raz. A mogę wiedzieć  jak ten mój niby kolega się przedstawił? Bo Ja dzwonię z...... (i  tu pada nazwa "Wielka Energia bla bla bla"), a tamten pan to może był z "Okręgowej Energii bla, bla, bla" ?"
-"Czy pan wie, jak pan mnie wkurza? Dla mnie to jeden SZAJS skąd pan dzwoni, jaką firmę pan reprezentuje! Nie chcę być informowana,  niech pan mój telefon z łaski swojej wykasuje z waszej bazy danych, tak domowy, jak i komórkę! Jak jeszcze raz pan zadzwoni, zablokuję ten numer."
Facet obiecał wykasować, ale myślę że raczej tego nie zrobi. Ale jednego jestem pewna, że sobie zaznaczył moje dane jednym jednym słowem "JĘDZA" i podsunie mniej lubianemu koledze...A Ja na wszelki wypadek wpisałam sobie ten numer do telefonu pod hasłem "dupek żołędny", jak kiedyś zadzwoni telefon i  na displayu mi się to wyświetli, to nie ręczę za siebie...
Kto miał podobne przygody?




I na koniec mój urodzinowy bukiet...
Dostałam od Tima... :)))

Był piękny, szczególnie ten amarylis... Zawsze podziwiam te kwiaty, są takie niezwykłe, majestatyczne...


...i moje wyhodowane amarylisy. Miały być czerwone, ale jak widać nigdy nie ma pewności, co się z cebulek wykluje... ;)

Do następnego miłego!

"voncologne"
:)





53 komentarze:

  1. Dorotko Kochana!

    1. Wszystkiego co najlepsze! Niech się spełniają Twoje marzenia!

    2. Czasami jędzą być trzeba... a sposób na "ja tu tylko sprzątam" rewelacyjny! :D

    3. Zdjęcia są piękne! Apetyczne bym napisała :D A amarylisy wcale - u Ciebie- nie kojarzą mi się z grudniem, wręcz przeciwnie! Powiało wiosną!

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z amarylisami w tym roku się nieco spóźniłam, dlatego kwitną mi dopiero teraz... Fakt, Ja jakoś też bardziej kojarzę sobie te kwiaty na przykład w świątecznych bukietach z gałązkami sosny... O wiośnie już myślę, dlatego pozbyłam się już wszystkich czerwonych dodatków. Czerwień zaczyna mnie drażnić, bardzo przyjaznym okiem za to lukam na wszelkie róże i błękity, a to znaczy kochana, że wiosna na horyzoncie !(przynajmniej wnętrzarsko)... ;)

      Usuń
  2. Cudne opowieści, choć zdaję sobie sprawę, że wówczas były mega wnerwiające!
    My chyba już w Polsce nie mamy tego problemu, albo ja jestem tą szczęściarą, któej nikt nie nagabuje - ani telefonicznie ani drzwiowo.;)
    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmmm... No patrz! To jesteś szczęściarą! Ja mieszkam w dużym mieście i to na jednej z głównych ulic, gdzie życie tętni i dużo ludzi się przewija. Mniemam, że mieszkasz może gdzieś na uboczu, albo na wsi, to i nie masz takich niespodzianek....
      Serdeczności!

      Usuń
  3. Cóż, już o tym gadałyśmy, sposobów jest wiele na pozbycie się natrętów, myślałam zawsze że ten "typ" pracy nagabywaczy, to specyfika tych krajów które dołączyły do 1 świata z ciemnej komuny, jak to miało miejsce u nas wiele lat temu, ale jednak to trwa i trwa wszędzie, jedni dadzą się naciągnąć inni nie... ja zlikwidowałam telefon stacjonarny, a w komórce mam automatyczne odrzucanie niechcianych połączeń, na razie działa a furtki nie otwieram jak nie znam kogoś kto tam do niej dzwoni, iskam Cie jeszcze raz urodzinowo, nie dawaj się, kwiaty cudne!! :)
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ściskam miało być ;)))

      Usuń
    2. :)))) Ulcia, iskanie,to też przejaw miłości! :)))))))

      Usuń
    3. Ula, czy "iskam", czy "ściskam", ważne że od serca słowa! ;)))

      Usuń
  4. Beza fenomenalna :) Z okazji urodzin można zaszaleć!!!! Mój mąż jest styczniowy! Fajne ludzie te koziorożce :) Spóźnione zyczenia kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...Ja jestem wodnikiem! ;)
      Dziękuję za życzenia... :)

