Blog o dopatrywaniu się radości w małych rzeczach, bo bez tych małych radości, przecież tych dużych by nie było... ;)


środa, 10 stycznia 2018

O tym co było kiedy mnie nie było i... Mniej znaczy więcej!

 Hej!





Wczoraj zbyt szybko poleciał mi ten post, sorki  musiałam usunąć, bo pisałam przez smartfon i trochę nie tak mi się nacisnęło.

...długa przerwa nastała, i powiem szczerze, że poprzedni post miał być.... Hmmmm...  Już tym ostatnim.
Pisanie bloga zobowiązuje do regularności, dbania o Was wszystkich tutaj, utrzymywanie kontaktów, odpisywanie na komentarze, maile...
Nie jestem w stanie się z tego wywiązywać.
Czy to już koniec?
Sama nie wiem....
Wiele z Was było ze mną tutaj od samego początku, czyli pięć bitych lat, poznałam masę fajnych osób, nawiązały się nawet prywatne rozmowy, spotkania... Z początku blog miał tematykę typowo wnętrzarską, przeplataną kulinariami. Po pewnym czasie jednak wnętrzarstwo zaczęło mnie męczyć, bo zadałam sobie pytanie, po co właściwie założyłam "Weniger ist mehr - Mniej jest więcej"?
 ( ...i w tym punkcie muszę jeszcze coś sprostować co do nazwy bloga. Wiele z Was już wie, albo i zauważyło, że zmienił się jeden wyraz. Mnie w sumie dosłowne przetłumaczenie nazwy z niemieckiego na polski wcale nie przeszkadzało.... Ba! Nawet powiem szczerze, że żyjąc w DE ponad już dwadzieścia pięć lat, nie wyczuwałam złego wydźwięku i że nie  jest to poprawne. Błąd poprawiłam (dziękuję panie Marcinie!), teraz wygląda po ludzku, chociaż czasami się jeszcze sama mylę... Także to okropne  jest odeszło już w niebyt....)
Po co założyłam bloga o takiej nazwie?
Zeby się odgracić z rzeczy niepotrzebnych, nauczyć się żyć na małej przestrzeni, cieszyć się z tego co mam, nie zaprzątając sobie głowy niepotrzebnymi nonsensami.... A tymczasem wzięłam udział w jakimś wyścigu szczurów! Dobrze, że w porę się przebudziłam, bo nie jestem żadną znawczynią stylów, a zakupoholizm najmodniejszych w blogosferze gadżetów doprowadził mnie do tego, że przedmiotów zamiast ubywać, to ciągle w domu przybywało..... I to takich, które żebym nie była bywalczynią na blogach to, nigdy bym pewnie nawet oka nie zawiesiła..
Jaki jest stan obecny?
Nasza piwnica opustoszała i można tam wreszcie normalnie przejść!!! Nie zrobiłam tego z dnia na dzień. To był proces rozciągnięty w czasie, kiedy musiałam do niektórych rzeczy dojrzeć, żeby po prostu je wyrzucić... Wyrzucać nadwyżkowe szkło, porcelanę, tekstylia, ciuchy.... Książki! Rzeczy, na które w domu po prostu nie ma miejsca, a i w piwnicy również.
Jak mi się to udało?
Mnie, która tak roztkliwiała się nad każdym kompletem talerzy na bazarze staroci...
Jeżeli mogę doradzić osobom, które mają problem z brakiem miejsca, zadajcie sobie pytanie, ile tak naprawdę potrzebujecie zastaw obiadowych czy kawowych, kompletów pościeli, poszewek na poduszki, etc....
A ile ich  w szafach poutykane macie, i ile razy w ciągu ostatniego roku te rzeczy były używane.
Odpowiedzi mogą być zaskakujące dla Was samych, bo jeżeli odpowiesz sobie - pościeli nigdy nie za dużo! poszewek również! porcelanę wyrzucać?! Przecież tyle kasy na to wydałam, to nic że tu obszczerbione, tych talerzy do ciasta tylko trzy od kompletu, filiżanek cztery ,a spodków sześć.... Przyda się!
....to znaczy , że jeszcze nie dojrzałaś do tego żeby żyć dla siebie, będziesz żyć nadal dla przedmiotów, tracąc dla nich czas, ciągle dokupując nowe, przecierając z kurzu...
A czas jest rzeczą bardzo cenną.
KOMU chcesz go poświęcić, albo CZEMU?
Jeżeli masz go dzielić, albo ofiarować, to tym co najbardziej kochasz, bo Ci Twoi najbliżsi to odwzajemnią. Dobro powraca. Ba! Każdy ma swój rozum i wolną wolę. Ja piwnicę mam z głowy, odgracam obecnie szuflady w komodach, potem będą moje witryny, chociaż z tym będzie mi najtrudniej...