      Usuń
  5. Najlepsze życzenia :-) Oj, jędza z Ciebie, ale jaka fajna :-) ;-) Czasem mi żal tych domokrażców, ale tylko czasem. Ja wtedy mówię, że aktualnie jestem bezrobotna i nie mam pieniędzy. Działa zawsze. Zdjęcia cudne, takie już wiosenne. Pomału nadrabiam Twoje starsze posty i muszę przyznać, że spisuję wiele fajnych przepisów. Ale na razie mniej słodkiego, a bardziej akcja "sałatki", do której zmotywowałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia dziękuję... :)
      Trick z bezrobociem i brakiem pieniędzy na tych naszych domokrążcach nie skutkuje! Kiedyś jeden taki stanął mi w drzwiach, zbierał pieniądze na coś, nie wiem już niestety co to za szczytny cel był. Byłam wtedy w zaawansowanej ciąży z moim Najmłodszym. Powiedziałam facetowi, że jeżeli jemu teraz dam, to mi rachunki z konta nie pójdą i może być tak że odetną mi prąd i gaz.... Myślisz, że się przejął? Powiedział mi, że mogę się przecież kąpać w zimnej wodzie! I w tym momencie facet przegiął i pokazałam mu drzwi.
      Dominiko, akcja "sałatki" trwa u mnie nadal, niestety nie nadanżam z pisaniem postów i rozpisywaniem przepisów. Czasami jak jakaś sałatka zostanie mi z poprzedniego dnia i jeżeli jest jeszcze jadalna, to wiadomo, nowej nie ma sensu robić, bo nie lubię wyrzucać jedzenia, także to jest też powód dlaczego nie lecę tydzień w tydzień z tymi postami. Zdarza się też, że chce się coś innego zjeść i wtedy robię sobie jakąś wypasioną w warzywa kanapkę - to też się liczy!Ważne, żeby było coś zielonego na pieczywie, duuuuużo zielonego!
      Instytut Pantone ogłosił kolor ZIELONY kolorem roku 2017 i myślę, że to dla mnie znak z nieba, żeby tą zieleń wprowadzić na całej linii dla...? Własnej linii w pasie ;)

      Usuń
  6. Jedzą trzeba czasem byc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jaki ładny masz czajniczek ;p

      Usuń
    2. Nowy nabyteczek... ;)Parzę w nim zieloną herbacię...... ;)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. No to wychodzi na to, że ja lubię jędze, a do tej pory tego nie wiedziałam:) Wszystkiego najlepszego i ściskam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba!
      Czasami fajnie jest polatać na miotle! ;)))

      Usuń
  9. Ja tu tylko sprzątam - często w pracy to mówię :-) hihi,
    Wszystkiego najlepszego, zdrowia przede wszystkim :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Agatko, zdrówko najważniejsze! :)

      Usuń
  10. Znam to i też zawsze (zresztą niepotrzebnie) wchodzę z takimi ludźmi w dyskusję. Chociaż jak tak się czasem zastanowię jaka jestem dla nich wredna( i nie tylko ja :), to mi ich trochę szkoda - przecież to tylko ich praca... zdawać by się mogło... ;)
    Tak czy siak, ja Ciebie "Jędzą" nazywać nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, w tej ostatniej przytoczonej rozmowie z panem od prądu i gazu, nie napisałam wszystkiego, bo post i tak jest już nad wyraz długi. Ja też mu powiedziałam, że staram się go zrozumieć, że wykonuje on swoją pracę i że ma cholernie niewdzięczną robotę.Ja bym takiego czegoś nie mogła robić i przypuszczam, że długo w czymś takim wiele osób miejsca nie zagrzeje, bo to jest stres na okrągło! Nieprzyjemni , jędzowaci rozmówcy, tacy jak Ja a może i nawet gorsi, pewnie są sprawcami wielu jego siwych włosów na głowie i kto wie, może i wrzodów na żołądku.
      Sciskam kochana! :)

      Usuń
  11. Nareszcie do ciebie dotarłam, trochę to trwało,ale ostatnio tak mam - ciągle na szarym końcu.
    I co ja widzę, co ja czytam!!! Beza przepyszna, kwiaty przepiękne i na to wszystko złość,żal i bezsilność.
    Domokrążcy, natrętne telefony czy żebrzące dziewczyny z dzieckiem na ręku to już norma i zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
    Dorotka ,jak idziesz pod kocyk odwieś domofon(niech sobie dynda)
    telefon, wyłącz a jeśli nie możesz, podrzuć cichaczem mężowi(ja tak robię)
    co do natrętnych, leniwych pannic niestety nie mam patentu,koło nas jest kilka takich i ciągle wracają, choć wydawałoby się że słowami wjechałaś im na ambicję.

    Moja córka,zaczynała od nagabywania ludzi przez tel. ;;sprzedawała prąd;; (jedna z pierwszych prac jaką podjęła gdy jeszcze studiowała), kompletnie się do tego nie nadawała i szybko dała sobie spokój,ale co spróbowała to jej :)

    Wygląda na to,że też jestem jędzą, ale jakoś mnie to nie rusza:)
    buziaki jędzusiu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, Ja nie mam domofonu (a szkoda!), a telefony muszą być włączone, bo może się tak zdarzyć, że na ten przykład szkoła będzie mi dzwonić bo mam bardzo wojownicze dzieci i MUSZE być dostępna, chcąc nie chcąc... Z mężem ten trick też nie przejdzie, bo on jest później w domu niż Ja i nawet jeżeli dzwoni telefon i jesteśmy razem, to najczęściej od odebrania umywa ręce mówiąc - "To napewno do Ciebie!". A jak wypatrzy przez kuchenne okno jakiegoś domokrążcę kroczącego w kierunku wejścia do domu, to oznajmia - "Zaraz będziesz miała gościa!"

      ...że co takiego?!!! Już współczuję Twojej córce i dobrze że dziewczyna na mnie nie trafiła... hihi! ;) Co prawda nie przypuszczam, żeby jakiś domokrążca tam z mojego powodu płakał,chociaż? Hmmmm... To jest chyba jednak materiał na następnego posta.

      Uściski! :)))

      Usuń
  12. trick nr 2 świetny:) choć faktycznie obarczony pewnym ryzykiem. ja na szczęście nie mam doświadczeń z domokrążcami, a musi to być męczące, chociaż historyjki momentami zabawne:) zdjęcia oczywiście piękne:)wszystkiego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że do mnie zajrzałaś, zapraszam częściej! :)

      Usuń
  13. Dorotko, u mnie jest dokładnie to samo!!! I mam te same godziny z napisem nie przeszkadzać!!! W komórce blokuję te numery, a potem następne i następne.... kwiaty są cudne , lubię białe amarylisy!!! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Ja próbuję obecnie z tym walczyć, z tą popołudniową drzemką, bo o to głównie się rozchodzi. Jeszcze parę tygodni temu polegałam z tymi pobożnymi planami zaraz na starcie. Nic nie pomagało. Przychodziłam z pracy, posnułam się trochę po domu, zajrzałam na kompa i im dłużej siedziałam w pokoju dziennym, tym bardziej moja sofa mnie wołała - "chodź, połóż się! Odpocznij, no nie bądź głupia....." I nawet jak próbowałam przeciągnąć czas i mimo wszystko się nie położyć, to....? Trzy, cztery godziny później byłam tak padnięta i senna, że wskakiwałam do wanny i musiałam cholernie uważać, żeby w tej wannie nie zasnąć, czyli już o 18-stej piżama i do łóżka! Potem wstawałam tak o 22-giej kompletnie wyspana i żeby znowu się położyć na noc, to musiałam swoje najpierw odsiedzieć. Czyli ta poobiednia drzemka była nie takim znowu złym złem...
      Ale... Wyczytałam gdzieś w sieci, że powodem takiego stanu rzeczy niekoniecznie musi być jakiś stan chorobowy, czy - no nie oszukujmy się - średni wiek. Może to być też brak wody w organiźmie. I tutaj uświadomiłam sobie, że faktycznie, wody mineralnej to Ja bardzo mało co piłam, właściwie NIC. Spóbowałam więcej pić i rzeczywiście - nie mam aż tak mocnego parcia na tą sofę po południu, ale jeszcze w pełnych 100% tego nie opanowałam...
      Pozdrowionka! :)

      Usuń
  14. Podziwiam Cię, że w ogóle wchodzisz w rozmowę. Ja ucinam raz dwa i swoje niezadowolenie określam tak dobitnie, że jestem chyba na jakiejś liście - nie dzwonić i mam spokój. Domokrążcy tu gdzie mieszkam nie chodzą. Okropność co opisujesz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobitnie to znaczy jak???
      Może masz jakiś nowy trick?