Wiele z Was pytało się w komentarzach po ostatnim postem, bądź w mailach, co tam u mnie słychać...
Moi drodzy, jak najlepiej!
Podsumowywując rok 2017, to był dla mnie złoty rok... Ostatnim postem utkwiłam na lecie. Był oczywiście urlop na Mazurach w Polsce, ale i był też urlop nad Morzem Północnym w Belgii (Westende) i ten zrobił na mnie duże wrażenie, bo był to najwspanialszy urlop jaki miałam w życiu! Co prawda przed samym wyjazdem miałam cholernie popsuty humor.
Dlaczego?
Myślę, że powinnam to opisać, może i komuś się z Was przyda i skłoni do przemyśleń.
Taka sytuacja.
W natłoku pakowania się nad morze, postanowiłam jeszcze odkurzyć z pajęczyn moje wirtualne dziecko, czyli bloga... Lukłam kto tam co napisał, zajrzałam w statystyki kogo tam  przywiało, i.......? Zaskoczyła mnie ilość przejść z pewnego miejsca w sieci, na którym Ja nigdy nie byłam wcześniej. Podążyłam za śladem i trafiłam na pewne forum. Czytam, co tam ludzie piszą, jakaś dyskusja na temat urządzenia pokoju dla dziecka.... Czytam i czytam...
... i wpakowałam się na link naprowadzający na pokój mojego syna!
Dyskusja dość ciekawa, jednym pokój się podobał, drugim nie.... Normalka, przecież nie wszystkim musi, każdy urządza jak mu pasuje, i że ktoś tam skrytykował oświetlenie, że wygląda jak kuchenne, a Kallax wiszący na scianie to też nie jego bajka - okey. Nam tak pasuje, bo pokój jest mały, lampy stojącej tuż przy łóżku już dawno w pokoju u Josha nie ma (przeszkadzała), i oświetlenie pod szafkami przejęło jej rolę - ot, mniej znaczy więcej!
Co mnie tam ubodło? Wypowiedź jednej pani. Nie przytoczę jej tutaj słowo w słowo, bo ze statystyk zniknęło mi już przejcie w tamto miejsce w sieci. Zdanie to było skierowane dla osoby, która wstawiła link:
-...Ja bym na twoim miejscu nie obserwowała tej osoby, bo już po tym fotelu widać kto to jest...
Powiem szczerze, ze zrobiło mi się w tym momencie bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie.
Ba! Nie zrobiło mi się nawet lepiej,  jak przeczytałam dalej, kiedy to osoba która wstawiła link, nieco próbowała doprowadzić do pionu panią krytykującą, bo ta wypowiedź wydała się jej też też nie na miejscu. Ja jestem otwarta na krytyki, ale grzeczne i nie poniżej pasa, chyba że już ktoś mnie na tyle wkurzy, że jestem zmuszona pokazać tą swoją drugą, jakże nie czekoladową stronę. Zajrzałam na profil pani krytykującej, owszem, ładnie urządzone cztery kąty, dużo mebli z Ikea, ale.....? Nie widziałam nic takiego żebym mogła nazwać tą osobę znawcą styli czy dobrego dizajnu, że o zawalającym okno fotelu typu Ektorp nie wspomnę...
Dobrze, że Belgia mnie rozluźniła................. hehe!
Bytując w sieci widywałam już gorsze sytuacje. Blogi wnętrzarskie, gdzie każdy post to zdjęcia zaciągnięte z netu, czasami z zaznaczeniem skąd są, czasami nie... Ja i owszem,  mam też takie może z trzy posty, będę miała czas to je usunę. Moi drodzy, obsługiwanie się czyimiś zdjęciami nie jest w porządku, chyba że coś naprawdę ma być inspiracją, chce się coś zrobić podobnego. Nie wystarczy wtedy tylko wpisać lub podlinkować nazwę serwisu, bo zdjęcia nie są własnością wirtualnych serwisów, ktoś realny je  przecież zrobił i tam wstawił. Hołd nie należy się Pinterestowi czy Instagramowi, tylko konkretnej osobie.
Co mnie jeszcze drażni? Ośmieszanie innych na zasadzie - zobaczcie jak ja mam fajnie! (i tu pokazuje się zdjęcie wypasionego powiedzmy salonu) i..........? Dla porównania parę zdjęć( rąbniętych z sieci) ze skromniutkimi pokojami dziennymi. No nie wiem, czy któraś z Was by się ucieszyła widząc swoje zdjęcie jako tą "sodomę i gomorę".... Ja lubię oglądać porównania "przed" i "po", ale tego typu porównania to dla mnie niesmak.






Zadawaliście pytania, jak tam wygląda moje odchudzanie. 
Nadal jestem na właściwej drodze. Co prawda w święta BN trochę dałam sobie na luz, ale już minęły i powoli wszystko wraca do normy. Sałatki zamieniłam na dużo surowego i w ogóle surówki, od jesieni zeszłego roku zaczęłam też chodzić na fitness. Powiem szczerze, że nawet nie myślałam, że da mi to tyle radochy... Wracam  stamtąd jak nowo narodzona. Ostatnio co prawda zaniedbałam regularne chodzenie, bo  muszę zorganizować się z nową sytuacją zawodową, gdyż od początku stycznia pracuję więcej u mnie w starym miejscu zatrudnienia. Dodatkowo mam jeszcze inną pracę. Kwestia tylko zorganizowania się z czasem, żeby wszystko co chcę dobrze zsynchronizować.
Dam radę! :)
 

Minęły święta...
Zbytnio się nie przyłożyłam,  kolorystyka była ta sama co rok wcześniej, ten sam żyrandol z piórami, choinka okropna, ale Ci co mają Instagram to o tym już doskonale wiedzą... ;)
Tak, jestem tam znowu, chociaż się zarzekałam i plułam, że NIGDY więcej! Możecie mnie tam znaleźć. Zmieniłam stół w pokoju dziennym, zmieniłam krzesła....
Ot, spełniam swoje marzenia na tyle na ile mogę.........
...i Wam również życzę spełniania tych Waszych, wszystko jedno czy małych, czy dużych...

Pa!

Wasza "voncologne"
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Będzie mi miło jak zostawisz po sobie widoczny ślad w postaci komentarza... :)