      Usuń
    2. Najczęściej mówię, że mnie to nie interesuje i rozłączam się. Potem, że już do mnie dzwoniono i więcej nie życzę sobie telefonów. Kiedy jestem w złym nastroju walę prosto z mostu, że jest to próba wyłudzenia pieniędzy i mają przestać bo zawiadomię policję. Ostatnie pomaga bo jest to jak najbardziej próba wyłudzenia pieniędzy. Do tego natarczywość, która również podlega pod paragraf.

      Usuń
  15. Amarylisy naprawdę piękne, to cudowne kwiaty i przepięknie się prezentują.
    A torcik jak na taką okazję to idealny.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... Bardzo mi miło. Moje amarylisy obecnie częściowo już przekwitają, ale jeszcze nie wszystkie z nowych pąków zakwitły, także zanim całkowicie znikną z okna to trochę to potrwa...
      Serdeczności!

      Usuń
  16. Przede wszystkim wszystkiego dobrego z okazji urodzin.
    Z domokrążcami czy telekrążcami jakoś sobie radzimy. Albo nie otwieramy drzwi albo nie odbieramy telefonu. Mój mąż ma nawet aplikację w telefonie, dzięki której wie, że jest to telefon komercyjny.
    Torcik wygląda przepysznie a kwiaty są piękne.
    Pozdrawiam serdecznie.
    ps. Też mam urodziny w styczniu - jestem koziorożcem - a Ty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te numery komercyjne już wywąchałam, trochę różnią się od tradycyjnych, ale domokrążcy się już zcwanili i często dzwonią z normalnych komórek.
      Ja nie jestem koziorożcem, tylko wodnikiem, ale mój syn jest koziorożcem i muszę powiedzieć, że ten rogaty znak to bardzo uparci ludzie... ;)))

      Usuń
  17. Wszystkiego Najlepszego!
    Ja to nawet nie odbieram, jak nie znam numeru telefonu, do nas to ciagle ktos dzwoni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...no to teraz wiem, dlaczego się do Ciebie dodzwonić nie mogłam! ;) hihi!

      Usuń
  18. Też nie lubię domokrążców, a jeszcze bardziej wkurzają mnie ludzie żebrzący na dziecko. A tego wyrzuconego papierka na trawnik nie darowałabym tak łatwo. Ja też niestety "styczniowa dziewucha" jestem:), mówię niestety, bo zazdroszczę tym, którzy są z końca roku:) Piękne zdjęcia i bukiet. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będąc jeszcze nastolatką i żyjąc w PL naoglądałam się masakrycznych widoków w Olsztynie. Zima, mróz na dworze, a na ziemi siedzą Rumunki i ich dzieci żebrząc, i żeby żebry łatwiej szły, to dzieci z gołymi nogami... Rozpacz! Nie wiem, czy takie rzeczy nadal się tam dzieją, bo wyjechałam do DE 25 lat temu i zimą nigdy do kraju nie jeżdżę... Za takie coś, takiej wstrętnej matce dałabym nie parę złotych, tylko w dziób!

      Usuń
  19. Trick nr 2 mnie rozłożył :D Osobiście to mnie nie nachodzą. Jehowi się poddali, bo chyba wzięli mnie za wariatkę po ich zdaniu "Chciałabym z panią porozmawiać o przemocy w rodzinie." i mojej odpowiedzi "Ja mogę panią trochę poduczyć jak pani chce." ;) :P
    Natomiast na telefonicznych mam zawsze tą samą odpowiedź, jak tylko mnie informują, że rozmowa jest nagrywana. "Nie życzę sobie." Zawsze ich to zbija z tropu :D Czasem jeszcze walczą, że to dla mojego bezpieczeństwa, a ja twardo, że nie i że mają skasować ten fragment rozmowy, który już się odbył :D
    A z okazji urodzinek wszystkiego naj. Ja bym jednak wolała jedną z sałatek zamiast pavlovej - taki dziwoląg ze mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę może od końca...
      Droga Aniu,dziękuję za życzenia, urodziny były tak dawno, że już prawie o nich zapomniałam... ;) Aczkolwiek w przyszłą niedzielę będę celebrować swój prezent urodzinowy od mojego Najstarszego syna - fundnął nam wycieczkę do takiego parku ze zwierzakami, a konkretnie małpami... hihi! ;) Ciekawa jestem jak to będzie.
      O widzisz! Właśnie i z tym nagrywaniem też mnie to irytuje, ale z tego co zdążyłam już przeżyć, to tylko po podpisaniu umowy z pośrednikiem - domokrążcą (bynajmniej u nas) firma właściwa oddzwania w celu potwierdzenia i wtedy właśnie informują, że rozmowa jest nagrywana. Wiesz, Ja dążę do tego, żeby właśnie nawet do takiej sytuacji nie doszło, żadnych nowych umów jeżeli jestem zadowolona z tego co już mam, to po co mi coś nowego? Bo taka jest prawda, że jeżeli nawet Ci nowi są tańsi i co miesiąc mniej bym mogła powiedzmy za ten prąd płacić, to i tak potem na koniec roku dostanę wyrównanie i czekać mnie będzie niedopłata. Znam ten trick i dlatego nie zawracam sobie tym wszystkim swoich czterech liter.
      A co do świadków J, to jeżeli ich nie zaprosisz do domu, to nie wejdą i jeżeli grzecznie powiesz, że nie ma naprawdę sensu tych rozmów to przestaną Cię nachodzić. Aniu, moja najlepsza przyjaciółka w PL jest świadkiem, mam też trochę znajomych z tego grona, jednak nigdy nie rozmawiamy na tematy związane z religią. Są to pożądni ludzie, nikt z nich nie przychodzi po to by wyłudzać pieniądze. Wiem, że to denerwuje jak staną w drzwiach i zaczną czytać wyrywki z najstarszej księgi świata. Mają swoje postrzeganie świata, które wcale nie jest złe i muszę szczerze powiedzieć, że w niektórych sprawach przyznaję im rację. Jednak propozycję jakichś regularnych spotkań, czy wizyt w ich Królewskiej Sali zawsze odrzucam, bo Ja jestem kim jestem i taką już zostanę...

      Usuń
    2. Ale ja się nie czepiam ich poglądów. Każdy ma prawo do swoich. Wiem też, że nie przychodzą po pieniądze. Denerwuje mnie jednak to łażenie po domach. Mam powiedzmy dzień wolnego, albo wróciłam akurat z pracy, albo jestem sama z malutkim dzieckiem w domu (wtedy miałam najwięcej najść) a tu akurat dzwonek do furtki jak człowiek chce się zrelaksować w końcu. U mnie trzeba się pofatygować do tej furtki, bo daleko od okna i kiepsko widać któż tam stoi - może akurat odczyt prądu lub wody. No więc idę zniechęcona, a oni zaczynają. Noż kurde! Jakbym była zainteresowana, to bym sama się zgłosiła! Teraz i tak trochę zmienili strategię, ale swego czasu (jeszcze jak mieszkałam w domu rodzinnym), to potrafili co tydzień przyjść! Najpierw grzecznie odmawiałam, ale ile można?! Za to dwa lata temu nachodzili mnie co tydzień w sobotę w pracy!!
      Poza tym osobiście nikt mnie nie nachodzi. Ale telefony to już inna bajka. Jak się uprą w jakiś dzień, to i 20 razy potrafią wydzwaniać. Nie będę publicznie pisać jak mam niektórych opisanych w telefonie ;)

      Usuń
    3. Aniu, człowiek wpuszczający pierwszy raz świadków J. do domu, niestety sam jest sobie winien bo...? W pierwszym momencie nie chce być niegrzeczny, bo co tam - pogadać przecież można - i tu od przejścia już tego tradycyjnego progu w drzwiach dzieje się tak, jakbyś z nimi niepisaną umowę miała (nieświadomie pozwolenie!) na te regularne spotkania i pogawędki. Jeszcze z dzieciństwa jako malutka dziewczynka mieszkająca na Mazurach pamiętam, że moi rodzice pielili buraki w polu, a świadkowie im w tym czasie nawijali... Nie wiem jaki trick moi rodzice na nich mieli, faktem jest, że nie przychodzili więcej, może to było to, że robili nadal nieprzerywając swoją pracę.
      Tutaj w DE, to mój Najdroższy pierwszy raz ich wpuścił - dwie panie, bo najczęściej świadkowie chodzą parami. Z początku było mi to w sumie wszystko jedno, bo mój mąż ma szerokie pojęcie na tematy religijne,starożytnego Egiptu, etc., jest bardzo oczytany, lubi podyskutować. Cóż, niech dyskutuje! Posiedziałam, posłuchałam i tyle. Ale... Te panie zaczęły przychodzić regularnie w soboty, dawać gazetki, podsuwać teksty do....? wspólnego czytania, a potem o tym dyskutowania. I właśnie, w pewnym momencie miałam tak jak u Ciebie, człowiek po pracy chce mieć dzień wolny, odpocząć, zrobić cotygodniowe porządki - a tu nie da się! Pamiętam, że po paru takich tygodniach zaczęłam zostawiać Najdroższego samego z paniami, a Ja? Trzaskałam nerwowo garami w kuchni, kręcić ciasto. Panie przestały przychodzić jednak nie dlatego. Raz Najdroższy rzucił jakiś tekst i jedna z nich uznała go za opętanego... Zaprzestały spotkań, ale po nich zaczęli dzwonić w drzwiach następni, i jeszcze następni... Tych jednak nie zapraszam i krótko, ale uprzejmie odmawiam.

      Usuń
    4. P.S.
      ...i właśnie teraz uświadomiłam sobie, że to właśnie dzięki świadkom zaczęła się moja miłość do pieczenia! Ale numer! ;)))

      Usuń
    5. Tylko, że ja nigdy ich nie wpuściłam. Nigdy. Nigdy przy płocie nawet w pogawędkę się wdałam. Zawsze mówiłam, że nie jestem zainteresowana itp. itd. Albo nie potrafili sobie w kajeciku zanotować, że tutaj ich nie chcą, albo upatrzyli sobie we mnie łatwą "ofiarę", albo liczyli, że ktoś inny drzwi otworzy :D Dopiero jak mnie uznali za stukniętą (tudzież również opętaną), to dali sobie spokój ;)

      Usuń
  20. STO LAT!!! Ja zwyczajnie przerywam takiemu agentowi rozmowe, mowie "nie, dziekuje" i odkladam sluchawke. Tutaj w Nieczech jest latwiej, poniewaz jestem pewna, z nikt nie zostaje bez srodkow do zycia. W Polsce kupuje tylko jedzenie, a nie daje pieniedzy i naprawde czesto widzialam wdziecznosc, jednemu gagatkowi kupilam nawet piwo, byly Swieta, a niech ma cos z zycia jak reszta do d...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy tym ostatnim to mnie rozbawiłaś... ;)

      Usuń
  21. Bardzo fajna lektura do wieczornej herbatki ;) I aż mi się żal zrobiło, że już koniec tych historii.
    Spóźnione, ale najserdeczniejsze życzenia urodzinowe, radości, miłości i spełnienia marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko tych historii to Ja mam jeszcze dużo, tylko w ramach wielkości posta musiałam się ograniczyć, żeby Ci co doszli do końca, nie zapomnieli w trakcie czytania co było na początku... ;)

      Usuń
  22. Dorotko, w pierwszej kolejności najlepszości urodzinowe przesyłam i uśmiech nieodmiennie dołączam:)
    A w drugiej kolejności, to ubawiłam się setnie czytając Twój wpis;-) Najbardziej urzekło mnie: "państwa nie ma w domu";-))) Chyba podkradnę pomysł. A jeśli chodzi o telefoniczne nagabywania różnej maści dupków żołędnych, to też bywam jędzą. Albo stosuję takką taktykę: cierpliwie słucham oferty, po czym dziękuję uprzejmie informując, że nie skorzystam, ale za to ja mogę zaoferować co innego. I tu padają moje propozycje sprzedaży czegokolwiek albo udziału w jakimś spotkaniu. Działa, poddają się natychmiast:)
    Pozdrowienia i dobrego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Florentyno! Dziękuję Ci serdecznie za życzenia... :)
      Takiej taktyki z własną propozycją sprzedaży jeszcze nie próbowałam!:)))
      Po tej masie telefonów w ostatnim miesiącu podjęłam pewną obronną decyzję, że jeżeli kiedykolwiek będę podpisywać jakieś nowe umowy, to zarządam nie podawania mojego telefonu, inaczej nic nie podpisuję!
      Mój numer domowy mam rzeczywiście zastrzeżony , nic nie skłamałam domokrążcom.Zrobiłam to wiele lat temu, w żadnej książce telefonicznej go nie ma tak jak i nikomu się nie wyświetla w telefonie. Faktem jest jednak to, że panuje handel danymi osobowymi i ten mój prywatny domowy telefon poszedł już w obieg.
      Serdeczności!

      Usuń
  23. OMG ! Miała być dieta i przez Ciebie nie będzie ! :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Dorotka, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :-) Niech Ci się darzy jak najlepiej. Ależ ja mam u Ciebie zaległości, ale obiecuję, że niedługo nadrobię. Buziaki wielkie :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)